 |
do nowicjuszy
miłość
super sex
świat uczuć
poradnik
ciało
zmysły
rozrywka
poznajmy się
forum dyskusyjne
nowości
kontakt
|  |
Opowiadanie miłosne nr 43 |
Moja historia... to zwykła historia ale przez to właśnie jest dla mnie tak
ważna. Bo napisało ją życie. Miałam niecałe 13 lat gdy poznałam swojego
przyszłego, pierwszego chłopaka. Kolegę brata, starszego o pięć lat. Świat mi
zawirował, zakochałam się bez pamięci. Niestety nieszczęśliwie. Tak przynajmniej
mi się wydawało...
Kiedy trzy lat póżniej ten sam chłopak stanął znów
na mojej drodze nie wiązałam z tym żadnych większych nadziei. Ot dobry kolega.
Dobry do wszytkiego, żeby pójść do kina, na łyżwy, na rower... było cudownie
czas mijał a ja coraz bardziej się zakochiwałam.... aż kiedyś nie wytrzymałam...
wyznałam mu że Go kocham. Nie pamiętam co było dalej, ale pamiętam tylko jego
wzrok i dosłownie parę słów: "Tylko nie kochaj za bardzo". Wtedy nie wiedziałam
czy to miało znaczyć coś dobrego czy nie, ale i tak byłam szczęśliwa bo mówiąc
to przytulił mnie tak bardzo mocno. Byłam wierna dwa lata, przetrwałam długie
rozstania, wieczny brak czasu, różnicę wieku i wojsko... nie przetrwałam zdrady
przyjaciółki, która się wygadała że zna mojego chłopaka i że się spotykają.
Świat się dla mnie zawalił, mimo problemów byłam jednak szczęśliwa a teraz? czy
to też przemilczeć i udać że nic się nie stało? Szczęście dla mnie że on był w
wojsku. Rok to jednak długo żeby pogodzić się z wieczną samotnością zwłaszcza że
dla niego zawsze ważniejsza była siostra koledzy, dom, przyjaciólka z
dzieciństwa aż w końcu moja własna przyjaciółka. Z trudem ale postanowiłam się
pogodzić. Cios przyszedł w wakacje. Od dwóch lat wyjeżdżałam na kolonie jako
wychowawca, postanowiłam zrobić tak i teraz, najlepsza okazja by zapomnieć. Ale
co zrobić gdy wspomnienia same o sobie przypominają? Piotrek bo tak się nazywał
mój chłopak przyjechał na drugi dzień. Jeszcze nie pamiętam żebyśmy kiedykolwiek
tak długo i tak szczerze ze sobą rozmawiali. Czułam się szczęśliwa bo w głębi
duszy nie umiałam przestać go kochać. Jak? Po pięciu latach? Tak poprostu?
Los jest jednak przekorny... a może to przeznaczenie? Na tej samej
kolonii jakiś tydzień później rozchorowałam się. Przez cały dzień leżałam w
izolatce słysząc tylko dochądzące z daleka dziecience głosiki, radosne głosiki,
a ja co? sama, pozostawiona przez wszystkich, nawet przez... poporostu sama...
tak mi się przynajmniej wydawało. To dopiero wtedy dostrzegłam zakochane oczy
Marcina. Przychodził niby przypadkiem, przynosił posiłki ze stołówki ale mi
wystarczylo....
Dziś mam 21 lat i wciąż jestem z Marcinem... kidey
mówię kocham wiem że jestem kochana... W sumie powinnam być wdzięczna mojej
przyjaciółce i Piotrkowi, to dzięki nim dziś jestem tak szczęśliwa... I
wszystkim życzę tego samego...
KOCHAĆ I BYĆ KOCHANYM...
Ania
|
|
|
 |
 |
 |
|