Home
 


do nowicjuszy
miłość
super sex
świat uczuć
poradnik
ciało
zmysły
rozrywka
poznajmy się
forum dyskusyjne
nowości
kontakt

Poradniki:

  • Twój pierwszy raz
  • Pozycje erotyczne
  • Antykoncepcja


    płatna część serwisu

  • Opowiadanie miłosne nr 68

    Wszystko zaczęło się w wakacje. Ostatni egzamin .. koniec sesji i hurra!! Ponieważ miałam dużo wolnego czasu, postanowiłam coś z tym zrobić.. i tak trafiłam do pewnej knajpy gdzie.. miałam prowadzić karaoke.. miłe, przyjemne.. Cóż.. poznałam mase ludzi... nie jestem osobą która zwraca na siebie uwagę a jednak.. chyba była lubiana. Imprezę prowadził ze mną pewien chłopak ( P.).. całkiem fajny gość .. poza tym był jeszcze...( nasz szef).. no i pewna dziewczyna .. którą poznałam na karaoke i bardzo polubiłam... Uf... imprezy się rozkręcały ..przychodziło coraz więcej ludzi,,, a między naszą 4.. nawiązywał się bliższy kontakt.. I tak imprezy trwały od .. piątku do poniedziałku rana...

    Bardzo polubiłam P. był miły.. inteligentny... kulturalny,,, nigdy nie powiedział na mnie złego słowa... ideał-kumpla z pracy, ale ale... ale... to nie tak z dnia na dzień... dawał mi coraz więcej znaków że... że sie mną interesuje... Cóż...niby nie dziwne.. bo czemu miałby sie mną nie interesować, ale... ale on miał dziewczynę co dla mnie było świętością... więc starałam trzymać sie z daleka...

    Czasem dochodziło do naprawdę śmiesznych sytuacji.. cóż... wszyscy mówili.. jeśli siądziesz obok niego... nic ci się nie stanie, jeśli... zatańczysz z nim nic ci się nie stanie, jeśli... odprowadzi cie do domu nic c się nie stanie...

    Np. była sobota on przychodził do "naszej" knajpy ze swoja dziewczyna wybijała 22... grzecznie kiwał pa pa... i wychodził... Po czym odprowadzał swoją dziewczynę.. iwracał do nas.

    Słyszałam tylko ..przecież on to robi dla ciebie...

    Po każdej imprezie wracaliśmy razem do domu.. siadaliśmy na ławce.. i opowiadał mi swoje historie... kim jest co robi... czemu stało sie tak a nie inaczej... 45 minut na rozmowę brakowało.. więc siadaliśmy na ławeczce i rozmawialiśmy... rozmawialiśmy..

    Dni mijały a ja coraz bardziej przywiązywałam się do niego...

    Później stał się stałym bywalcem u mnie w domu.. nie było dnia... by nie wpadł na kawe pogawędzić...

    ZAWSZE mogłam na niego liczyć... i nagle pierwszy szok...

    Siedzę na imprezie podchodzą dwie dziewczyny i zadają dziwne pozornie pytanie.. "czy to prawda że P. z K. wylądował z łóżku.. ??"

    P.???????/- "Nie to nie możliwe".. jednak chwile później wyprowadzono mnie z błędu... Tak to prawda...

    Była wściekła.. ale właściwie za co?? To jego życie i jego sprawa...

    Znajomi zaczęli zwracać mi uwagę.... "ten facet non stop się na ciebie patrzy"- jak mu dobrze to niech się patrzy. I znowu...znowu był miły grzeczny,,,, nigdy nie było NIE... Powiedzmy, że odzyskiwał punkty które stracił...

    Co gorsza wkoło słyszałam... siadaj nic ci sie nie stanie... idź z nim zatańczyć.. przecież nic ci nie zrobi...

    NIE- ona ma laskę... ale ile można tak mówić? jak długo można być twardym nieczułym. kiedy czuło się inaczej?!Nie jestem, nie byłam z kamienia. Też mam uczucia.

    Urodziny.. wolna chata.. nasza paczka .. i on... wtedy siadłam obok niego.. zatańczyłam...przytuliłam...

    To był mój koniec.

    Wylądowaliśmy w łóżku.. było.... było bosko... Tak! chciałam tego!!!!

    Wszystkie emocje w końcu znalazły ujście...

    Czy miało znaczenie że był pierwszy.. nie wiem.. chyba tak.. to nie było planowane.. po prostu czułam , żechce i on też...

    Nie było słów..kocham cię .. zakochałem się.. Nie!!

    Po nocy nastał dzień.. kilka następnych miesięcy to był raj.. cóż...

    byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem... ale..ale.. wiedziałam że jest Ona. jego dziewczyna...

    To była nasza ostatnia noc kiedy powiedziałam, że się zakochałam... następnego dnia pojechałam z kumplem na basen.. jeszcze sama mu o tym powiedziałam.. i... w piątek.. przychodzę do pracy .. a on.. ani całusa ani nie przytulił.. ani... nie było zwykłego cześć!!!

    Była K. .. to ją przytulał, to z nią siedział... to z nią rozmawiał..

    Nastał czas cichej wojny.. ja unikałam pracy... do czasu kiedy musiałam być. Minął jakiś miesiąc.. pomyślałam, niech żałuje!!

    Zmieniłam fryzurkę.. nowe ciuchy,,, ale to nie było ważne ,.zmieniłam siebie... nie nie płakałam.. dość nocy przez niego przepłakałam... byłam wesoła uśmiechnięta.. a jego to irytowało, bo ..ja nie płacze nie jestem smutna... a jego OLEWAM!!!

    Potrafiłam żartować z każdym, uśmiechać się.. nawet bawić... z wszystkimi.. równocześnie trzymając się daleko od niego...

    Wszystkie rozmowy dotyczyły pracy, były bardzo służbowe.. ale starczył jeden sms.. P. potrzebuje cie mam problem- był.

    I tego pewnie nigdy nie zapomnę. Nie mógł liczyć na nic więcej jak słowo dziękuje... a jednak... przychodził gdy tylko była taka potrzeba. Ja też starałam się mu pomóc gdy tylko tego potrzebował.

    Z dnia na dzień.. nasza znajomość "stawała na nogi" cokolwiek to znaczy. Po pierwsze inaczej sie pracowało gdy wiedziałam że nie musze grać.. poza tym sama atmosfera była milsza życzliwsza.

    Zaczęliśmy nawet z sobą żartować, posyłać uśmiechy.. No nazwijmy to...kontakt kumpel- kumpelka... tak mi sie bynajmniej wydawało..

    Gdy sama wracałam do domu.. dzwonił czy nic mi się nie stało... przychodził gdy byłam chora, rozbawiał.. razem ze mną przeżywał wszystkie egzaminy, to on pierwszy zauważył, że ze mną coś nie tak. jakoś blado wyglądam, ścięłam włoski czy kupiłam nowa bluzkę. To on znał mnie jak nikt inny. To on wiedział czego się obawiam, to on mnie przytulał gdy było mi smutno, to on ratował mnie z niejednej opresji, to on wiedział jaki jest mój ulubiony zapach perfum czyukochane piosenki.

    Czy tak zachowuje się człowiek z którym łączy nas tylko i wyłącznie praca.. bo tamto co było pękło jak bańka mydlana.

    Ile razy słyszałam.. wracamy razem do domu... (co za pech albo szczęście... mieszka dosłownie pare metrów od mnie..) ale... wystarczyło że zobaczyłam K. która oczywiście też miała wracać z nami.. czy później cały "klan jego bab"... po prostu w środku buchałam ze złości. Co on sobie myśli.??Wolałam sama wracać niż... wracać z nimi wszystkimi.

    Przez ten cały czas dalej był w związku ze swoją dziewczyną.. Chociaż nie wiem czy to nazwać związkiem.. Tak naprawdę nie wiem jak to między nimi było.. Kiedyś gdy zapytałam go kim dla niego jestempowiedział mi tak... są dwa rodzaje związków.. 1).poznajesz łaskę.. myślisz fajna dupa i tego samego wieczora lądujesz z nią w łóżku..2). poznajesz łaskę i mija dzień dwa trzy.. miesiąc pół roku... wiesz, że ona ma to "coś"... i wszystko idzie swoim tokiem, a na samym końcu łóżku.. bo sex to tylko "wisienka do ciasta"..

    Później usłyszałam, że jego dziewczynato bardzo dobra kandydatka na żone, matkę jego dzieci.. ale ona nie ma tego czegoś... podobno ja to mam..

    Wracając do tematu.. jego związek polegał na tym, że szedł do niej o 20 a już 22 jak to nieraz mi mówił był wolnym człowiekiem.

    Czas leciał... ja patrzałam jak.. laski kręcą się obok niego.. on patrzał jak faceci kręcą się obok mnie.. jednego i drugiego ściskało z zazdrości a żaden nie chciał tego po sobie pokazać.

    Cóż.. był moment w którym chyba postanowił spróbować jeszcze raz... chyba chciał pokazać że mu zależy, ale teraz nie byłam taka głupia.. Jeśli zależy... to niech wybiera albo ja albo wszystkie pozostałe...

    Na imprezach zmieniał laski jak rękawiczki.. z biegiem czasu przywykłam do tego, ten widok mnie nie dziwił... Nie pokazywałam po sobie zazdrości.. ale gdy tylko wracałam do domu rzucałam sie na poduszkę i płakałam płakałam płakałam..

    Wokoło tylko słyszałam że zarwał ta łaskę.. że pewnie właśnie idzie z następną na jakiś sex.. już miała tego dosyć. Nie chciałam niczego widzieć niczego słyszeć.

    Zaczęłam go nawet bronić, twierdziłam ( a chyba oszukiwałam sama siebie.. chociaż ja znałam go z nich najlepiej.. ) że skoro nie maja dowodów nie widzieli na własne oczy to niech nic nie mówią.. a już najgorsze było gdy słyszałam jak oskarżają go ludzie którzy nie postępują lepiej niż on.

    Wiele razy czułam na sobie jego wzrok.. on to chyba lubił.. obserwował mnie.. każdy mój ruch.. nawet jeśli w ramionach miał inna dziewczynę... ja byłam w centrum zainteresowania. zastanawiam się nieraz czemu... czemu nie był zazdrosny o K.? czy hm nawet o ta swoja dziewczynę.. czy później i pozostałe laski z klanu? On nawet "dzielił" sie z kumplami nimi..

    Ale nie mną.. do mnie nie mógł podejść żaden facet.. czy to był kumpel czy nie.. Normalna sprawą jest fakt, ze osoby które prowadza jakąś imprezę sa w centrum zainteresowania. to na nich zwraca się uwagę... i tak jak na P. leciały laski tak na mnie faceci.

    Osoby które stały się "stałymi" bywalcami na naszych imprezach pytały" Czemu on się non stop na ciebie patrz" .. juz miałam tego dość... Powoli zaczęłam myśleć o tym, by skończyć.. z karaoke. To byłoby trudne ale..

    jeśli mamy się męczyć.. to lepiej żeby tak zrobić.

    Pewnego dnia...podjęłam decyzje.. godzina 3 rano.. sobota.. właśnie skończyliśmy imprezę... i mówię że rezygnuje. Wtedy usłyszałam Piotrek też.

    Szok... miałam tą przewagę że on nic nie wiedział..bo mógłby pomyśleć, że.. robie to dla niego?.. W sobotę miała być jeszcze taka mała impreza.. i wielki KONIEC. cóż.. P. przyjechał na nia z jedna z klanu .. na dodatek.. zamknęli sie gdzieś z jednym z kumpli.. i we 3.. pili... godzina 21 ich nie ma.. we mnie gotuje sie ze złości.. ludzi pełno czekają pytają sie kiedy zaczynamy,.Poszłam na poszukiwania. Pukam otwiera jego kumpel mowie żeby Piotrek ruszył swój tyłek i... Nie było ich.. sama zaczęłam.. ale byłam tak wściekła jak nigdy.Zawiodłam się na nim. Siedzę przy komputerze, ktoś przytula się do mnie... i pyta co się stało odwracam.. Piotrek.. Mówię żeby sie nie zbliżał bo wybuchnę i nic z niego nie zostanie.. kuca.. obok i mówi ale o co chodzi?

    Wiec spokojnie tłumacze, że rozumie, że to jego ostatnia impreza, że odchodzi, nawet że może się cieszyć.. przecież to normalne prawda?! Tylko jest jeden szczegół.. właściwie dwa.. no 3:)

    1)ze jest jeszcze w pracy, a to do czegoś zobowiązuje( na pewno nie do picia)

    2)ze tam gdzie odbywała się ta impreza... znajdują się ważni ludzie, którzy mogą mu pomóc w przyszłości, ktoś, dla kogoś może kiedyś będzie pracował

    3)ze facet z którym się zadaje ma bardzo złą opinie... a ludzie widząc Piotrka z danielem.. oceniają go kategoriami daniela..

    4)ze ja tez kończę z karaoke ale potrafię się zachować..

    w tym momencie dał mi rękę na kolano.. i powiedział ale jak to?

    Był.. hmm zadowolony szczęśliwy...nie wiem... zaczął nagle sie nad czymś zastanawiać.. Więc od razu rzuciłam teks żeby nie myślał że to dla niego.. a On " ale co dla mnie?!" w tym momencie wybuchłam wstałam i wybiegłam wróciłam po godzinie...więc jednakmoże mam na niego jakiś wpływ... Historia z karaoke ... zakończona. cóż.. to nie zmienia faktu, że... historia z piotrkiem nie.

    Często odwiedzam "naszego szefa" w jego knajpie.. zresztą nie tylko ja Piotrek tez.. i Monika.. cała nasza 4!

    Np. walentynki...impreza.. dzwonią , żebym przyszła..Tylko czy oni zdają sobie sprawe z tego jak mnie boli gdy widze jedną czy drugą przytulona pare.. Co ja miałabym tam robić???

    Wiec siedziałam w domu..

    Następnego dnia dzwoni do mnie Monika... i mówi Ewka wiesz kto był w Memfis?? Piotrek.. sam z kwiatkiem.. czekał na kogoś.. hm jeszcze zapytałam czy cos o mnie pytał? a ona powiedziała, że nie.. cóż.. dziewczyny z którymi on sie zadawał, zadaje śa nadgorliwe.. więc.. wątpię żeby "wystawiły go".. Z swoją dziewczyną nie jest już od miesiąca... Cóż podobno ktoś opowiedział jej, że widzieli go z jakimiś dziewczynami ( pewnie chodzi o klan)...

    Teraz nie jest z nikim związany... no chyba że "klan bab".. ale on.. z nimi tylko ... łóżko. Więc jeśli same dają... nic nie chcą w zamian.. każdy by brał prawda??

    Wczoraj.. znajomi namówili mnie na ostatki.. poszliśmy do Memfis tam było strasznie nudno.. ktoś strzelił pomysł, żeby.. pójść do Myśliwskiej pierwszej knajpy,.. w której poznałam piotrka.. w której wszystko się zaczęło...

    Ledwie weszłam.. masa osób rzuciła się mi na szyje... W sobotyjest tam dancing.. Nagle słysze.."mam dziś święto i specjalnego gościa ..Ewcia to dla ciebie"... Pszczółka maja.. sobie lata ooo... to był przebój moich wakacji... wtedy to szalałam z piotrkiem z Arkiem Moniką... łzy napłynęły mi do oczu.. wyciągnęłam więc znajomych( Agnieszkę i Sebastiana) żeby zatańczyli ze mną... szaleliśmy na maksa.. a ze aga miała szpilki siadła na moment.. a ja zostałam sama z sebastianem.wariowalismy...było cudownie... Siadamy do Agi.. i wtedy słysze"Ewka.. jak wygląda piotrek??""A co?" Jakiś facet stał w rogu..przytulał jakąś laskę i non stop gapił sie na ciebie... Tak to był on... Ale jakoś nie zrobiło to na mnie wrażenia..

    Jedna dedykacja za druga dla Ewy... najlepiej kumpelki pod słońcem.. ludzie przychodzili ściskali.. uśmiechali sie pytali co u mnie.. wszyscy ... prócz niego. nawet nie powiedział cześć.. widział mnie. Mógł podejść..?

    Cóż... za dużo nocy wypłakałam.. wybawiłam się... i wróciłam do domu..

    Cała ta sytuacja jest dla mnie bardzo ciężka.. zastanawiam się czemu?!

    Czemu ja? Czego facet może jeszcze potrzebować? miał łaskę, miał laskę do łóżka.. po co mu byłam ja???

    Po co mnie obserwuje? czy to zazdrość? czy nie wiem obsesja na moim punkcie.. ???

    Czy byłam tylko kolejnym numerkiem ... z którym musiał sie bardziej pomęczyć czy kimś, ktoprzestawił mu świat o 180 stopni...

    Zastanawiam się czy .. choć trochę za mną tęskni.. co tak naprawdę do mnie czuje??

    Może się boi??? może naszym błędem było to, że nigdy ze sobą nie rozmawialismy..na "nasz" temat...?

    Co mam zrobić? Zostawić to tak oo?

    Poczekać dać mu czas...? Nie wiem.. robić na złość..?? Staram się być sobą... Czasem mam wrażenie ze on nie wie czego chce. Z jednej strony chce żeby d o mnie sie nikt nie zbliżał z drugiej stronynie chce zrezygnować dla mnie z klanu. A może nie tak dałam mu to do zrozumienia..

    A może będzie najlepiej zapomnieć... a jeśli tak to JAK?? bo ja naprawdę sie staram... ale..

    Ja chyba jestem w stanie wybaczyć mu to wszystko.. wszystkie te skoki w bok.. w końcu nikt nie jest święty. ja pewnie też nie.. i czasem nieświadomie mogłam robić rzeczy które i jego bardzo bolały...

    Na urodziny dostałam płytę z dedykacja.. do dziś zastanawiam się co chciał przez to powiedzieć... Może ty zrozumiesz.?

    „Spróbuj odpowiedzieć sobie na pytanie ile w Tobie pozostało jeszcze z dziecka. Czy potrafisz cieszyć się drobiazgami : że słońce zaświeciło, że nowy Dom postawili, że ktoś był dla kogoś uprzejmy? Bo tylko wtedy dostrzeżesz dobro w drugim człowieku, potrafisz przeżyć zachwyt bez którego nie miłości.. W szczerej radości i zadumie... w dniu twoich urodzin... Piotr J.”

    Piotr



     
    home mapa