Ja...
: 25 sty 2007, 12:09
Po ciezkich sytuacjach w moim domu (ktore niestety trwaja do tej pory, i trwac beda jeszcze dlugo, na domiar zlego nasilac) coraz czesciej mam ochote rzucic to, co jest przeciez moim obowiazkiem - szkole. coraz czesciej mam ochote wyprowadzic sie do siebie, wczesniej wyjechac na 3 miesiace do Anglii, Australii czy Irlandii i zarobic okolo 30.000zl na umeblowanie swojego mieszkania, zeby kredytow nie brac zadnych. Coraz czesciej chce sie usamodzielnic i stac sie odpowiedzialnym za swoje zycie. Teraz moja odpowiedzialnosc spoczywa na mojej mamie i braciszku. Coraz czesciej chce zalozyc swoj wlasny dom, w ktorym moja mama, brat i dziewczyna znalezliby spokoj i ukojenie, cieplo ktorego bardzo czesto im brakuje. Coraz czescie mysle o swoim dziecku - o podarowaniu swiatu swojego potomka, opiekowaniu sie nim, dawaniu bezpieczenstwa. By ktos patrzyl na mnie w taki sposob, bym mogl poczuc, ze jestem dla niego wszystkim... By moje dziecko byla nie tylko dla mnie chodzacym szczesciem, ale i szczescie dalo mojej rodzinie. Moze bylo dobrem, ktore zaklei rany, ktore normalnie nigdy sie nie zagoja... Nie wiem skad takie mysli... Kiedys moim marzeniem bylo zarabianie 5000 czy 7000zl, poczuciu ze moge wyrzucic kase w bloto i nie zalowac, bo zawsze sie zwroci. A teraz? Teraz wystarczy mi polowa z tego, byleby wystarczylo przezyc kolejny miesiac i pare groszy na wlasne przyjemnosci odlozyc. Nie siegam wysoko, a przeciez mam ambicje by to robic. Dlaczego tak wlasnie jest? 

