Jestem już ze swoją dziewczyną prawie dwa lata. Wszystko się układało bardzo dobrze przez jakieś 1,5 roku. Na początku naszych nieporozumień wiele ja zawiniałem i przyznaje się do tego , choć uważam osobiście że nie tylko ja. Zaczeło się w sumie od tego że zrobiło się nudno i chciała by było tak jak na początku "magicznie", starałem się jakoś wytłumaczyć , że nie będzie już tak ale zato bardziej się kochamy itd. Następne nieporozumienia były o sms-y i inne mniejsze lub większe rzeczy. Ale jakoś to się układało. Ostatnio poczułem że tak jakby odcieła się odemnie. Mam wrażenie że nie mówi mi wszystkiego , nie ma już takich częstych pocałunków a pettingu nie ma już praktycznie w ogóle (sex-u jeszcze nie uprawiamy). Z wcześniejszych naszych rozmów na temat związku naszego wychodziło że ją albo ranie , albo nie szanuje a gdy zapytałem się jej czy mnie kocha , powiedziała że nie , coś czuje ale niewie co to jest ( poczułem się po prostu wtedy nie kochany co strasznie zabolało bo ja ją kocham bardzo mocno i wszystko za nią oddać moge). Pewnego dnia po długich namysłach postanowiłem odejść i nie sprawiać jej więcej bólu moją osobą. Powiedziała że ona nie chce się rozstawać, że ona tak niechce i
chce być zemna. Wtedy zgłupiałem lecz postanowaiłem jeszcze z nią być. Tydzień przed feriami pomyślałem, że ferie które nadochodzą spędzimy razem, lecz się jednak myliłem. Niektóre dni już miała zaplanowane z koleżankami inne musiała poświecić dla rodziców (co rozumiem bo ich osobiście znam i wiem czego od niej czasami wymagają) , poumawiała się z koleżankami do sklepów itd itd wiadomo o co chodzi. Postanowiłem się już nic nie odzywać . Mieszkamy niedaleko sibie może jakieś 50m, do godziny 13 cały czas siedzi sama w domu więc lubie ją odwiedzać. W te dni w które się niewidziała z koleżankami postanowaiłem zaglądać do niej , ale po 5-10 min musiałem wychodzić bo jej zajęta i tyle
Co o tym sądzicie ? bo ja naprawde niewiem co myśleć
Sory za błędy ale nie jestem dobry z ortografi ...







