Życie bez kogoś kto byl wszystkim
: 07 mar 2007, 10:59
Dlugo sie zastanawialem czy napisac ten temat, moze ktos ma podobnie wiec pisze. Jak juz kiedys pisalem na forum po 2,5roku rozstalem sie z dziewczyna, wlasciwie to ona mnie zostawila, zdradzila mnie, i oklamywala przez ok miesiac pozniej. Bylem w stanie jej nawet wybaczyc niestety ona tego nie chciala, powiedziala ze cos sie skonczylo ze mnie nie kocha. od tego czasu minelo ponad 4 miesiace. Przez pierwsze dwa bylo mi strasznie ciezko, rozne mysli chodzily mi po glowie, poczatkowo walczylem o nia i czym bardziej sie staralem tym bardziej robila sie zimna i obojetna. W koncu dalem rade sie calkowicie od niej odciac. Bez zadnego kontaktu jestesmy jakies 2 miesiace. Mimo wszystkiego zlego co mi zrobila wciaz ja kocham i czesto to wszystko do mnie wraca. To dziwne bo w zyciu duzo juz przezylem sytuacji ktore uksztaltowaly mnie jako faceta ktory wie czego w zyciu szuka. Mimo ze mam 22 lata zawsze chcialem stabilizacji, nie szukalem zabawy na chwile lub kobiety na jedna noc. Kilka lat temu stracilem ojca, myslalem ze jestem twardy bo przezylem to bardzo dobrze, nie zlamalo mnie to, potrafilem z tym zyc mimo ze byl dla mnie bardzo wazna osoba. Zawsze mialem sie za twardego czlowieka ktory moze pokonac wszystkie przeszkody, a tutaj zlamala mnie mala bezbronna kobietka, "naplula mi w twarz" a mimo wszystko zlego slowa o niej nie powiedzialem, sama mi powiedziala ze wolalaby zebym ja potraktowal jak s**e bo na to sobie zasluzyla. Zniszczyla mi zycie, pogrzebala wszystko to na czym mi zalezalo. Myslalem ze mam wszystko tymczasem zostalem z niczym. probowalem sie zblizyc do innych kobiet ale nie potrafie tego zrobic, caly czas mysle o niej. Ale wiem jedno, chociazbym mial sie skrecic z bolu i tesknoty nie odezwe sie do niej i nie bede jej blagal i robil z siebie szmaty tak jak na poczatku. nauczylem sie z tym zyc ale boje sie ze to co we mnie jest bardzo gleboko bedzie mialo wplyw na moje zycie w przyszlosci. Jak z tym zyc? jak z tym walczyc? mam tylko jedna prosbe nie pojedzcie po mnie za bardzo
Albowiem kazdy jest twardy dopóki sam nie stanie przed problemem, kiedy juz sie uodporniamy i myslimy ze jest ok znowu przychodzi sytuacja ktora nad od nowa lamie. Moj dobry znajomy pozostajacy w zwiazku malzenskim od ok 20lat powiedzial mi kiedys: "Nigdy nie pozwole zeby ktos po mnie jezdzil, jak cos to wiem gdzie sa drzwi" mysle ze to bardzo madre slowa tylko czy potraficie wlasnie tak postepowac po latach zwiazku?
Albowiem kazdy jest twardy dopóki sam nie stanie przed problemem, kiedy juz sie uodporniamy i myslimy ze jest ok znowu przychodzi sytuacja ktora nad od nowa lamie. Moj dobry znajomy pozostajacy w zwiazku malzenskim od ok 20lat powiedzial mi kiedys: "Nigdy nie pozwole zeby ktos po mnie jezdzil, jak cos to wiem gdzie sa drzwi" mysle ze to bardzo madre slowa tylko czy potraficie wlasnie tak postepowac po latach zwiazku?
Wszystkie moje związki były dziwaczne, luźne i nie wiadomo po co. Żaden z nich nigdy nie wyszedł poza przyjaźń i namiętność. I to był etap trzeci, najgorszy - strach o to, że ja po prostu nie potrafię już nikogo pokochać. Ładowałam się więc z rozpędu w każdy nadarzający się związek, a potem był kac moralny i wstręt do siebie. No i przytrafił mi się Promyczek. On wie wszystko o SIM'im i wie także, że ja nigdy nie przestanę o Nim myśleć w sposób szczególny. Po prostu jest taka część mnie, dla której czas zatrzymał się pewnego styczniowego dnia i nie chcę tego zmieniać. A sposób, w jaki poznałam Promyczka sprawił, że czasem myślę sobie, że SIMi był już tak zmęczony moimi wizytami na cmentarzu i wspominaniem Go, że pomylił tę jedną cyferkę w numerze telefonu
Wtedy dobrze jest znaleźć się w miejscu, gdzie nie usłyszy, nie zobaczy Cię nikt i wykrzyczeć, wypłakać tę wściekłość, ból i zmęczenie. A potem wracać krok po kroku do świata "żywych" 
Wiec wolę wyżalić się przjaciółce.
Mogłabym spytać o to samo, ale z przezorności chyba tego nie zrobię...