Problem... z tańczeniem
: 27 gru 2008, 07:49
Mój problem wygląda tak:
Jestem z dziewczyną już 2 lata. Naprawdę świetnie się dogadujemy. Problem od początku jest taki: Ona kocha taniec, nie wyobraża sobie bez niego życia, od dziecka jeździ na konkursy itp. Ja z koleji nigdy wcześniej nie tańczyłem, po prostu nie lubiłem tego. Dopiero kiedy Ją poznałem zaczołem się tej "sztuki" uczyć i nawet mi sie to zaczeło podobać. Sęk w tym że moje umiejętności utkneły ok. rok temu w martwym punkcie i poza paroma krokami nie potradfię więcej. Próbowałem się czegoś więcej nauczyć ale strasznie opornie mi to idzie. Kiedy idziemy na jakąś zabawę czuję się z Nią jak na konkursie tańca przed wielką publicznością. Stale mnie upomina że ten krok zły, tamten obrót nie dobry, że nie do rytmu, sałbo prowadzę... wkurza mnie to! Nie bawię się tym tańczeniem tylko męczę. Po niej zresztą zawsze wtedy też widać że nie jest zadowolona i zawsze kiedy jest ktoś znajomy woli się z tym kimś bawić.
Wczoraj po takiej męce powiedziałem Jej że już więcej nie idę na żadne potańcówki, że mam dość takich zabaw. Zapytała więc co ze stódniówką, która jest na początku stycznia.
Powiedziałem żeby wizioła sobie jakiegoś chłopaka z zespółu z którym dobrze się wybawi i będzie zadowolona, a ja posiedzę w ten dzień w domu. Ona jakby na to przystała.
Czy dobrze robię że pozwalam jej iść na studniówkę z kimś obcym? Wiadomo, będzie alkohol, gość którego kompletnie nie znam... co mam zrobić?
Jestem z dziewczyną już 2 lata. Naprawdę świetnie się dogadujemy. Problem od początku jest taki: Ona kocha taniec, nie wyobraża sobie bez niego życia, od dziecka jeździ na konkursy itp. Ja z koleji nigdy wcześniej nie tańczyłem, po prostu nie lubiłem tego. Dopiero kiedy Ją poznałem zaczołem się tej "sztuki" uczyć i nawet mi sie to zaczeło podobać. Sęk w tym że moje umiejętności utkneły ok. rok temu w martwym punkcie i poza paroma krokami nie potradfię więcej. Próbowałem się czegoś więcej nauczyć ale strasznie opornie mi to idzie. Kiedy idziemy na jakąś zabawę czuję się z Nią jak na konkursie tańca przed wielką publicznością. Stale mnie upomina że ten krok zły, tamten obrót nie dobry, że nie do rytmu, sałbo prowadzę... wkurza mnie to! Nie bawię się tym tańczeniem tylko męczę. Po niej zresztą zawsze wtedy też widać że nie jest zadowolona i zawsze kiedy jest ktoś znajomy woli się z tym kimś bawić.
Wczoraj po takiej męce powiedziałem Jej że już więcej nie idę na żadne potańcówki, że mam dość takich zabaw. Zapytała więc co ze stódniówką, która jest na początku stycznia.
Powiedziałem żeby wizioła sobie jakiegoś chłopaka z zespółu z którym dobrze się wybawi i będzie zadowolona, a ja posiedzę w ten dzień w domu. Ona jakby na to przystała.
Czy dobrze robię że pozwalam jej iść na studniówkę z kimś obcym? Wiadomo, będzie alkohol, gość którego kompletnie nie znam... co mam zrobić?