Miłość ---> Uczucia ---> Problemy
: 22 wrz 2009, 19:38
Witam,
Mam tylko myśli w głowie że nie wiem od czego zacząć <smutny2>
Długo zbierałam się z tym aby napisać na forum - ale już nie moge dać sobie rady z pewnymi sytuacjami - rzeczami...
Jestem z moim facetem 6 lat,mamy kochaną córę , oboje pracujemy i na pozór wszystko było by w porządku gdyby nie fakt iż przez większość czasu żyjemy nie ze sobą lecz obok siebie <:|>
Tydzień ma 7 dni - my napuszamy się na siebie przez 4-5 <smutny2>
Przez te wszystkie lata wiele kłopotliwych spraw narosło między nami, a co rodzi największe problemy to moja zazdrość wywołana brakiem zaufania do mojego mężczyzny <cegla>
Pewnie pomyślicie sobie - zołza - według niektórych zazdrość to choroba społeczna ale nie w tej sytuacji - po prostu nie potrafię zaufać po kilku wyskokach mojego faceta z przeszłości <smutny2>
Zranił mnie jeszcze gdy nie było naszej córki.Gdy się pojawiła pomyślałam - taraz wszystko będzie już dobrze - ale znów to zrobił - tym razem zdradził mnie psychicznie - ta dziewczyna która była przedmniotem jego zainteresowania nieomal sprawiła że nasza rodzina rozpadła się - a jego jedynym usprawiedliwieniem było to że chciał się sprawdzić czy jeszcze potrafi zdobyć - ale twierdzi że tylko tyle i nic więcej - a ja dowiedziałam się o tym nie od niego - to ta dziewczyna napisała mi maila - wysyłała maile jakie jej pisał - kiedy to czytałam myślałam że pęknie mi serce...ale przełknęłam to...wiele razy mogłam go zostawić ale nie zrobiłam tego bo nasza córka bardzo go kocha,bo jest dobrym ojcem - wiem że skrzywdziła bym ją gdybym tak po prostu odeszła.
To było 2 lata temu a ja nadal nie potrafię od tamtego czasu zaufać mu <smutny>
i pomimo tego że teraz nie mam podstaw oskarżać go o to że może mnie oszukiwać i tak to robię <smutny2>
A on twierdzi że nie ma zamiaru mnie przekonywać że nie ma nic na sumieniu bo albo mu ufam albo nie <smutny2> ale ja nie ufam...i cierpie przez to...bo nie umiem..
Wiele razy próbowałam,tłumaczyłam sobie że tak nie mogę bo zazdrością wszystko zniszczę ale nie mogę...nie umiem <:|>
I nadal zatruwam siebie i jego a on być może czuję się skrzywdzony takimi opiniami wiedząc że jest wobec mnie fair...
Nie wiem...nie mam już siły to takie toksyczne <smutny2>
On teraz celowo mnie unika - wychodzi do kumpli - robi co chce twierdząc ze nie musi mi się tłumaczyć bo nie jestem jego żoną - jedynie narzeczoną a przecież to do niczego nie zonowiązuje <smutny2>
Świadomie zadaje mi ból robiąc i mówiąc to wszystko co sprawia mi przykrość - on najlepiej wie jak uderzyć we mnie żeby zabolało mnie to psychicznie...nie chcę już robić tak dalej bo wiem że to do niczego dobrego nie doprowadzi ale z drugiej strony on wcale mi tego nie ułatwia - sam saje powody do wściekłości - do zazdrości <smutny>
Bywa w tym wszystkim tak okrutny i tak bezwzględny że czasem nienawidzę go...
I nie proszę Was o rady w stylu - zostaw go bo on na Ciebie nie zasługuje,
Ja na prawdę chcę aby wszystko było w porządku, bo widzę że jemu zależy , że kocha dziecko , dla mnie też jest dobry i wiem że może być wszystko w porządku jeśli tylko nauczę się żyć bez tej szczeniackiej zazdrości - ale jak <smutny2>
Widzę że on na prawdę się stara zatrzeć te błędy z przeszłości i zbudować ze mną rodzinę,dom,a ja cały czas skutecznie torpeduję to co juz się zbudowało - wiem że gdybym potrafiła ugryźć się w język już dawno wszystko było by tak jak być powinno - ale ja - (gdy już jest dobrze po kilku dniach nie odzywania się ) - potrafię na niego wyskoczyć z kolejnymi wybuchami pretensji i zazdrości - tak mi głupio <smutny2>
Tylko o pomoc i rady jak ułożyć sobie życie w zgodzie i zbudować szczęśliwy dom bez tych wszystkich zardzewiałych spraw z przeszłości - żyby zostawić to wszystko za sobą i ruszyć do przodu,budować ,nie niszczyć <smutny2>
Proszę o pomoc bo sama nie daję sobie z tym rady <smutny>
Mam tylko myśli w głowie że nie wiem od czego zacząć <smutny2>
Długo zbierałam się z tym aby napisać na forum - ale już nie moge dać sobie rady z pewnymi sytuacjami - rzeczami...
Jestem z moim facetem 6 lat,mamy kochaną córę , oboje pracujemy i na pozór wszystko było by w porządku gdyby nie fakt iż przez większość czasu żyjemy nie ze sobą lecz obok siebie <:|>
Tydzień ma 7 dni - my napuszamy się na siebie przez 4-5 <smutny2>
Przez te wszystkie lata wiele kłopotliwych spraw narosło między nami, a co rodzi największe problemy to moja zazdrość wywołana brakiem zaufania do mojego mężczyzny <cegla>
Pewnie pomyślicie sobie - zołza - według niektórych zazdrość to choroba społeczna ale nie w tej sytuacji - po prostu nie potrafię zaufać po kilku wyskokach mojego faceta z przeszłości <smutny2>
Zranił mnie jeszcze gdy nie było naszej córki.Gdy się pojawiła pomyślałam - taraz wszystko będzie już dobrze - ale znów to zrobił - tym razem zdradził mnie psychicznie - ta dziewczyna która była przedmniotem jego zainteresowania nieomal sprawiła że nasza rodzina rozpadła się - a jego jedynym usprawiedliwieniem było to że chciał się sprawdzić czy jeszcze potrafi zdobyć - ale twierdzi że tylko tyle i nic więcej - a ja dowiedziałam się o tym nie od niego - to ta dziewczyna napisała mi maila - wysyłała maile jakie jej pisał - kiedy to czytałam myślałam że pęknie mi serce...ale przełknęłam to...wiele razy mogłam go zostawić ale nie zrobiłam tego bo nasza córka bardzo go kocha,bo jest dobrym ojcem - wiem że skrzywdziła bym ją gdybym tak po prostu odeszła.
To było 2 lata temu a ja nadal nie potrafię od tamtego czasu zaufać mu <smutny>
i pomimo tego że teraz nie mam podstaw oskarżać go o to że może mnie oszukiwać i tak to robię <smutny2>
A on twierdzi że nie ma zamiaru mnie przekonywać że nie ma nic na sumieniu bo albo mu ufam albo nie <smutny2> ale ja nie ufam...i cierpie przez to...bo nie umiem..
Wiele razy próbowałam,tłumaczyłam sobie że tak nie mogę bo zazdrością wszystko zniszczę ale nie mogę...nie umiem <:|>
I nadal zatruwam siebie i jego a on być może czuję się skrzywdzony takimi opiniami wiedząc że jest wobec mnie fair...
Nie wiem...nie mam już siły to takie toksyczne <smutny2>
On teraz celowo mnie unika - wychodzi do kumpli - robi co chce twierdząc ze nie musi mi się tłumaczyć bo nie jestem jego żoną - jedynie narzeczoną a przecież to do niczego nie zonowiązuje <smutny2>
Świadomie zadaje mi ból robiąc i mówiąc to wszystko co sprawia mi przykrość - on najlepiej wie jak uderzyć we mnie żeby zabolało mnie to psychicznie...nie chcę już robić tak dalej bo wiem że to do niczego dobrego nie doprowadzi ale z drugiej strony on wcale mi tego nie ułatwia - sam saje powody do wściekłości - do zazdrości <smutny>
Bywa w tym wszystkim tak okrutny i tak bezwzględny że czasem nienawidzę go...
I nie proszę Was o rady w stylu - zostaw go bo on na Ciebie nie zasługuje,
Ja na prawdę chcę aby wszystko było w porządku, bo widzę że jemu zależy , że kocha dziecko , dla mnie też jest dobry i wiem że może być wszystko w porządku jeśli tylko nauczę się żyć bez tej szczeniackiej zazdrości - ale jak <smutny2>
Widzę że on na prawdę się stara zatrzeć te błędy z przeszłości i zbudować ze mną rodzinę,dom,a ja cały czas skutecznie torpeduję to co juz się zbudowało - wiem że gdybym potrafiła ugryźć się w język już dawno wszystko było by tak jak być powinno - ale ja - (gdy już jest dobrze po kilku dniach nie odzywania się ) - potrafię na niego wyskoczyć z kolejnymi wybuchami pretensji i zazdrości - tak mi głupio <smutny2>
Tylko o pomoc i rady jak ułożyć sobie życie w zgodzie i zbudować szczęśliwy dom bez tych wszystkich zardzewiałych spraw z przeszłości - żyby zostawić to wszystko za sobą i ruszyć do przodu,budować ,nie niszczyć <smutny2>
Proszę o pomoc bo sama nie daję sobie z tym rady <smutny>


![.[:D]. [:D]](./images/smilies/zadowolony.gif)
