Duży problem dotyczący kwestii finansowych
: 08 cze 2010, 10:15
Parę miesięcy temu wyszłam za mąż. Rodzice męża zakupili mieszkanie, które zapisane jest na ojca męża. Na razie mieszkamy u moich rodziców, którzy nas utrzymują.Moi rodzice zadeklarowali, że zajmą się remontem nowego mieszkania. Mężowi długi okres czasu nic nie pasowało, że podłoga nie ta, choć wydawało mi się , że takie rzeczy dobieraliśmy razem, że łóżko nie to, bo materiał z dupy i że wszystko jest pode mnie, tymczasem nie oszukujmy się ale starałam się wybrać jak najlepiej dla wszystkich, nie tak drogo, a komfortowo i stylowo, ale łóżko z pseudo skóry- złe, bo lepsze ze skóry. Owszem może i lepsze ale jak się nie może mieć takiego bo kwota powala to chyba warto się cieszyć z tego. Podłoga nie ta, bo za jasna. a jemu się podoba ciemna, owszem mnie także, ale mieszkanie jest bardzo zaciemnione i razem doszliśmy do wniosku, że lepiej jasną, bo będziemy mieszkać w trumnie. Doszło nawet do tego, że wypomina dosłownie wszystko, nawet drzwi, a wybraliśmy takie jak CHCIELIŚMY, mieliśmy dwie opcje do wyboru i ta pierwsza firma miała złe opinie, więc postanowiliśmy wybrać tą pierwszą. Albo tak mi się wydawało... Usłyszałam nawet, że laptopa wybrałam ja, ale przecież ja się na tym kompletnie nie znam!!, zapytał który lepiej wygląda to odpowiedziałam , że wizualnie ten jest lepszy, no i teraz jest problem, bo to ja wybrałam taki który ma ciut słabsze parametry o O. A wyraźnie mówił, że taka różnica nie ma zbyt dużego znaczenia i dzwonił do znajomego się o to wypytać. Jakieś 2-3 tygodnie temu rozpętała się w domu dzika awantura z tego powodu, połączona z innymi kłamstwami którymi mnie karmił. Wciskał mi ciemnotę prosto w oczy do samego końca, aż nie udowodniłam tego co mam czarno na białym , a wtedy zaczął to bagatelizować, ironizować i się podśmiewywać jak ggyby nic się nie stało. jedną ze spraw było to, że pościągał sobie moje stare archiwum sprzed kilku lat i czytał moje prywatne rozmowy z byłym chłopakiem, intymne też czasem, bo przecież spotykaliśmy się 3 lata...Gdy się pakował zaczął mi wyrywać laptopa i mówić, że jest jego, więc zapytałam, czy gdybyśmy mieszkali w nowym mieszkaniu też powiedziałby mi że jest jego i nie mam do niczego prawa i odpowiedział, że tak, że mieszkanie jest jego. Stałam nad nim i prosiłam żeby dał mi tylko usunąć to archiwum, bo jest to dla mnie krępujące, ale on wrzeszczał żebym zdupiała i że niczego nie usunę, zaciskał pięści i zęby i żadne prośby i groźby nie pomagały, zawołałam mamę z nadzieją, że się trochę ogarnie i faktycznie laptopa dostałam na chwilę, ale usłyszeliśmy także całą rodziną, że nie chce mnie znać, a na pytanie mamy która chciała żebyśmy się dogadali "dlaczego się ze mną ożenił?" odpowiedział, że nie wie. Nie mógł wyżywac i jechać po mnie więc zaczął pokazywać mi fakju o O, jak w przedszkolu. Moi rodzice pytali co teraz w takiej sytuacji, ale on cały czas mówił, że rozwód innej opcji nie widzi, a na prośby żeby usiadł, zastanowił się przemyślał, bo decyzja ta może wiele zmienić i być ostateczną kompletnie nie reagował. Na koniec ostentacyjnie zostawił obrączkę. Mój ojciec mówił, że w takiej sytuacji muszą rozwiązać ten problem i porozmawiać o remoncie który do tej pory oni sponsorowali. Wyszedł, po południu zadzwonił, że chce się rozliczyć, obliczyli wszystko, zabrał połowę sumy z kopery ślubnej i tyle było go widać, zero jakichkolwiek starań załagodzenia sytuacji. Ponieważ zaczął dopiero pracować, nie miał w tej sytuacji innego wyjścia jak poprosić rodziców o pieniądze, a oni musieli zaciągnąć kredyt i gdy potem z nim rozmawiałam umowa była taka, że będzie im spłacał tą kwotę z pensji którą zarobi, po małych sumkach, co miesiąc. w ciągu dwóch dni jeśli pisał to tylko po to żeby rozliczyć się za prezenty które u mnie stoją, wypominajać że mam sztućce które kupiła nam na prezent ślubny jego siostra i że ona wolałaby żeby on je miał. Nie miałam siły tego wszystkiego wtedy załatwiac, w kolejne dni mówiłam, że dobrze rozliczymy się, że przyjadę do jego mamy porozmawiać. Potem jego stanowisko się zmieniło, zaczął przepraszać, prosić o jeszcze jedną szansę i o wybaczenie, wybaczyłam i teraz bardzo żałuję, bo od tego czasu minęły 3 tygodnie i ta sytuacja dalej się ciągnie, mówiłam mu że po takich słowach i takiej sytuacji potrzeba więcej czasu, zrozumienia, cierpliwości i miłości. Moi rodzice zaczęli znowu pomagać w remoncie, tata choć widziałam, że mu źle po tym wszystkim jeździł tam i nadzorował wszystko, kupował materiały i farby. Ekipa remontująca w czasie naszego rozstania określiła sumę za wykonanie remontu i wtedy rodzice męża większą część zapłacili. Moi rodzice teraz zadeklarowali się że nam mieszkanie urządzą i zaczęliśmy zamawiać meble. W tym okresie trzeba było tez zapłacić resztę za wykonanie remontu, co było jasne dla nas, że na tą sumę umawiali się rodzice męża i oni zapłacą skoro mieszkanie jest ich a mój mąż zobowiązał się do tego że będziemy to spłacać co miesiąc z pensji. NO i się zaczęło, że przez moich rodziców jego musieli zaciągać kredyt, że to my powinniśmy zapłacić, bo mieszka u nas już 3 tygodnie i jest w porządku, że to ich wina bo przyzwoitość nakazywała by to moi rodzice zapłacili za remont. Żadne tłumaczenia w postaci tego, że kochanie w tej sytuacji moi rodzice się martwią i boją, że zapłacą robotnikom resztę a Ty odwiniesz kolejny numer i to w sytuacji w której konsekwencją tego co robiłeś i mówiłeś jest to że to Ty powinieneś to zrobić skoro mieszkanie jest Twoje i wolą kupić nam meble i pomagać w utrzymaniu. Nie pomogło, wyszło na to, że to oni są winni, bo przez nich rodzice mojego męża musieli zaciągnąć kredyt i żadne tłumaczenia, że musieli zaciągnąć kredyt przez to co nagadał i nawyprawiał nie pomagają. a Ja nadal się boję że byłoby tak zawsze, bo gdy jest źle nie ma nas tylko jest on, jego prezenty, jego rzeczy itd. Cały czas o tym myślę, boję się że sytuacja się powtórzy, czy to jest takie straszne, że staram się w jakiś sposób zabezpieczyć by nie zostać z niczym, czy nie powinnam myśleć że to on powinien spłacić tą sumę która poszła na remont jego mieszkania? może się mylę, ale całe życie byłam uczona ponoszenia konsekwencji za swoje czyny i gdybym ja tak narozrabiała czułabym się zobowiązana do tego żeby od początku do końca być w porządku i spłacić to przez co mają rodzice kłopoty a nie wymagać od innych w tej sytuacji żeby załatwił tą sprawę za mnie.
Co sądzicie?
Co sądzicie?
![:] :]](./images/smilies/krzywy.gif)
