Smutek
: 17 wrz 2004, 10:38
Może nie powinnam zajmować miejsca moimi problemami ale chciałam gdzieś wyrzucić z siebie to co od wczoraj narasta we mnie. W środe wieczorem dowiedziałam się pewnej smutnej dla mnie rzeczy. A chodzi o mojego ukochanego. Jak większość z was wie on jest starszy ode mnie o 5 lat. W tym roku skończył studia i jego kolega załatwił mu prace w Anglii. Jest ona związana z tym co się wyuczył więc jest szczęśliwy z tego powodu. A wiem, że to nie jest wyjazd na rok czy dwa. W głębi serca czuje, że on już tam pozostanie na zawsze. Ale tak naprawde nie to najbardziej mnie zasmuciło. To zdanie co prawda które wypowiedział nieświadomo ale dzięki temu wiem, że szczerze. Powiedział jak rozmawialiśmy mniej więcej tak: "jade tam bo nic mnie w Polsce nie trzyma". On nawet tych słów nie "zauważył" a one były dla mnie jak nóż prosto w serce. Naprawde mnie bardzo zabolały
. A teraz już nawet nie mam sił płakać. Takiego uczucia nigdy nie czułam i nie życze go nikomu. Nigdy nawet nie myślałam, że taka sytuacja może się zdarzyć. Niektórzy mogą powiedzieć przecież jest jeszcze szansa na związek na odległość. Może jest szansa ale taki związek ma chyba sens kiedy jest realna szansa powrotu. A poza tym spotykalibyśmy się ledwie 2 razy w roku bo on nie ma po co wracać do polski (on ze swoimi rodzicami nie żyje najlepiej) no a tutaj w kołobrzegu też nie ma co odwiedzać. A ja do Anglii... od października zaczynam studia i chce się skupić na nauce a przejazd to też tylko na wakacje no i ewentualnie ferie zimowe. A co to za związek kiedy spotkanie jest tylko dwa razy w roku? To żaden związek. Nie chce go prosić o to aby nie jechał bo jakie mam prawo prosić go o takie coś. Wkońcu skoro to jest jego marzenie to chyba warto jest się poświęcić dla miłości. Byłam taka szczęsliwa ale jak to Krzyś mówił nigdy nie można być bardzo szczęśliwym bo wkońcu nastąpi taki moment. Czemu to życie tak źle się układa? Może to ja coś złego zrobiłam i teraz za to odpokutowuje. A było tak wspaniale, tak dobrze się wszystko układało ale musiało się zepsuć. Nie chce zwalać wine na Boga czy kogoś innego bo co to pomoże. Nie pomoże. Smutno mi teraz jak nigdy wcześniej bo to może być już koniec
.
. A teraz już nawet nie mam sił płakać. Takiego uczucia nigdy nie czułam i nie życze go nikomu. Nigdy nawet nie myślałam, że taka sytuacja może się zdarzyć. Niektórzy mogą powiedzieć przecież jest jeszcze szansa na związek na odległość. Może jest szansa ale taki związek ma chyba sens kiedy jest realna szansa powrotu. A poza tym spotykalibyśmy się ledwie 2 razy w roku bo on nie ma po co wracać do polski (on ze swoimi rodzicami nie żyje najlepiej) no a tutaj w kołobrzegu też nie ma co odwiedzać. A ja do Anglii... od października zaczynam studia i chce się skupić na nauce a przejazd to też tylko na wakacje no i ewentualnie ferie zimowe. A co to za związek kiedy spotkanie jest tylko dwa razy w roku? To żaden związek. Nie chce go prosić o to aby nie jechał bo jakie mam prawo prosić go o takie coś. Wkońcu skoro to jest jego marzenie to chyba warto jest się poświęcić dla miłości. Byłam taka szczęsliwa ale jak to Krzyś mówił nigdy nie można być bardzo szczęśliwym bo wkońcu nastąpi taki moment. Czemu to życie tak źle się układa? Może to ja coś złego zrobiłam i teraz za to odpokutowuje. A było tak wspaniale, tak dobrze się wszystko układało ale musiało się zepsuć. Nie chce zwalać wine na Boga czy kogoś innego bo co to pomoże. Nie pomoże. Smutno mi teraz jak nigdy wcześniej bo to może być już koniec
.
i za zwyczaj konczą sie , zresztą po co komu partner jak go nie ma , nie ma sie do kogo przytulić , nie ma komu wyzalic , porozmawiać , no i z kim isć gdziekolwiek 