Prosba o porade!!! - długie
: 25 lis 2004, 20:08
Mam gorąca prosbę o poradę..
Poznałem wspaniałą dziewczynę, o której od pewnego czasu nie potrafię przestac mysleć. Tak naprawdę znam ją od paru lat, nie mniej nauka, obowiązki i praca sprawiły, iz wczesniej nie myślałem o angazowaniu się w jakikolwiek związek. Być moze popełniłem błąd, iż już wczesniej nie starałem się o względy owej ślicznej, 23-letniej istoty - wiem jednak, iż ona sama równiez nie mało czasu poświeca na naukę i stopniowe przejmowanie interesów swoich rodziców. Odnoszę wrazenie, iż moje uczucie przez te lata rozwinęło się i obecnie odczuwam tego skutki.
Ojciec Moniki (bo tak ma na imie owa sliczna istota) jak i jej matka są mi bardzo przychylni. Przychylni do tego stopnia, iż kilkukrotnie w mojej i Moniki obecności podkreslali, iż stanowilibyśmy wspaniałą parę a przy swoich znajomych przedstawiają mnie jako bliskiego przyjaciela swojej córki. Również i moja rodzina wyraza sie w samych superlatywach o Monice, a ja osobiscie nie ukrywam, iż poszukuję partnerki do stałego związku.
W tym tygodniu postanowiłem wyjśc z inicjatywą i zaproponować Monice spotkanie. Kupiłem przesliczną rózyczkę i przy silnym wietrze oraz sniegu udałem się do domu obiektu moich westchnień. Po przybyciu na miejsce zostałem bardzo ciepło przyjety przez Ojca Moniki. Jej samej niestety nie było jeszcze w domu aczkolwiek poproszono mnie abym na nia poczekał. Wkrótce obiekt moich snów powrocił wraz z matką, która usmiechając się w moim kierunku i widząc lezący obok kwiatuszek czym predzej opuściła pokój zostawiając mnie z Moniką i jej Ojcem. Ojciec Moniki przekazał córce informację, iż ma gościa i wychodząc po chwili z pokoju poprosił nas (co nie ukrywam trochę mnie zaskoczyło) abysmy łacząc się w związek mieli na względzie konieczność ukonczenia przez Monike studiów. Potem zostalismy już sami.
Przyznam ze początkowo pogubiłem się w swoich myslach. Nie mniej w miarę szybko się opamietałem wykorzystujac swoje poczucie humoru i tym równie szybko rozluznając atmosferę. Wreczyłem Monice przyniesioną rózyczkę, o której stan drzałem przez całą drogę. Poprosiłem Monike aby ja przyjęła. Zadałem równiez pytanie czy pomimo swojego napietego rozkładu zajęć, znalazłaby chwilę wolnego czasu i zechciałaby się spotkać ze mną w wybranym przez siebie dniu w przepięknym lokalu nieopodal jej domu.
Odniosłem wrazenie, że pytanie które zadałem nieco ją zaskoczyło. Monika odwróciła sie w bok i przez chwilę nic nie mówiła. W koncu odpowiedziała, iż "jest jej niezręcznie bowiem nie chciałaby aby dowiedział się o tym jej chłopak". Na dzwięk tych słów poczułem jakby seria nozy ukuła moje serce - jestem bowiem przeciwnikiem rozbijania już istniejących związków. Monika chciała prawdopodobnie jeszcze coś powiedzieć, ale ja , ponownie wykorzystujac swoje (mimo ze zranione) poczucie humoru odpowiedziałem, "OK , rozumiem... temat uznaje za zakonczony". Nastepnie skierowałem rozmowę na inne tory pytajac się o stopnien zaagnazowania Moniki w pisanie pracy magisterskiej i o koniecznosc ewentualnej pomocy. Rozmawialismy takze na inne tematy i nie ukrywam, iż ta rozmowa była dla mnie (a z tego co widziałem również i dla Moniki) bardzo miła. Wielokrotnie smialiśmy się, poruszalismy wiele tematów, wiele watków z jej inicjatywy. To utwierdziło mnie w przekonaniu, iż jest to naprawdę wspaniała dziewczyna i że popełniłem błąd nie starajac sie o jej względy już wczesniej.
W koncu - nie chcąc przeciągac spotkania, które i tak sporo już trwało stwierdziłem, iż zająłem jej już chyba zbyt wiele czasu. Mówiac o tym , podziekowałem Monice za miłą rozmowę i za to ze zechciała mi poswięcić trochę czasu. Kiedy zegnaliśmy się, Monika mnie odprowadziła. Podajac sobie dłonie wydusiłem z siebie - patrzac jej w oczy słowo "szkoda". Nastepnie ucałowałem jej dłoń a ona nadstawiła swoje oba policzki , które również ucałowałem.
Rozstajac się z istotą moich westchnień byłem sam na siebie zły. Być moze popełniłem błąd nie drążac tematu ewentualnego spotkania. Ojciec Moniki , który przebywał przed wejsciem do posesji, zaproponował, iż odwiezie mnie do domu, ale grzecznie mu podziekowałem, mówiac iż mam do załatwienia jeszcze jedną sprawę. Gdy jednak zapytał mnie co wspólnie z Moniką ustaliliśmy - odpowiedziałem " Pana sliczna córka , niestety jest już zajeta.. szkoda". "Nie wiedziałem, ale porozmawiam z nią " - usłyszałem w odpowiedzi.
Proszę Was o poradę, czy w Waszej ocenie powinienem podejmować jeszcze jakiekolwiek próby zblizenia się do wybranki mojego serca, czy nie pozostawic jednak spraw by toczyły sie własnym losem lub po prostu sobie odpuścić.
Poznałem wspaniałą dziewczynę, o której od pewnego czasu nie potrafię przestac mysleć. Tak naprawdę znam ją od paru lat, nie mniej nauka, obowiązki i praca sprawiły, iz wczesniej nie myślałem o angazowaniu się w jakikolwiek związek. Być moze popełniłem błąd, iż już wczesniej nie starałem się o względy owej ślicznej, 23-letniej istoty - wiem jednak, iż ona sama równiez nie mało czasu poświeca na naukę i stopniowe przejmowanie interesów swoich rodziców. Odnoszę wrazenie, iż moje uczucie przez te lata rozwinęło się i obecnie odczuwam tego skutki.
Ojciec Moniki (bo tak ma na imie owa sliczna istota) jak i jej matka są mi bardzo przychylni. Przychylni do tego stopnia, iż kilkukrotnie w mojej i Moniki obecności podkreslali, iż stanowilibyśmy wspaniałą parę a przy swoich znajomych przedstawiają mnie jako bliskiego przyjaciela swojej córki. Również i moja rodzina wyraza sie w samych superlatywach o Monice, a ja osobiscie nie ukrywam, iż poszukuję partnerki do stałego związku.
W tym tygodniu postanowiłem wyjśc z inicjatywą i zaproponować Monice spotkanie. Kupiłem przesliczną rózyczkę i przy silnym wietrze oraz sniegu udałem się do domu obiektu moich westchnień. Po przybyciu na miejsce zostałem bardzo ciepło przyjety przez Ojca Moniki. Jej samej niestety nie było jeszcze w domu aczkolwiek poproszono mnie abym na nia poczekał. Wkrótce obiekt moich snów powrocił wraz z matką, która usmiechając się w moim kierunku i widząc lezący obok kwiatuszek czym predzej opuściła pokój zostawiając mnie z Moniką i jej Ojcem. Ojciec Moniki przekazał córce informację, iż ma gościa i wychodząc po chwili z pokoju poprosił nas (co nie ukrywam trochę mnie zaskoczyło) abysmy łacząc się w związek mieli na względzie konieczność ukonczenia przez Monike studiów. Potem zostalismy już sami.
Przyznam ze początkowo pogubiłem się w swoich myslach. Nie mniej w miarę szybko się opamietałem wykorzystujac swoje poczucie humoru i tym równie szybko rozluznając atmosferę. Wreczyłem Monice przyniesioną rózyczkę, o której stan drzałem przez całą drogę. Poprosiłem Monike aby ja przyjęła. Zadałem równiez pytanie czy pomimo swojego napietego rozkładu zajęć, znalazłaby chwilę wolnego czasu i zechciałaby się spotkać ze mną w wybranym przez siebie dniu w przepięknym lokalu nieopodal jej domu.
Odniosłem wrazenie, że pytanie które zadałem nieco ją zaskoczyło. Monika odwróciła sie w bok i przez chwilę nic nie mówiła. W koncu odpowiedziała, iż "jest jej niezręcznie bowiem nie chciałaby aby dowiedział się o tym jej chłopak". Na dzwięk tych słów poczułem jakby seria nozy ukuła moje serce - jestem bowiem przeciwnikiem rozbijania już istniejących związków. Monika chciała prawdopodobnie jeszcze coś powiedzieć, ale ja , ponownie wykorzystujac swoje (mimo ze zranione) poczucie humoru odpowiedziałem, "OK , rozumiem... temat uznaje za zakonczony". Nastepnie skierowałem rozmowę na inne tory pytajac się o stopnien zaagnazowania Moniki w pisanie pracy magisterskiej i o koniecznosc ewentualnej pomocy. Rozmawialismy takze na inne tematy i nie ukrywam, iż ta rozmowa była dla mnie (a z tego co widziałem również i dla Moniki) bardzo miła. Wielokrotnie smialiśmy się, poruszalismy wiele tematów, wiele watków z jej inicjatywy. To utwierdziło mnie w przekonaniu, iż jest to naprawdę wspaniała dziewczyna i że popełniłem błąd nie starajac sie o jej względy już wczesniej.
W koncu - nie chcąc przeciągac spotkania, które i tak sporo już trwało stwierdziłem, iż zająłem jej już chyba zbyt wiele czasu. Mówiac o tym , podziekowałem Monice za miłą rozmowę i za to ze zechciała mi poswięcić trochę czasu. Kiedy zegnaliśmy się, Monika mnie odprowadziła. Podajac sobie dłonie wydusiłem z siebie - patrzac jej w oczy słowo "szkoda". Nastepnie ucałowałem jej dłoń a ona nadstawiła swoje oba policzki , które również ucałowałem.
Rozstajac się z istotą moich westchnień byłem sam na siebie zły. Być moze popełniłem błąd nie drążac tematu ewentualnego spotkania. Ojciec Moniki , który przebywał przed wejsciem do posesji, zaproponował, iż odwiezie mnie do domu, ale grzecznie mu podziekowałem, mówiac iż mam do załatwienia jeszcze jedną sprawę. Gdy jednak zapytał mnie co wspólnie z Moniką ustaliliśmy - odpowiedziałem " Pana sliczna córka , niestety jest już zajeta.. szkoda". "Nie wiedziałem, ale porozmawiam z nią " - usłyszałem w odpowiedzi.
Proszę Was o poradę, czy w Waszej ocenie powinienem podejmować jeszcze jakiekolwiek próby zblizenia się do wybranki mojego serca, czy nie pozostawic jednak spraw by toczyły sie własnym losem lub po prostu sobie odpuścić.