agnieszka.com.pl • obawy w związku
Strona 1 z 2

obawy w związku

: 29 sie 2005, 17:36
autor: taka-ja
czy jesli jestescie w zwiazku, to macie jakies obawy, jakiekolwiek? np. czy nie boicie sie, ze niespelnicie oczekiwan partnera albo cos takiego?

: 29 sie 2005, 18:04
autor: nefretete
Raczej w druga strone. Jedyne czego sie boje to tego czy to jest ta osoba z ktora naprawde powinnam byc.

: 29 sie 2005, 18:10
autor: Hardcore
taka-ja pisze:czy jesli jestescie w zwiazku, to macie jakies obawy, jakiekolwiek? np. czy nie boicie sie, ze niespelnicie oczekiwan partnera albo cos takiego?

no ja niestety cały czas mam obawy i lęki, czasem małe i prawie niezauważalne, ale czasem jak coś jest nie tak to doszukuję się problemów albo w sobie albo w osobie trzeciej :P

nefretete pisze:Raczej w druga strone. Jedyne czego sie boje to tego czy to jest ta osoba z ktora naprawde powinnam byc.

To może porozmawiaj z nim o twoich wątpliwościach. To chyba nie jest najmilsze dla niego...

: 29 sie 2005, 18:18
autor: nefretete
Nastepnym razem jak bede miala taka sytuacje to na pewno bo obecnie nie mam z kim Hardcore ;)

: 29 sie 2005, 21:48
autor: karmen
hmmm... mój facet ma obawy, że ja rozpoczne nauke w nowej szkole to, że poznam jakiegoś gościa... itp. a czy ja mam obawy... hmmm... czy moje kochanie mi zaufa bezgranicznie... :/

: 29 sie 2005, 21:50
autor: ksiezycowka
taka-ja pisze:czy jesli jestescie w zwiazku, to macie jakies obawy, jakiekolwiek?

No mamy kryzys to się boję czy się uda.
Kiedyś miałam więcej obaw, ale teraz ze mną już lepiej wyluzowałam się i w relacji z nim. Nie jestem już nim skrępowana a ni do niego przywiązana wiec czego mam się bać?

: 29 sie 2005, 21:54
autor: lizaa
moon pisze: Nie jestem już nim skrępowana a ni do niego przywiązana wiec czego mam się bać?

ze zdradzi??:P

: 29 sie 2005, 21:56
autor: ksiezycowka
Phi...Jestem go bardziej pewna niż siebie pod takimi względami :D

: 29 sie 2005, 23:19
autor: Madziunia
taka-ja pisze:czy jesli jestescie w zwiazku, to macie jakies obawy, jakiekolwiek? np. czy nie boicie sie, ze niespelnicie oczekiwan partnera albo cos takiego?

Kiedys, tzn. na poczatku naszego związku miałam ciągle jakieś obawy, nieuzasadnione na dodatek. Teraz nic takiego nie przychodzi mi do głowy. Nie marnuje juz czasu na głupoty... :)

: 29 sie 2005, 23:40
autor: Sasetka
moon pisze:a ni do niego przywiązana

nie rozumiem... jestes z nim a nie jestes do niego przywiazana? :|

: 30 sie 2005, 00:31
autor: Sebastian
taka-ja pisze:czy jesli jestescie w zwiazku, to macie jakies obawy, jakiekolwiek? np. czy nie boicie sie, ze niespelnicie oczekiwan partnera albo cos takiego?


a ja sie boje... ale nie mowie o tym glosno... a tu napisze... ze moge Ją stracic... ze... ze sobie z tym nie poradze... ze ... i tych ze jest duzo a chodzi tylko o strate... ktora mam nadzieje nie nastapi:)

: 30 sie 2005, 01:04
autor: sadi
Na poczatku mam tak zawsze i dlatego nie traktuje z poczatku zwizku na powaznie ale z dystansem...
Teraz gdy jestem z Moja Panja od ponad 2 lat czasami mnie nachodza takie mysli ale szybko je odganiam nie zastanawiajac sie...po prostu ide dalej - jutro nastepny dzien - i jesli nie jest mi pisana to jakos to sie skonczy...a poza tym nie szukam ideału...mam co zawsze chcialem miec i jest mi dobrze :D <browar>

: 30 sie 2005, 01:37
autor: ksiezycowka
Asiula pisze:nie rozumiem... jestes z nim a nie jestes do niego przywiazana?

Tak. Mogę odejśc kiedy zechcę tak jak i on. Zauwaz Asiulu,że ja bym nie była w stanie związac się tu pod jednym względem z większoscią panów z tego forum - oni by mnie ograniczali (samej na impeze - nie!, utrzymywanie kontaktu z ex - nie! itd.). Ja jestem wolna nawet będąc z moim Kochaniem i to uważam za coś pięknego.

: 30 sie 2005, 01:43
autor: Mijka
Ja boje sie ze mimo tych 4 lat moze sie nie udac, a to kawalek zycia jest...

: 30 sie 2005, 01:54
autor: ksiezycowka
Nie łapięBoisz się,że wam się uda? :|

: 30 sie 2005, 01:56
autor: Mijka
Hehe pozna godzina ;) moon wybacz ;) oczywiscie boje sie ze mimo wszytsko moze sie nie udac. W koncu mlodzi jestesmy..

: 30 sie 2005, 07:38
autor: gloria
moon pisze:Phi...Jestem go bardziej pewna niż siebie pod takimi względami :D


tez bylam. i co?
na cholernych dniach mlodziezy bedac nie do konca w normalnym stanie calowal sie z jaka inna, 'bo kiedy zamknal oczy myslal, ze to ja'. kur-wa! <ze co>

edit: do tematu - no mam i to duzo, zwlaszcza po powyzszym. ze to nie wyjdzie, bo ma mase irytujacych cech, bo podchodzi do tego zbyt powaznie, bo on jest powaznym, twardo stojacym na ziemi matematykiem, a ja bujajaca w oblokach humanistka ktora ma zupelnie inne plany na przyszlosc. oj, ogolnie mam obawy kiedy dlugo sie z nim nie widze, bo kiedy z nim jestem to jakos wszystkie wczesniejsze watpliwosci nie maja racji bytu ;]

: 30 sie 2005, 07:45
autor: mikaaa
ja na poczatku mialam cholerne obawy bo nie wiedzialam jak powaznie traktuje to ze ze mnajest takze nie wiedzialam jak mocno moge sie angazowac ale teraz juz tych obaw nie mam ale sa własnie takie typu czy nam sie uda czy bedzie mi z nim tak samo dobrze teraz jak przez całe zycie, czasami jak sie kłócimy to sie zazstanawima jak to bedzie jesli juz bedziemy malżeństwem czy dalej bedzie mu tak zależec jak teraz bo przecież małżeństwo wiele zmienia...

: 30 sie 2005, 11:19
autor: karmen
moon pisze:Phi...Jestem go bardziej pewna niż siebie pod takimi względami :D


a no... ja też moon, ufam mojemu facetowi bezgranicznie i wiem, że by mnie nie zdradził bo by nie potrafił... co innego ja ;(

: 30 sie 2005, 11:23
autor: Yasmine
Ja ufam mojemu facetowi, ale wiem ze nigdy nie powiem :

moon pisze:...Jestem go bardziej pewna niż siebie pod takimi względami

Oj duzo osob tak mowilo i sie przejechalo :). Nie mozna byc pewnym, bo pozniej upadek moze bolec. Lepiej ufac, ale nie bezgranicznie :). Przynajmniej w moim wypadku.

: 30 sie 2005, 12:39
autor: Hardcore
Myślę, że moja kobieta wie o tym, że nie potrafiłbym jej zdradzić, nawet niewinnym flirtem, to mimo wszystko czuję z jej strony małą zazdrośc :) dla mnie to miłe, nie powiem

: 30 sie 2005, 14:21
autor: ksiezycowka
karmen pisze:ufam mojemu facetowi bezgranicznie

Ja nikomu bezgranicznie nie ufam, bo to jedna z najgłupszych rzeczy jakie mozna zrobić.
mikaaa pisze:bo przecież małżeństwo wiele zmienia...

A co niby zmienia takiego?
Yasmine pisze:Nie mozna byc pewnym, bo pozniej upadek moze bolec

Ja nie mówię,że jestem go pewna tylko,że bardziej niż siebie Yas. A upadek moze boleć, ale mnie nie jest w stanie zabić w przciwieństwie do większości tutaj.

: 30 sie 2005, 18:02
autor: Yasmine
moon pisze:Ja nie mówię,że jestem go pewna tylko,że bardziej niż siebie Yas

no to troszku zmienia postac rzeczy <aniolek2>

: 30 sie 2005, 18:37
autor: jamaicanflower
boje sie, ze zakocham sie tak beznadziejnie i tak mocno, ze zgodze sie na wszystko, byleby doczekac tych dwoch glupich slow
boje sie, ze go zranie
boje sie, ze nie bede wiedziala jak odejsc
boje sie, ze on kiedys odkryje, ze tak malo mnie zna i zyje z obca osoba
boje sie, ze zaczne klapac to, co chce uslyszec druga strona tylko po to, by ja uspokoic - cos ala bajeczki o milosci na cale zycie - i ktoregos dnia sama sie nie polapie, ktora to mowi: prawdziwa ja czy ta stworzona na wymogi partnera i uwierze w te swoje klamstwa, czyli zdradze siebie, by nie zdradzic jego - ale to chyba najbardziej absurdalny z lekow, bo tak jak moon w zwiazku najwyzej cenie sobie wolnosc
moon pisze:Ja jestem wolna nawet będąc z moim Kochaniem i to uważam za coś pięknego.
<browar>
a zdrady sie nie boje, wprost przeciwnie, nawet bym ja, z jego strony, powitala z otwartymi ramionami jako uciszenie moich wyrzutow sumienia (nie mam na koncie zdrady)

: 31 sie 2005, 03:20
autor: Sir Charles
jamaicanflower pisze:ktoregos dnia sama sie nie polapie, ktora to mowi: prawdziwa ja czy ta stworzona na wymogi partnera i uwierze w te swoje klamstwa, czyli zdradze siebie, by nie zdradzic jego - ale to chyba najbardziej absurdalny z lekow

Tego w ogole nie da sie nazwac lekiem. To jest paranoja. <boje_sie>

A Tobie Jamaica przyznaje prywatny puchar Charliego za olbrzymia przecietna wartosc merytoryczna postow :) <browar> <aniolek2>

: 31 sie 2005, 08:38
autor: mikaaa
moon pisze:
mikaaa pisze:bo przecież małżeństwo wiele zmienia...

A co niby zmienia takiego?


Czasami zmienia wszystko

: 31 sie 2005, 14:35
autor: ksiezycowka
Ale co np? Bo ja jakos nie moge sobie wyobrazić co to takiego mogłoby być.

: 31 sie 2005, 14:47
autor: mikaaa
oj nie chce mi sie wymieniac wiel takich rzeczy jest, po malżeństwie ludzie zdaja sobie sprawe ze nie jest juz tak latwo odejść tej drugiej osobie wiec przestaja sie starac...

: 31 sie 2005, 15:17
autor: Yasmine
mikaaa pisze:po malżeństwie ludzie zdaja sobie sprawe ze nie jest juz tak latwo odejść tej drugiej osobie wiec przestaja sie starac...

i czesto traktuja druga osobe jak wlasnosc.

: 31 sie 2005, 15:25
autor: mikaaa
o czasami dużo sie zmienia po małżeństwie, a to przecież jeden glupi papierek który ma ugodnić życie razem, nie je zdewastowac.....
Moi starsi jakos sobie zyja razem i chyba sa ze soba szczesliwi, tak ich nie raz obserwuje a zwłaszcza mame to wiem ze na jej miejscu cąkiem inaczej bym na niektore rzeczy reagowała bo choleryczka i uparciuch jestem

[ Dodano: 2005-08-31, 15:27 ]
najchętniej bym nie brala ślubu w ogóle....