agnieszka.com.pl • Fobia szkolna
Strona 1 z 1

Fobia szkolna

: 04 sty 2006, 19:06
autor: Sasetka
zastanawialam sie czy bardziej ten temat nadaje sie do problemow czy do zdrowia....
chcialam sie zapytac co o tym sadzicie? czy ktos zna kogos kto choruje? jakie sa objawy?
czy nie leczona prowadzi do depresji? jak pomoc komus, kto na nia cierpi? z gory dziekuje za odpowiedzi :*

: 04 sty 2006, 20:44
autor: kina
zajrzyj tutaj, moze znajdziesz to co Cie interesuje
http://www.vulcan.edu.pl/eid/archiwum/1 ... co_to.html

: 05 sty 2006, 00:49
autor: ksiezycowka
Znam.
Raczej z depresji sie u tej osoby to bierze i z tego, że jest bardzo zdystanosowana, zamkinieta w sobie i odcinajaca sie od ludzi osoba.

Pomogła jej zmiana na indywidualny tok nauczania, a teraz na studiach nie siedzi 5 dni w tygodniu, bo zaocznie studiuje i jak sama mówi jakos sie moze przemeczyc w tym czasie. No i to nie to samo co zwykla szkola.

Asiula pisze:jak pomoc komus, kto na nia cierpi?

Psychiatra.

: 05 sty 2006, 10:22
autor: cubasa
Asiula pisze:jakie sa objawy?

Paluszek i główka ;)

Mnie zastanawia co innego: czym może być spowodowana "fobia szkolna"? :>

: 05 sty 2006, 10:47
autor: Shac
Jak na mój gust, to "fobia szkolna" jest co najwyżej ekstremalnie silnym wstrętem do szkoły! Raczej nie powinno się o niej mówić w kontekście choroby, bo gdyby każdy wziął się do pracy, to na pewno każde trudniejsze zadanie, klasówka itp. nie powodowałyby strachu!
Ja już szkołę przeżyłem i to bardzo bezstresowo! No może tylko matematyka była straszna, ale wszystko dla ludzi, i wszystko da się przeżyć... <banan>

: 05 sty 2006, 11:29
autor: cubasa
Shac pisze:matematyka była straszna

Ja się na poczatku tylko j.polskiego bałem <boje_sie>
Ta kobieta byla naprawde straszna <boje_sie>
Nie bylem przyzwyczajony do takiej ilosci materialu jak nam zaserwowała. Ona nie uwazala w ogole innych przedmiotów i jak juz danego dnia mielismy polski to wiedzielismy ze po lekcjach bedzie trzeba siedziec i pisać n-te wypracowanie.
Ja nie bylem przyzwyczajony do takiego natłoku pracy , a ze to z jednego przedmiotu to już w ogole mnie załamywało. Nie potrafilem sie przystosować do nowego trybu wiec zaplacilem tego cenę - jak jeszcze nigdy nie mialem zagrozenia to tym byłem zagrozony w I i II semestrze 1 klasy. Pod koniec roku mama byla nawet u nauczycielki i prosila ją zeby postawila mi tę dwoję. Mówila, że musi uwierzyć, że ja tak źle się nie uczylem, że to troche wina zmiany otoczenia, zmiany szkoly.
Bylo to dla mnie takim szokiem, że obiecałem sobie pokazać tej "wstrętnej babie", że się nie pomylila stawiając mi tę dwóję. W czwartej klasie na niczym mnie zagieła :)
Jak bylo rozdanie swiadectw powiedziala coś czego nigdy nie zapomnę: "Gdy Twoja mama przyszla do mnie prosić o mierny, nie wierzyłam, że coś jeszcze z Ciebie będzie. Teraz, jak już jest po wszystkim przyznaję, jak bardzo sie mylilam. Odwiedź czasem swoja wredną nauczycielkę od polskiego".
A co teraz studiuję? :D Chyba nie muszę odpowiadać :D

: 05 sty 2006, 13:08
autor: Shac
cubasa pisze:A co teraz studiuję? Usmiechnij sie! Chyba nie muszę odpowiadać Usmiechnij sie!


Hmm... pytanie retoryczne - polonistykę??? <browar>

: 06 sty 2006, 03:17
autor: ksiezycowka
Shac pisze:"fobia szkolna" jest co najwyżej ekstremalnie silnym wstrętem do szkoły!

Owszem, ale niekoniecznie nauki. I sie ją leczy ;P

: 06 sty 2006, 14:29
autor: ptaszek
Ja się bałam szkoły. W gimnazjum najbardziej się bałam matematyki i chemii. Czasem udawałam, że się źle czuję, żeby tylko nie iść. A czasem naprawdę miałam silne bóle brzucha i odruchy wymiotne ze zdenerwowania. Ale to już bardziej w liceum - też z polskiego miałam niezłą żyletę. Zawsze siedziałam jak na szpilkach, w dodatku ta ilość materiału do nauki była zatrważająca :) Mimo, że mieliśmy polski rozszerzony, profesorka i tak wychodziła zupełnie ponad program bo "wszystko się może przydać". Na szczęście uczyłam się tego, co mnie interesowało, choć w tak stresowych warunkach (hehe... Cubasa :) też teraz jestem na polonistyce, ale u mnie tak to wygląda, że chciałam to studiować odkąd pamiętam). Poza tym dobijał mnie jeszcze francuski - również ogromna ilość materiału... Ze stresu nie mogłam jeść, ale na szczęście tylko przez kilka dni. Dochodziły też oczywiście inne przedmioty, takie jak znienawidzona matma czy fizyka. W ogóle kiedy miałam iść do szkoły, świat nagle stawał się szary i coś złego wisiało w powietrzu. Dobrze, że chociaż byli Ci dobrzy znajomi. Ogółem każdego piątku wyczekiwałam jak zbawienia.

W pewnym momencie powiedziałam sobie dość, bo mogłoby się to gorzej skończyć. Zaczęłam sobie uświadamiać, że szkoła i nauka to nie jest całe moje życie. Są to rzeczy ważne, ale nie do tego stopnia, by marnować sobie zdrowie. Postanowiłam więc się zdystansować do tego wszystkiego, przejąć jako taką kontrolę nad stresem. Pomogła mi w tym rodzina, chłopak, trochę przyjaciele i szkolny psycholog. Pod koniec klasy maturalnej było już całkiem nieźle. Nauczyciele nawet przestali mi się wydawać tacy okropni jak na początku. Zaczęłam ich wreszcie postrzegać jak normalnych ludzi, a nie jak wrogów ;) Teraz za to w ogóle się nie stresuję :) No, zobaczymy jak nadejdzie sesja.

: 06 sty 2006, 17:35
autor: cubasa
ptaszek pisze: Pod koniec klasy maturalnej było już całkiem nieźle. Nauczyciele nawet przestali mi się wydawać tacy okropni jak na początku.

Dokladnie. Najgorzejk jest jak człowiek czuje, że jest w samym środku piekiełka. Jesli z tego piekiełka się uwolni zmienia sie postrzeganie przeszlosci i ma się wobec niej duży sentyment. Ja czasami naprawde mam ochote wrocić do szkoly. Aby p[osluchać babki od ruskiego jak z pasją nawijala o metrze Moskiewskim; matematyka opowiadajacego o turniejach brydżowych w ktorych wystepowal; albo babke od chemii co to nie potrafila sie wyslowić i ciagle zapodawała monosylabami yyy, eee, ooo, aaa, iii :D
Fajnie bylo :D

: 06 sty 2006, 19:48
autor: Yasmine
Dobrze, ze ja nie mialam takich problemow :). Zawsze chcialam,aby wakacje czym predzej sie konczyly ;).