Nigdy nie myslalem,ze mozna tak bardzo kogos pokochac...nie wierzylem w milosc szczesliwą a jednak ...zakochalem sie w Niej choc nie powinienem.
Ona miala chlopaka,mimo to przez 7 miesiecy zdradzala go ze mna,nie potrafila sie zdecydowac az w koncu... stwierdzila jakies 2 miesiace temu ,ze CHCE BYC ZE MNA!!! ze sie we mnie zakochala,ze go nie kocha,ze psychicznie jest ze mna a tylko "oficjalnie " z Nim...ze z Nim zerwie ,skonczy to bo nie wyobraza sobie zycia beze mnie...
Zerwala z Nim,myslalem,ze juz to najtrudniejsze za nami ,ze teraz juz wszystko bedzie latwiej...tym bardziej,ze on podobno nie chcial utrzymywac z nia zadnych kontaktow...mylilem sie,nic nie jest latwiejsze,wrecz przeciwnie
Minely 2 dni,poszlismy na impreze ,byla strasznie dziwna,odpychala mnie od siebie ,uciekala mi-ok,zrozumialem to,ze jest jej teraz ciezko ale gdy zobaczylem jak siedzi obok mnie i ...wybiera numer do niego!!!!
Boli mnie to wszystko,nie moge normalnie funkcjonowac...juz myslalem,ze bedzie ok,ale teraz mam wrazenie,ze to koniec...ze jednak ona bedzie z nim...a ja zostane SAM... tylko po co byly te wszystkie zapewnienia!!!!!
moze rzeczywiscie " z nim bedziesz szczesliwsza..."...







![:] :]](./images/smilies/krzywy.gif)





