Rozstanie i powrot po roku.
: 02 cze 2006, 18:36
Witam.
Kiedys kiedys pisalem tutaj o moich rozterkach z kobieta. Teraz jest nie inaczej, tez rozterki, tez silne emocje i rowniez ta sama kobieta...
Moze zaczne odpaczatku. Jakies poltora roku temu, zaczalem sie spotykac z dziewczyna, na paczatku na luzie, spacerki, jakies piwko i tak po 2 miesiacach zaczelismy byc para. Bylem wtedy szczesliwy, i coraz bardziej zaczynalem ja kochac. Z tym ze to bylo by za piekne zeby bylo prawdziwe. Tak po 1,5 miesiaca razem rzucila mnie. Nie skrzywdzilem jej w zaden sposob, nie klocilismy sie, absolutnie nic. Jak ostatni raz wtedy rozmawialismy to powiedziala ze pomieszaly sie jej uczucia i w ogóle i ze nie wie co czuje. Wtedy tez myslalem ze zostawila mnie dla swojego bylego, z ktorym byla wczesniej. Bardzo mnie to zabolalo, umieralem 2-3 tyg, a przez pol roku nie miale zycia, depresja, zly nastroj. Ale nawet bylem w stanie to zrozumiec, w koncu byla z tamtym wczesniej, dluzej go znala, dala mu druga szanse. i tym sposobem zostalem sam przed samymi swietami, pozniej byl sylwester - nie musze pisac jaki... Modliem sie, zeby do mnie wrocila. Niestety zostalem pozostawiony sam sobie ze swoim bolem. Nie interesowalo jej co ze mna, jak sie czuje i czy wogle zyje... I tak czas plynal sobie beztrosko, minely wakacje, zaczela sie jesien. Zdazylem uporac sie z tym co mnie spotkalo wczesniej, zylem normalnie, spotykalem sie z innymi dziewczynami, ale zawsze jakos nie wychodzilo z tego cos wiecej. I tak po sylwestrze, w styczniu po roku czasu wyslala mi meska. To bylo troche dla mnie, jak kopniecie pradu, tyle uczuc sie przezemnie przewinelo. Czulem zlosc, zal i irytacje ze po roku czasu smie mi moj spokoj burzyc, ale jednoczesnie czekalme na cos jeszcze, chyba obudzilo sie uczucie ktore we mnie bylo. I dostalem nastepny sygnal - zaczely sie rozmowy na gg. Jak jeszcze nie spotykalismy sie, tylko rozmawialismy na gg byla z tamtym. Miedzy czasie, w lutym zerwala z tamtym gosciem, dla ktorego wtedy mnie rzucila.Przyszedl w koncu czas na pierwsze spotkanie, pozniej byly nastepne, w marcu zostalismy para - znowu. Zaczelismy rozmawiac, dowiedzialem sie nowych rzeczy o tamtych wydarzeniach. Zle myslalem ze wtedy ona wrocila do bylego, po prostu rzucila mnie dla chlopaka z ktorym kiedys sie spotykala tak na luzie, a pozniej kontakt miedzy nimi sie urwal. Jak sie tego dowiedzialem poczulem sie bardzo zle, zreszta wczesniej tez mialem w sobie taki, smutek, zal i strach troche za to co bylo. Poczulem sie jak ktos gorszy, mniej warty uwagi, taki slabszy model, osoba ktora jest nie warta uwagi, w momencie kiedy tamten pojawil sie znowu. Od tej pory ciagle czuje bol w sercu, trudno mi sie z tym pogodzic, ze zycie potrafi tak ranic, ze ludzie maga byc tacy egoistycznie, tacy zapatrzeni tylko na siebie. I sie zastanawiam dlaczego teraz do mnie wrocila? Wiem, ze wtedy mnie nie kochala, nie wiedziala rowniez ze ja kocham tak naprawde, nie wiedziala rowniez ze az tak mocno mnie zranila. I tak sie zastanawiam co sprawilo ze dopiero teraz sie do mnie odezwala. No jedna rzecz jest oczywista - nie wyszlo jej z tamtym. Teraz sie czuje jak bym byl drugi w kolejce, nastepny do przetestowania. Nie rozumiem dla czego teraz, dlaczego az rok, miala szanse wczesniej sie do mnie odezac. Mam w emocjonalne tornado, bo tak sobie mysle ze jak by z tamtym bylo OK, to by mnie nadal miala daleko. Dopiero jak sie zaczelo walic tak na amen odrazu do mnie zaczela bic. Mowi ze wczesniej o mnie myslala, i wogle. Teraz widze ze jest inaczej niz wtedy. Bardzo jej zalezy, mowi ze mnie kocha, i ze wtedy to tylko zauroczenie bylo i ze dopiero teraz poznala co to prawdziwa milosc... A ja sam juz nie wiem, zalezy mi na niej, kocham ja, ale ta przeszlosc, to ze byla rok z tamtym, ze sie spotykali i wogle wprowadza mnie w stan glebokiego smutku i zalu. Nie mage przez to co bylo byc szczesliwy, - moze mam taki mechanizm obronny w podswiadomosci, ktroy chroni mnie przed rozczarowaniem. Nie wiem. Zaczyna mnie to mocno meczyc, nie chce tego, ale te mysli doganiaja mnie jak sfora psow... Ona ciegle daje mi dowody, ze jestem dla niej wyjakowy - ale ja nie mage zrozumiec skoro jestem taki wyjatkowy to dla czego wtedy mnie zostawila dla tamtego?
Kiedys kiedys pisalem tutaj o moich rozterkach z kobieta. Teraz jest nie inaczej, tez rozterki, tez silne emocje i rowniez ta sama kobieta...
Moze zaczne odpaczatku. Jakies poltora roku temu, zaczalem sie spotykac z dziewczyna, na paczatku na luzie, spacerki, jakies piwko i tak po 2 miesiacach zaczelismy byc para. Bylem wtedy szczesliwy, i coraz bardziej zaczynalem ja kochac. Z tym ze to bylo by za piekne zeby bylo prawdziwe. Tak po 1,5 miesiaca razem rzucila mnie. Nie skrzywdzilem jej w zaden sposob, nie klocilismy sie, absolutnie nic. Jak ostatni raz wtedy rozmawialismy to powiedziala ze pomieszaly sie jej uczucia i w ogóle i ze nie wie co czuje. Wtedy tez myslalem ze zostawila mnie dla swojego bylego, z ktorym byla wczesniej. Bardzo mnie to zabolalo, umieralem 2-3 tyg, a przez pol roku nie miale zycia, depresja, zly nastroj. Ale nawet bylem w stanie to zrozumiec, w koncu byla z tamtym wczesniej, dluzej go znala, dala mu druga szanse. i tym sposobem zostalem sam przed samymi swietami, pozniej byl sylwester - nie musze pisac jaki... Modliem sie, zeby do mnie wrocila. Niestety zostalem pozostawiony sam sobie ze swoim bolem. Nie interesowalo jej co ze mna, jak sie czuje i czy wogle zyje... I tak czas plynal sobie beztrosko, minely wakacje, zaczela sie jesien. Zdazylem uporac sie z tym co mnie spotkalo wczesniej, zylem normalnie, spotykalem sie z innymi dziewczynami, ale zawsze jakos nie wychodzilo z tego cos wiecej. I tak po sylwestrze, w styczniu po roku czasu wyslala mi meska. To bylo troche dla mnie, jak kopniecie pradu, tyle uczuc sie przezemnie przewinelo. Czulem zlosc, zal i irytacje ze po roku czasu smie mi moj spokoj burzyc, ale jednoczesnie czekalme na cos jeszcze, chyba obudzilo sie uczucie ktore we mnie bylo. I dostalem nastepny sygnal - zaczely sie rozmowy na gg. Jak jeszcze nie spotykalismy sie, tylko rozmawialismy na gg byla z tamtym. Miedzy czasie, w lutym zerwala z tamtym gosciem, dla ktorego wtedy mnie rzucila.Przyszedl w koncu czas na pierwsze spotkanie, pozniej byly nastepne, w marcu zostalismy para - znowu. Zaczelismy rozmawiac, dowiedzialem sie nowych rzeczy o tamtych wydarzeniach. Zle myslalem ze wtedy ona wrocila do bylego, po prostu rzucila mnie dla chlopaka z ktorym kiedys sie spotykala tak na luzie, a pozniej kontakt miedzy nimi sie urwal. Jak sie tego dowiedzialem poczulem sie bardzo zle, zreszta wczesniej tez mialem w sobie taki, smutek, zal i strach troche za to co bylo. Poczulem sie jak ktos gorszy, mniej warty uwagi, taki slabszy model, osoba ktora jest nie warta uwagi, w momencie kiedy tamten pojawil sie znowu. Od tej pory ciagle czuje bol w sercu, trudno mi sie z tym pogodzic, ze zycie potrafi tak ranic, ze ludzie maga byc tacy egoistycznie, tacy zapatrzeni tylko na siebie. I sie zastanawiam dlaczego teraz do mnie wrocila? Wiem, ze wtedy mnie nie kochala, nie wiedziala rowniez ze ja kocham tak naprawde, nie wiedziala rowniez ze az tak mocno mnie zranila. I tak sie zastanawiam co sprawilo ze dopiero teraz sie do mnie odezwala. No jedna rzecz jest oczywista - nie wyszlo jej z tamtym. Teraz sie czuje jak bym byl drugi w kolejce, nastepny do przetestowania. Nie rozumiem dla czego teraz, dlaczego az rok, miala szanse wczesniej sie do mnie odezac. Mam w emocjonalne tornado, bo tak sobie mysle ze jak by z tamtym bylo OK, to by mnie nadal miala daleko. Dopiero jak sie zaczelo walic tak na amen odrazu do mnie zaczela bic. Mowi ze wczesniej o mnie myslala, i wogle. Teraz widze ze jest inaczej niz wtedy. Bardzo jej zalezy, mowi ze mnie kocha, i ze wtedy to tylko zauroczenie bylo i ze dopiero teraz poznala co to prawdziwa milosc... A ja sam juz nie wiem, zalezy mi na niej, kocham ja, ale ta przeszlosc, to ze byla rok z tamtym, ze sie spotykali i wogle wprowadza mnie w stan glebokiego smutku i zalu. Nie mage przez to co bylo byc szczesliwy, - moze mam taki mechanizm obronny w podswiadomosci, ktroy chroni mnie przed rozczarowaniem. Nie wiem. Zaczyna mnie to mocno meczyc, nie chce tego, ale te mysli doganiaja mnie jak sfora psow... Ona ciegle daje mi dowody, ze jestem dla niej wyjakowy - ale ja nie mage zrozumiec skoro jestem taki wyjatkowy to dla czego wtedy mnie zostawila dla tamtego?