Ogromny dylemat. Poradzicie?
: 13 cze 2006, 01:41
Hej wszystkim. Zarejestrowalem sie w koncu na forum, bo i mnie spotkal problem i potrzebuje sie kogos postronnego poradzic. Sprawa wyglada w ten sposob:
Jestesmy z dziewczyna od ok. 2 lat. Ona wlasnie konczy studia, ja juz jestem po studiach od roku. Mieszkamy w malym miasteczku i jest tu strasznie trudno o prace. W zasadzie to nie ma pracy. Odkad skonczylem studia jeszcze nie pracowalem. I tu pojawia sie problem. Jedynym wyjsciem dla mnie jest teraz wyjazd do wiekszego miasta, zamieszkanie tam i tam wlasnie poszukanie pracy. Za to moja dziewczyna w ogole czegos takiego do siebie nie przyjmuje. Tzn. nie ma w ogole mowy o tym, zeby pojechala ze mna. Jest to dla mnie ogromny problem. Niestety nie jestem z zamoznej rodziny, nie ma szans zeby ciagle mnie utrzymywali rodzice. A u niej na odwrot. Odkad pamietam zawsze byla rozpieszczana i miala co tylko sobie zamarzy. Nawet rodzice odradzaja jej prace, mimo ze studiowala caly czas zaocznie. Ona sie uparla i nie przekonam jej za nic do tego wyjazdu. Dylemat mam naprawde ogromy. Nie moge tkwic juz w moim miescie. Juz mnie to frustruje. Stoje na rozdrozu i musze podjac niedlugo decyzje. W zasadzie to tylko ona mnie tutaj jeszcze trzyma. Gdyby nie to, to juz dawno wyjechalbym gdzies, no ale oczywiscie z nia to niemozliwe. Do tego dochodzi jeszcze ze jej rodzice maja na nia tak duzy wplyw, ze mam wrazenie ze ja jeszcze podburzaja przeciwko mnie. A juz w ogole przybilo mnie to jak ona ostatnio powiedziala mi cos w stylu "nie chce ci burzyc planow zyciowych, jak chcesz to jedz, ale beze mnie" Kurde, to ja mam pytanie do dziewczyn. Czy jesli wy kochacie swoich facetow, to tez byscie im pozwolily na taki wyjazd, a same zostaly daleko w domu? Zawsze slysze, czy to od siostry, czy od kolezanek, ze za facetem na ktorym im zalezy wszedzie by poszly, chocby na koniec swiata. Bo to bedzie prawie 400 km od domu. Jakbym sam wyjechal to bedzie znaczyc praktycznie koniec naszego zwiazku. Bo co to za zwiazek w ktorym ludzie beda sie widywac raz na 3 miesiace albo i rzadziej. I jeszcze ta jej rodzina, ktora nawet nie pozwala mojej dziewczynie przenocowac u mnie, a co mowic o zamieszkaniu ze mna w innym miescie. Jak wiec widzicie sprawa jest ciezka i nie wiem co mam zrobic. Mam brata ciotecznego w tym miescie do ktorego chcialbym sie przeniesc, on zalatwil mi naprawde tanie mieszkanko, z praca tez by nie bylo klopotow. No ale wiem ze jak pojade to koniec naszego zwiazku, a przeciez kocham swoja dziewczyne i nie wyobrazam sobie zebysmy widywali sie tak rzadko. Poza tym w ogole nie wyobrazam sobie zwiazku na odleglosc. Juz kiedys to raz przerabialem i wiem ze to nie ma sensu. Co byscie zrobili na moim miejscu? Czasu mam malo, bo tylko miesiac do ewentualnego wyjazdu. Jak moge wplynac na dziewczyne zeby jednak zdecydowala sie ze mna wyjechac? Kurcze, sa warunki, bedzie mieszkanie, ona tez wlasnie konczy studia, tez moglaby tam poszukac pracy. Moment jest wrecz idealny. Rok temu poruszalismy wstepnie taki temat, to wtedy jeszcze tak bardzo nie protestowala. Ale jak przyszlo co do czego i powaznych rozmow to ona jakby sie wystraszyla i najwidoczniej jest gotowa nawet rozstac sie ze mna niz ze mna tam pojechac. Co tez mnie doluje. Z gory dzieki za jakies porady. Moze ktos przechodzil cos podobnego?
Jestesmy z dziewczyna od ok. 2 lat. Ona wlasnie konczy studia, ja juz jestem po studiach od roku. Mieszkamy w malym miasteczku i jest tu strasznie trudno o prace. W zasadzie to nie ma pracy. Odkad skonczylem studia jeszcze nie pracowalem. I tu pojawia sie problem. Jedynym wyjsciem dla mnie jest teraz wyjazd do wiekszego miasta, zamieszkanie tam i tam wlasnie poszukanie pracy. Za to moja dziewczyna w ogole czegos takiego do siebie nie przyjmuje. Tzn. nie ma w ogole mowy o tym, zeby pojechala ze mna. Jest to dla mnie ogromny problem. Niestety nie jestem z zamoznej rodziny, nie ma szans zeby ciagle mnie utrzymywali rodzice. A u niej na odwrot. Odkad pamietam zawsze byla rozpieszczana i miala co tylko sobie zamarzy. Nawet rodzice odradzaja jej prace, mimo ze studiowala caly czas zaocznie. Ona sie uparla i nie przekonam jej za nic do tego wyjazdu. Dylemat mam naprawde ogromy. Nie moge tkwic juz w moim miescie. Juz mnie to frustruje. Stoje na rozdrozu i musze podjac niedlugo decyzje. W zasadzie to tylko ona mnie tutaj jeszcze trzyma. Gdyby nie to, to juz dawno wyjechalbym gdzies, no ale oczywiscie z nia to niemozliwe. Do tego dochodzi jeszcze ze jej rodzice maja na nia tak duzy wplyw, ze mam wrazenie ze ja jeszcze podburzaja przeciwko mnie. A juz w ogole przybilo mnie to jak ona ostatnio powiedziala mi cos w stylu "nie chce ci burzyc planow zyciowych, jak chcesz to jedz, ale beze mnie" Kurde, to ja mam pytanie do dziewczyn. Czy jesli wy kochacie swoich facetow, to tez byscie im pozwolily na taki wyjazd, a same zostaly daleko w domu? Zawsze slysze, czy to od siostry, czy od kolezanek, ze za facetem na ktorym im zalezy wszedzie by poszly, chocby na koniec swiata. Bo to bedzie prawie 400 km od domu. Jakbym sam wyjechal to bedzie znaczyc praktycznie koniec naszego zwiazku. Bo co to za zwiazek w ktorym ludzie beda sie widywac raz na 3 miesiace albo i rzadziej. I jeszcze ta jej rodzina, ktora nawet nie pozwala mojej dziewczynie przenocowac u mnie, a co mowic o zamieszkaniu ze mna w innym miescie. Jak wiec widzicie sprawa jest ciezka i nie wiem co mam zrobic. Mam brata ciotecznego w tym miescie do ktorego chcialbym sie przeniesc, on zalatwil mi naprawde tanie mieszkanko, z praca tez by nie bylo klopotow. No ale wiem ze jak pojade to koniec naszego zwiazku, a przeciez kocham swoja dziewczyne i nie wyobrazam sobie zebysmy widywali sie tak rzadko. Poza tym w ogole nie wyobrazam sobie zwiazku na odleglosc. Juz kiedys to raz przerabialem i wiem ze to nie ma sensu. Co byscie zrobili na moim miejscu? Czasu mam malo, bo tylko miesiac do ewentualnego wyjazdu. Jak moge wplynac na dziewczyne zeby jednak zdecydowala sie ze mna wyjechac? Kurcze, sa warunki, bedzie mieszkanie, ona tez wlasnie konczy studia, tez moglaby tam poszukac pracy. Moment jest wrecz idealny. Rok temu poruszalismy wstepnie taki temat, to wtedy jeszcze tak bardzo nie protestowala. Ale jak przyszlo co do czego i powaznych rozmow to ona jakby sie wystraszyla i najwidoczniej jest gotowa nawet rozstac sie ze mna niz ze mna tam pojechac. Co tez mnie doluje. Z gory dzieki za jakies porady. Moze ktos przechodzil cos podobnego?
Wiadomo,że w takim przypadku nie bede od niego wymagac zeby się przeprowadził do mnie bo tak mi sie podoba
przyklad: maz ciagle delegacje, kobieta w sumie sama wychowuje dziecko, traci cierpliwosc i stawia wlasnie tak sprawe jak napisales
Brawo, popieram. 
