Sam juz nie wiem kim jestem:)
: 20 lip 2006, 13:39
Witam!
Sa wakacje, czesc z Was ma wiecej czasu, to postanowiłem troche bardziej rozpisac się. Na wstepie może przyblize swoja sytuacje. W sylwestra czyli ponad pol roku temu poznałem 5 lat mlodsza dziewczyne, ja mam 23 lata. Nie chciałem angażować się w ten związek bo wiedziałem od razu ze nam to nie uda się na dluzsza mete ze względu na roznice wiekowa i wynikające z tego roznice w etapach zycia. Jednak na zabawie sylwestrowej oboje przypadliśmy sobie od razu do gustu, można powiedziec ze była to milosc od pierwszego wejrzenia. 4 miesiace minely w cudownej atmosferze nirwany, po prostu oboje żyliśmy miłością, jednak potem nastąpił kryzys i w maju ona podjęła decyzje o rozstaniu. Walczylem o nia jeszcze miesiąc ale bezskutecznie, ona nie chciala słyszeć o powrocie. Jak do tej pory była to dla mnie najwieksza milosc mojego zycia, dziewczyna dla której zrobiłbym wszystko, dlatego nawet 2 miesiace temu pisalem tu na forum, proszac o jakies pomysły na uratowanie zwiazku. Dola miałem nieziemskiego wiec jedyna recepta było zapomnienie, dlatego caly tydzień imprezowałem z kumplami, aby pobawic się i nie myśleć o niej, a nie aby poznac kogos nowego, bo stracilem już wiare w milosc w kobiety itd. Jednak zycie niesie ze soba wiele niespodzianek. Był wtorek, ostatni dzien naszego maratonu po klubach. Szanse na dobra zabawe były nikle, bo i my byliśmy już zmeczeni i wszedzie były pustki w klubach, jednak przez przypadek wstąpiliśmy do jednego gdzie moja przyjaciolka z lat liceum oblewala zakończenie roku ze swoim rokiem pedagogiki. Los chciał tak ze jak tylko wszedłem do klubu to rzucila mi się w oczy atrakcyjna blondynka, spoza kregu znajomych imprezowiczow. Nie miałem zamiaru jej podrywac bo nie byłem gotowy na nowy związek a podrugie znając zycie, to gdy atrakcyjna dziewczyna jest sama z koleżankami w klubie, to ma chłopaka, jest lesbijka, albo pochodzi z drugiego konca polski hehe. Jednak w ciagu calej imprezy gdy mijaliśmy się w klubie oboje wymienialiśmy spojrzenia, no i wkoncu zaryzykowałem przy koncu imprezy bo nie moglem sobie odpuścić nie nawiązać z nia kontaktu – jej uroda mnie złamała. Sprawdzilo się jedno z moich założeń: mieszka daleko ode mnie. Final jest taki ze od miesiąca jesteśmy razem. Trafilem na wartosciowa osobe, moja nowa dziewczyna jest dla mnie lepsza pod każdym względem od mojej poprzedniej, widac ze mnie kocha, bo teraz gdy sa wakacje przemierzy 200km aby spędzić ze mna weekend. Problem jednak tkwi w tym ze we mnie nie ma takiej euforii jak w poprzednim związku, ze nie przezywam tak tej znajomości, ze podchodze do tego bardzo spokojnie, ze nie szaleje za obecna dziewczyna. Nie wiem czemu tak dzieje się, bo mam teraz w obecnym związku wszystko czego wczesniej pragnąłem, czego brakowalo mi w poprzednim związku, a dodatkowo nowa dziewczyna jest bardzo atrakcyjna i duzo ladniejsza od poprzedniej. Gdy czytaja to kobiety to na pewno mogą oburzyc się, bo mam wszystko i narzekam, ale takie dziwne jest zycie. W ogole po ostatnim związku teraz mam taka ciagla chec podrywania dziewczyn, flirtowania, mimo ze mam dziewczyne. Nie wiem czemu tak dzieje się bo zawsze byłem wierny, a jak byłem z poprzednia dziewczyna to nawet nie patrzałem na inne. Nie wiem co dzieje się ze mna, ogolnie mam teraz wszystko w du*ie, przestałem przejmowac się dziewczynami, nie mysle już o tym co będzie dalej, po prostu zyje chwila, biore to co daje zycie. Ostaly się jednak we mnie jakies resztki dobra, bo nie chciałbym skrzywdzic mojej obecnej sympatii, bo ona po czasie wyczuje ze nie ma we mnie namietnosci. Nie wiem czy powinienem brnac dalej w ten związek. Nie wiem co myśleć o tym wszystkim, może wy podzielicie się ze mna swoimi wnioskami, uwagami. Pozdrawiam
Sa wakacje, czesc z Was ma wiecej czasu, to postanowiłem troche bardziej rozpisac się. Na wstepie może przyblize swoja sytuacje. W sylwestra czyli ponad pol roku temu poznałem 5 lat mlodsza dziewczyne, ja mam 23 lata. Nie chciałem angażować się w ten związek bo wiedziałem od razu ze nam to nie uda się na dluzsza mete ze względu na roznice wiekowa i wynikające z tego roznice w etapach zycia. Jednak na zabawie sylwestrowej oboje przypadliśmy sobie od razu do gustu, można powiedziec ze była to milosc od pierwszego wejrzenia. 4 miesiace minely w cudownej atmosferze nirwany, po prostu oboje żyliśmy miłością, jednak potem nastąpił kryzys i w maju ona podjęła decyzje o rozstaniu. Walczylem o nia jeszcze miesiąc ale bezskutecznie, ona nie chciala słyszeć o powrocie. Jak do tej pory była to dla mnie najwieksza milosc mojego zycia, dziewczyna dla której zrobiłbym wszystko, dlatego nawet 2 miesiace temu pisalem tu na forum, proszac o jakies pomysły na uratowanie zwiazku. Dola miałem nieziemskiego wiec jedyna recepta było zapomnienie, dlatego caly tydzień imprezowałem z kumplami, aby pobawic się i nie myśleć o niej, a nie aby poznac kogos nowego, bo stracilem już wiare w milosc w kobiety itd. Jednak zycie niesie ze soba wiele niespodzianek. Był wtorek, ostatni dzien naszego maratonu po klubach. Szanse na dobra zabawe były nikle, bo i my byliśmy już zmeczeni i wszedzie były pustki w klubach, jednak przez przypadek wstąpiliśmy do jednego gdzie moja przyjaciolka z lat liceum oblewala zakończenie roku ze swoim rokiem pedagogiki. Los chciał tak ze jak tylko wszedłem do klubu to rzucila mi się w oczy atrakcyjna blondynka, spoza kregu znajomych imprezowiczow. Nie miałem zamiaru jej podrywac bo nie byłem gotowy na nowy związek a podrugie znając zycie, to gdy atrakcyjna dziewczyna jest sama z koleżankami w klubie, to ma chłopaka, jest lesbijka, albo pochodzi z drugiego konca polski hehe. Jednak w ciagu calej imprezy gdy mijaliśmy się w klubie oboje wymienialiśmy spojrzenia, no i wkoncu zaryzykowałem przy koncu imprezy bo nie moglem sobie odpuścić nie nawiązać z nia kontaktu – jej uroda mnie złamała. Sprawdzilo się jedno z moich założeń: mieszka daleko ode mnie. Final jest taki ze od miesiąca jesteśmy razem. Trafilem na wartosciowa osobe, moja nowa dziewczyna jest dla mnie lepsza pod każdym względem od mojej poprzedniej, widac ze mnie kocha, bo teraz gdy sa wakacje przemierzy 200km aby spędzić ze mna weekend. Problem jednak tkwi w tym ze we mnie nie ma takiej euforii jak w poprzednim związku, ze nie przezywam tak tej znajomości, ze podchodze do tego bardzo spokojnie, ze nie szaleje za obecna dziewczyna. Nie wiem czemu tak dzieje się, bo mam teraz w obecnym związku wszystko czego wczesniej pragnąłem, czego brakowalo mi w poprzednim związku, a dodatkowo nowa dziewczyna jest bardzo atrakcyjna i duzo ladniejsza od poprzedniej. Gdy czytaja to kobiety to na pewno mogą oburzyc się, bo mam wszystko i narzekam, ale takie dziwne jest zycie. W ogole po ostatnim związku teraz mam taka ciagla chec podrywania dziewczyn, flirtowania, mimo ze mam dziewczyne. Nie wiem czemu tak dzieje się bo zawsze byłem wierny, a jak byłem z poprzednia dziewczyna to nawet nie patrzałem na inne. Nie wiem co dzieje się ze mna, ogolnie mam teraz wszystko w du*ie, przestałem przejmowac się dziewczynami, nie mysle już o tym co będzie dalej, po prostu zyje chwila, biore to co daje zycie. Ostaly się jednak we mnie jakies resztki dobra, bo nie chciałbym skrzywdzic mojej obecnej sympatii, bo ona po czasie wyczuje ze nie ma we mnie namietnosci. Nie wiem czy powinienem brnac dalej w ten związek. Nie wiem co myśleć o tym wszystkim, może wy podzielicie się ze mna swoimi wnioskami, uwagami. Pozdrawiam
