agnieszka.com.pl • Ciche dni
Strona 1 z 1

Ciche dni

: 06 sie 2006, 09:01
autor: amigo
Jak często zdarzają się wam ciche dni, czy wzmacnia to związek ? jak się ludzie kłócą ze sobą a potem obrażeni nie odzywają się po parę dni ?


kłutnia <zabije!> ------> <smutny2> + <smutny> + <roza> = <przytul> :* <browar>

: 06 sie 2006, 10:38
autor: Mona
amigo pisze:Jak często zdarzają się wam ciche dni, czy wzmacnia to związek ?

Nie powinny w ogóle zdarzać się. Czy wzmacnia... Myślę, że to zależy od charakterów, jeśli chodzi o mnie, to myślę, że raczej oddaliłyby mnie od partnera. Chyba że rozmawialibyśmy językiem miganym :]
Rozmowa, to podstawowa jednostka komunikacji między ludźmi i polecałabym rozmowę zamiast cichych dni.
Pozdrawiam <browar>

: 06 sie 2006, 10:41
autor: Raskus
Czasem jest dobrze sie poklocic. Wzmacnie czasem zwiazek, a ciche dni pozwalaja wiele przemyslec.

: 06 sie 2006, 10:42
autor: Ted Bundy
Czasem jest dobrze sie poklocic.


tak dla sportu? :D <aniolek>

: 06 sie 2006, 10:51
autor: Olivia
A co to są w ogóle ciche dni?
Związek wzmacniają szczere rozmowy, a nie niedomówienia i ciche dni. Dla mnie takie milczenie jest oznaką niedojrzałości. Człowiek dojrzały mówi szczerze, czego potrzebuje i nie czeka czy partner się domyśli czy nie. Przecież nie mamy 6 zmysłu, by czytać w myślach innych.

: 06 sie 2006, 10:55
autor: Marissa
Zgadzam się z Olivią.
Tylko że u nas nie ma w ogóle kłótni... We wszystkim się zgadzamy :]
No i poza tym, w ogóle bym nie chciała mieć cichych dni... Lepiej porozmawiać o tym, co nas boli, co przeszkadza, i znaleźć rozwiązanie, a nie zamykać się w sobie, bo przecież ciche dni, nie mogą pomóc.

: 06 sie 2006, 11:00
autor: Olivia
Marissa pisze:Tylko że u nas nie ma w ogóle kłótni... We wszystkim się zgadzamy :]

I tak być powinno. Ostatnio mi kumpela powiedziała, że jak Ona się ze swoim facetem nie kłóci, to nie są sobą. Paranoja.
Zapomnijcie o tym, że przeciwieństwa się przyciągają. To jakaś głupia gadka, która nie ma odbicia w rzeczywistości.

: 06 sie 2006, 11:19
autor: Raskus
TelBundy nie, zeby wzmocnic w pewien sposob zwiazek przy tym jak sie pogodzicie...ale klocic takze trzeba umiec!

: 06 sie 2006, 11:27
autor: Olivia
Raskus pisze:.ale klocic takze trzeba umiec!

Między kłótnią a cichymi dniami jest zasadnicza różnica! :]

: 06 sie 2006, 11:46
autor: pani_minister
Może nie ciche dni, ale ciche chwile osobno są jak najbardziej wskazane w moim przypadku. I to nie PO awanturze, ale głównie ZAMIAST. Jak zaczynam się wkurzać i pyskować, to najlepiej jest po prostu zamknąć się, odwrócić, powiedziec, że pogadamy później i odczekać. Jak już się zamknę i odczekam - godzinkę czy pięć - zupełnie inaczej rozmowa wygląda. Albo i nie ma jej w ogóle, bo w sumie nie ma już o czym rozmawiać.
Może inni na przemyślenie potrzebują nie godzinki, ale kilkunastu-klikudziesięciu? W takim przypadku widzę pewne plusy tzw. "cichych dni".

: 06 sie 2006, 13:50
autor: *qbass*
"Ciche sni" są dla mnie głupotą i oznaką niedojrzałości... W związku trzeba rozmawiać, dochodzić do porozumienia i często zgadzać się na kompromisy.
Takie coś oddaliłoby mnie od Kochania mojego. <aniolek>

: 06 sie 2006, 21:31
autor: Mr freeze
...Przeciwienstwa zamiast przyciagac wrecz przeciwnie jeszcze bardziej sie odpychaja...
Roznica charakterow dobrze robi, ale jedynie na krotka mete.
W dalszej perspektywie czasu nie ma naczym zbudowac znajomosci-wiezi itd.

: 06 sie 2006, 23:11
autor: a.b1
amigo pisze:Jak często zdarzają się wam ciche dni, czy wzmacnia to związek ? jak się ludzie kłócą ze sobą a potem obrażeni nie odzywają się po parę dni ?

Jestem typem choleryka, szybko potrafi mnie coś wyprowadzić z równowagi, równie szybko jednak wracam do stanu normalnego. Mój były wiedział o mojej przypadłości i częst sam nakręcał awantury, od tak żeby się coś działo. Jeśli była to taka nakręcona awantura to potrafiłam się do niego nie odzywać dokąd mnie nie przeprosił, często przez kilka dni niewiniątko udawało, że nie wie o co chodzi, więc przez kilka dni była cisza. Czasami kiedy miałam wybuch i niesłusznie obrywało sie wszystkiemu co w promieniu kilometra, zaraz jak tylko się uspokoiłam przepraszałam.
Emocje zawsze wzmacniają związek, jest jeden warunek, że potrafi się o tym porozmawiać i czasami przyznac do błedu. Pozatym do awantur trzeba mieć dobrego partnera.

: 07 sie 2006, 00:29
autor: Ted Bundy
Raskus pisze:TelBundy nie, zeby wzmocnic w pewien sposob zwiazek przy tym jak sie pogodzicie.


znam lepsze sposoby. <evilbat> Ja rzadko wybucham ostro. Ale jak już to zrobię, tynk leci ze ścian...

: 07 sie 2006, 07:45
autor: zagubiona_wenus
pani_minister pisze:Może inni na przemyślenie potrzebują nie godzinki, ale kilkunastu-klikudziesięciu? W takim przypadku widzę pewne plusy tzw. "cichych dni".

też tak uważam. Lepiej przeczekać i przemyśleć niż powiedzieć w złości coś czego się bedzie potem żałować

: 07 sie 2006, 10:50
autor: KAROLA
wczoraj dowiedzialam sie od jednej madrej, doswiadczonej zyciowo kobiety, ze jestem osoba ktora slowa bardzo bola.

i chyba miala racje. strasznie biore wszystko do siebie. a podczas jakis sprzeczek rozgrzewam celowo do czerwonosci moje slonce, zeby potem patrzec, jak wybucha i sie awanturowac (straszny z niego choleryk)...

ale nie mamy cichych dni, bo staramy sie od razu rozwiazac to rozmowa. dziala :)

: 07 sie 2006, 11:46
autor: guli
Ciche dni są bez sensu. To normalne, że ludzie mając inne poglądy czasem kłócą się ze sobą ale ciche dni przemieniają drobny spór w kilkudniową batalię o to kto pierwszy wymięknie. Ja jestem zdania, że jeżeli nie potrafię się dogadać w ciągu jednego dnia to następne dni ciszy nic nie wniosą w tracimy czas który możnaby przeznaczyć na coś fajniejszego.

: 07 sie 2006, 15:20
autor: lollirot
cichych dni brak. co najwyżej ciche chwile na opadnięcie napięcia między nami. i rozmowa.

[ Dodano: 2006-08-07, 15:21 ]
pani_minister pisze:Może inni na przemyślenie potrzebują nie godzinki, ale kilkunastu-klikudziesięciu? W takim przypadku widzę pewne plusy tzw. "cichych dni".

owszem, ale wypadałoby jeszcze poinformować partnera, że nie mam focha, tylko potrzeba mi czasu.

: 07 sie 2006, 22:31
autor: Anja
Co to w ogóle są ciche dni? Jak się chce z kimś byc to sie jest i juz. Wiadomo czasem pod górkę, ale jak się zamkniesz to jak druga osoba ma wiedzieć gdzie spiep*yła? Ze szklanej kuli chyba. Po co robic przerwy? Byc z kimś, żeby chwilowo nie być <chory>

: 08 sie 2006, 23:14
autor: ksiezycowka
Olivia pisze:I tak być powinno.
Żartujesz chyba. Brak klotni czy malo jakies napiecia ok ale zgadzac sie we wsyztkim? :|
Olivia pisze:Zapomnijcie o tym, że przeciwieństwa się przyciągają. To jakaś głupia gadka, która nie ma odbicia w rzeczywistości.
I mnei i mojego nie znasz moze w ogole? :D

Cichych dni nie ma od mojej strony. U mnie ciche 5 minut bo po pol godzinie on ma zwalony humor a ja tryskam radoscia. Choleryczka :D Moj by po klotniach najchetniej zostal sam i zakopal sie w w swoim zlym humorze. A ja zazwyczaj tego znies cnie moge i nastepuje rozmowa wymuszona niemal sila po ktorej wsyztsko jasne juz jest :)

: 09 sie 2006, 13:30
autor: Lagartija
Ja z moim facetem, nie mamy takich cichych dni. A jesli chodzi o klotnie to zawsze jakos szukamy kompromisu i jest ok.

: 12 sie 2006, 09:38
autor: Olivia
moon pisze:I mnei i mojego nie znasz moze w ogole? :D

Nie o takie przeciwieństwa mi chodzi. O takie jakie mi chodzi, to Was nie dotyczą.

: 12 sie 2006, 11:01
autor: ksiezycowka
Olivia, to o jakie Ci chodzi? Bo ja juz przestaja chyba łapac :D

: 12 sie 2006, 11:03
autor: Olivia
moon pisze:Olivia, to o jakie Ci chodzi?

O zainteresowania, sposób spędzania wolnego czasu i takie tam.

: 12 sie 2006, 11:17
autor: ksiezycowka
Olivia, i to nas nie dotyczy? <aniolek> Dopiero przy zgraniu sie teraz nie rzuca sie to w oczy.
Ja go ciagne na koncert a on nie wie jak sie bawic, bo on na koncerty nie chcodzil dopoki mnei nei poznal. Tak jak i np do pubu nie chodzi. Plywal po morzach, nurkowal, udzielal sie w kosciele, robil miniaturowe figurki w Pracowni, siadl z 2 kolagami i sesje RPG mieli.
Nie chodzil do pubu, na koncerty, do kina, na zakupy, na imprezy. Nawet dziewczynami sie nie interesowal. A potem stopniowo wyszlo nam nasze "my" cos pomiedzy co oboje kreci. Ale na to trzeba czasu. Nie mowie tu nawet o zupelnie innym podejsciu do wszystkiego poza moze dekalogiem bo chyba tylko tu sie zgadzalismy.
I ta innosc nas w sobie wlasnie zafascynowala. Przyciagnela. Tak jak i moja M. ze man polaczyla. My jestesmy jak 2 strony tej samej monety rowniez.

Boshe koncze jzu to pisac. Coraz abrdziej czuje sie jakbym go skrzywdzila swoim pojawieniem sie w jego zyciu <chory>