Olivia, i to nas nie dotyczy?

Dopiero przy zgraniu sie teraz nie rzuca sie to w oczy.
Ja go ciagne na koncert a on nie wie jak sie bawic, bo on na koncerty nie chcodzil dopoki mnei nei poznal. Tak jak i np do pubu nie chodzi. Plywal po morzach, nurkowal, udzielal sie w kosciele, robil miniaturowe figurki w Pracowni, siadl z 2 kolagami i sesje RPG mieli.
Nie chodzil do pubu, na koncerty, do kina, na zakupy, na imprezy. Nawet dziewczynami sie nie interesowal. A potem stopniowo wyszlo nam nasze "my" cos pomiedzy co oboje kreci. Ale na to trzeba czasu. Nie mowie tu nawet o zupelnie innym podejsciu do wszystkiego poza moze dekalogiem bo chyba tylko tu sie zgadzalismy.
I ta innosc nas w sobie wlasnie zafascynowala. Przyciagnela. Tak jak i moja M. ze man polaczyla. My jestesmy jak 2 strony tej samej monety rowniez.
Boshe koncze jzu to pisac. Coraz abrdziej czuje sie jakbym go skrzywdzila swoim pojawieniem sie w jego zyciu
