oportunizm - konformizm, ugodowość, rezygnacja z zasad dla doraźnych korzyści; reformizm, uchylanie się od walki (rewolucyjnej, klasowej).
Etym. - łac. oportūnus 'dosł. (wiatr wiejący) w kierunku portu; przychylny; korzystny; wygodny' od ob portum (veniens) '(przychodzący) do portu'; ob 'do; ku'; portus 'port'.
Ostatnie różne doświadczenia w moim życiu skłoniły mnie do zastanowienia się nad takim tematem...
Czy jestesmy oportunistami w życiu codziennym, emocjonalnym, uczuciowym.. czy dla własnej wygody (psychicznej) stajemy się ugodowcami, zamykamy się na dyskusję przyznając rację "dla świetego spokoju". Czy w kontaktach z partnerem w "niewygodnych sytuacjach" uciekamy od tematu, zmykamy przed nosem drzwi, żeby mieć tylko spokój, żeby nie musieć mierzyć sie z innym zdaniem? Czy, nauczeni wswzechobecnym konformizmem, przenosimy te zachowania na grunt emocjonalny, uczuciowy, czesem seksualny? Jak silny w nas bywa tzw. "kregosłup moralno-etyczny"? Ile w tym jest "zaszczepionych wartości, a ile własnych postanowień i przemyśleń? Czy stajemy się "tworami", które dla zaspokojenia własnych, czasem najbardziej prymitywnych, czy fizjologicznych potrzeb/zachcianek są w stanie zdradzić, wyrzec sie czegoś, w co kiedyś, być może wierzyliśmy, co przysięgaliśmy, co jest jakimś kanonem/zasadą/normą?
No tak pokrótce się zapytam..
Uczuciowy oportunizm...
Moderator: modTeam
- Black007_pl
- Uzależniony

- Posty: 334
- Rejestracja: 27 lut 2006, 09:27
- Skąd: Gliwice
- Płeć:
Ja osobiście nie odbieram się jako konformisty - staram się mieć swoje zdanie i go bronić w każdej dziedzinie życia - zbuyt długo walczyłem o to prawo, aby teraz z niego rezygnować
.
Pozdrawiam.
Pozdrawiam.
"I save all the bullets from ignorant minds
Your insults get stuck in my teeth as they grind
Way past good taste, on our way to bad omens
I decrease, while my symptoms increase "
Your insults get stuck in my teeth as they grind
Way past good taste, on our way to bad omens
I decrease, while my symptoms increase "
A kto się odbiera? W każdym z nas to siedzi - w jednym bardziej, w drugiem mniej; tylko Matka Teresa była poza podejrzeniami.Black007_pl pisze:Ja osobiście nie odbieram się jako konformisty
A co, jeśli Twoje poglądy są komformistyczne? Nie mówię, że akutat T w o j e, ale generalnie rzecz biorąc często się to zdarza. Wielu ludzi nawet nie potrafi zdać sobie z tego sprawy.Black007_pl pisze:staram się mieć swoje zdanie i go bronić w każdej dziedzinie życia
A kończąc wątek - nie oszukujmy się; większość ludzi to skurczybyki, a już na pewno każdy był skurczybykiem w jakiejś jednej chwili swego istnienia. Nie żyjemy w idealnym świecie i nigdy nie będziemy żyć. Mamy tylko ten.
[ Dodano: 2006-08-30, 14:45 ]
Oczywyiście, a coś ty sobie niby myślał?RedX pisze:Czy jestesmy oportunistami w życiu codziennym, emocjonalnym, uczuciowym.. czy dla własnej wygody (psychicznej) stajemy się ugodowcami, zamykamy się na dyskusję przyznając rację "dla świetego spokoju". Czy w kontaktach z partnerem w "niewygodnych sytuacjach" uciekamy od tematu, zmykamy przed nosem drzwi, żeby mieć tylko spokój, żeby nie musieć mierzyć sie z innym zdaniem? Czy, nauczeni wswzechobecnym konformizmem, przenosimy te zachowania na grunt emocjonalny, uczuciowy, czesem seksualny? Jak silny w nas bywa tzw. "kregosłup moralno-etyczny"? Ile w tym jest "zaszczepionych wartości, a ile własnych postanowień i przemyśleń? Czy stajemy się "tworami", które dla zaspokojenia własnych, czasem najbardziej prymitywnych, czy fizjologicznych potrzeb/zachcianek są w stanie zdradzić, wyrzec sie czegoś, w co kiedyś, być może wierzyliśmy, co przysięgaliśmy, co jest jakimś kanonem/zasadą/normą?
No tak pokrótce się zapytam..
Szczecin Floating Garde 2050 Project.
RedX pisze:czy dla własnej wygody (psychicznej) stajemy się ugodowcami, zamykamy się na dyskusję przyznając rację "dla świetego spokoju".
Czasem tak, niekiedy nie trzeba wdawać się w większe dyskusje, bo do niczego dobrego nie prowadzą. Albo czasem dobrze jest też przyjąć rację tej drugiej osoby, mimo że jest odmienna od naszej. Jednak czy to nie jest zwyczajny kompromis? Raz jest Twoje na wierzchu a raz moje? Bo przecież bez sensu drzeć koty o głupstwa.
RedX pisze:Czy stajemy się "tworami", które dla zaspokojenia własnych, czasem najbardziej prymitywnych, czy fizjologicznych potrzeb/zachcianek są w stanie zdradzić, wyrzec sie czegoś, w co kiedyś, być może wierzyliśmy, co przysięgaliśmy, co jest jakimś kanonem/zasadą/normą?
Tylko krowa nei zmienia poglądów podobno. Jasne, że np. nie zabiję człowieka, aby przejąc jego stanowisko pracy, ale kiedyś uważałam, że seks tylko z prawdziwej miłości... dziś przyjmuję inne opcje. Poza tym cały świta jest inny. Rodzice wychowali nas tak a tak, ale realia są już całkiem inne. Albo się dostosujesz albo mogiła.
Są oczywiście jakieś fundamentalne zasady, których się trzymamy. Przy drobniejszych kwestiach wszystko może ulec zmianie. Możesz to nazywać jak chcesz.
Typowa wypowiedź komformistyamazonka pisze:Poza tym cały świta jest inny. Rodzice wychowali nas tak a tak, ale realia są już całkiem inne. Albo się dostosujesz albo mogiła.
A jak ktoś ktoś ma gdzieś realia tylko żyje po swojemu, choćby i miał na tym stracić, to już pewnie frajer. No nie?Szczecin Floating Garde 2050 Project.
- Hela Bertz
- Entuzjasta

- Posty: 107
- Rejestracja: 05 kwie 2006, 13:04
- Skąd: Kraków
- Płeć:
RedX pisze:Czy jestesmy oportunistami w życiu codziennym, emocjonalnym, uczuciowym
Ciężko tak obiektywnie siebie samego ocenić. Czesto czysto hipotetycznie mówimy "w takiej sytuacji na pewno zachowam się tak a tak". Gdy dana sytuacja nastąpi bywa różnie.
RedX pisze:zamykamy się na dyskusję przyznając rację "dla świetego spokoju"
Tylko w sytuacji, gdy rozmówca nie wykazuje chęci zrozumienia drugiej strony, gdy nie słucha, a bezmyślnie się upiera przy swoim.
RedX pisze:Czy w kontaktach z partnerem w "niewygodnych sytuacjach" uciekamy od tematu, zmykamy przed nosem drzwi, żeby mieć tylko spokój, żeby nie musieć mierzyć sie z innym zdaniem?
Nie, rozmawiamy, słuchamy (również krytyki własnej osoby), w zależności od "niewygodnej sytuacji" szukamy kompromisu bądź sznujemy cudze "inne zdanie".
RedX pisze:Czy, nauczeni wswzechobecnym konformizmem, przenosimy te zachowania na grunt emocjonalny, uczuciowy, czesem seksualny?
Nie.
RedX pisze:Jak silny w nas bywa tzw. "kregosłup moralno-etyczny"? Ile w tym jest "zaszczepionych wartości, a ile własnych postanowień i przemyśleń?
Bardzo silny. Nie da się wyliczyć:) Postanowienia i przemyślenia opierają się na "zaszczepionych wartościach" zgadzając się z nimi lub nie.
RedX pisze:Czy stajemy się "tworami", które dla zaspokojenia własnych, czasem najbardziej prymitywnych, czy fizjologicznych potrzeb/zachcianek są w stanie zdradzić, wyrzec sie czegoś, w co kiedyś, być może wierzyliśmy, co przysięgaliśmy, co jest jakimś kanonem/zasadą/normą?
Nie i żywię szczerą chęć i nadzieję, że tak się nie stanie, bo wtedy kac, ciągnący się kac moralny. A potem tylko taka jałowa egzystencja
PFC pisze:Typowa wypowiedź komformistyamazonka pisze:Poza tym cały świta jest inny. Rodzice wychowali nas tak a tak, ale realia są już całkiem inne. Albo się dostosujesz albo mogiła.A jak ktoś ktoś ma gdzieś realia tylko żyje po swojemu, choćby i miał na tym stracić, to już pewnie frajer. No nie?
Jak chcesz mi już cokolwiek wytykac to: konformizm a nie komformizm
A sam sobie odpowiedziałeś w zasadzie na pytanie... Jak się nie dostosuje to zazwyczaj straci. Tyle w tym temacie.
- Hela Bertz
- Entuzjasta

- Posty: 107
- Rejestracja: 05 kwie 2006, 13:04
- Skąd: Kraków
- Płeć:
Jest to forum o miłości i seksie, więc daruję sobie wywody jak to idzie chłopak na rozmowę o pracę w poważnej firmie w dresie, bo tak mu wygodnie i nie chce być posądzany o podążanie za tłumem. Ale takich przykładów "tematycznych" jest wiele i pojawiają się niemal co dzień na tym forum. "Moja dziewczyna nie chce mi zrobić loda, nie zaprasza mnie do siebie" i takie tam. Przecież takie podsuwanie pomysłów jak zrobić, aby jednak ta dziewczynina tego loda chłopaczkowi zrobiła to nic innego jak staranie się naginania jej zasad. Często gęsto moza przeczytać: "Rzuć ją, skoro Ci dziś nie bierze do buzi to jaka z niej kochanka". Korona jej z głowy nie spadnie jak od czasu do czasu się przełamie a może uniknie dzięi temu skoków w bok, bo skoro będize zadowolony w domu to nie będize szukał wrażeń gdzie indziej.
I ja tu nie mówię, że zawsze trzeba naginać swoje zasady, bo to jedyna droga to uzyskania tego czego się chce. Wszelkie skrajności są złe. Trzeba znaleźć złoty środek.
I ja tu nie mówię, że zawsze trzeba naginać swoje zasady, bo to jedyna droga to uzyskania tego czego się chce. Wszelkie skrajności są złe. Trzeba znaleźć złoty środek.
- Hela Bertz
- Entuzjasta

- Posty: 107
- Rejestracja: 05 kwie 2006, 13:04
- Skąd: Kraków
- Płeć:
amazonka pisze:Trzeba znaleźć złoty środek
Zawsze to powtarzam. Ale złoty środek nie jest tym samym co naginanie zasad. Złoty środek-ot taki sobie kompromis, po którym nie ma się uczucia, że coś się robi wbrew sobie albo, że się jest moralnie zepsutym, bo nagięcie zasad nie sprawiło problemu.
a
to jest to zwykła niestosownośćamazonka pisze:jak to idzie chłopak na rozmowę o pracę w poważnej firmie w dresie
Ja to obserwuje szczegolnie u kobiet. Ale nie dlatego, ze one w tym przoduja, a dlatego, ze zwykle wnikliwiej je obserwuje, bo sa ciekawsze
Kobiety sa tego po prostu uczone od dziecka. Od zawsze sie im klepie, zeby uwazaly przy wyborze meza, ze milosc jest mniej wazna od tego, zeby miec partnera odpowiedzialnego, madrego, bogatego. A milosc przyjdzie pozniej. Tak sie nadal mowi, moze nie tak prosto jak kiedys, moze sie to w ladniejsze slowka ubiera, ale jednak. Seks dla kobiety tez nie nie powinien byc wazny. Mowienie publiczne o swoich potrzebach, o tym, ze maz jest kiepski w lozku, jest nadal postrzegane jako wyuzdanie. Nikt nie usprawiedliwi zdradajacej kobiety tylko tym, ze w lozku z mezem bylo kiepsko. Ona musi sie nagiac, bo dzieci, dom, jej uczucia sa niewazne. I mowi sie "taki juz los kobiety". A jak juz ma male dziecko, a z mezem sie rozstala, to juz w ogole nie ma prawa do milosci, uczuc. Dziecko zostawia z babcia i na weekend z facetem wyjezdza? Skandal! Powinna w domu siedziec wyrodna matka.
I dlatego wiele kobiet tak robi. Zapomina o swoich uczuciach, potrzebach, przestaje byc istota seksualna. Zeby nie isc pod prad, zeby nie byc napietnowana jako rozwiazla, zla matka, wyuzdana kobieta co mysli tylko o jednym i sie puszcza.
Swietnie zmienia to internet. Bo kobiety moga tu mowic glosno o swoich potrzebach, bo nie zai sie za rogiem sasiadka, ktora tylek za plecami obrobi. Ale to tylko namiastka.
Mezczyzni sa bardziej uczeni, ze wazne jest bycie w zgodzie ze soba, ze warto walczyc o swoje, rowniez w uczuciach, potrzebach psychicznych.
Kobiety sa tego po prostu uczone od dziecka. Od zawsze sie im klepie, zeby uwazaly przy wyborze meza, ze milosc jest mniej wazna od tego, zeby miec partnera odpowiedzialnego, madrego, bogatego. A milosc przyjdzie pozniej. Tak sie nadal mowi, moze nie tak prosto jak kiedys, moze sie to w ladniejsze slowka ubiera, ale jednak. Seks dla kobiety tez nie nie powinien byc wazny. Mowienie publiczne o swoich potrzebach, o tym, ze maz jest kiepski w lozku, jest nadal postrzegane jako wyuzdanie. Nikt nie usprawiedliwi zdradajacej kobiety tylko tym, ze w lozku z mezem bylo kiepsko. Ona musi sie nagiac, bo dzieci, dom, jej uczucia sa niewazne. I mowi sie "taki juz los kobiety". A jak juz ma male dziecko, a z mezem sie rozstala, to juz w ogole nie ma prawa do milosci, uczuc. Dziecko zostawia z babcia i na weekend z facetem wyjezdza? Skandal! Powinna w domu siedziec wyrodna matka.
I dlatego wiele kobiet tak robi. Zapomina o swoich uczuciach, potrzebach, przestaje byc istota seksualna. Zeby nie isc pod prad, zeby nie byc napietnowana jako rozwiazla, zla matka, wyuzdana kobieta co mysli tylko o jednym i sie puszcza.
Swietnie zmienia to internet. Bo kobiety moga tu mowic glosno o swoich potrzebach, bo nie zai sie za rogiem sasiadka, ktora tylek za plecami obrobi. Ale to tylko namiastka.
Mezczyzni sa bardziej uczeni, ze wazne jest bycie w zgodzie ze soba, ze warto walczyc o swoje, rowniez w uczuciach, potrzebach psychicznych.
"a miłość tylko jedną można wszędzie spotkać
przed grzechem i po grzechu zostaje ta sama"
przed grzechem i po grzechu zostaje ta sama"
o, ja wręcz przeciwnie - drążę temat, żeby rozwiązać problem nawet jak go nie maRedX pisze:Czy w kontaktach z partnerem w "niewygodnych sytuacjach" uciekamy od tematu,
pan nie jest moim pasterzem
a niczego mi nie brak
nie przynależę i nie wierzę
i chociaż idę ciemną doliną
zła się nie ulęknę i nie klęknę.
a niczego mi nie brak
nie przynależę i nie wierzę
i chociaż idę ciemną doliną
zła się nie ulęknę i nie klęknę.
RedX pisze:Czy, nauczeni wswzechobecnym konformizmem
Że hę?
Kto się nauczył, ten nauczył. Ale pytasz prawie personalnie, to Ci odpowiem: nikt mnie niczego w te klocki życia nie nauczył, bo nie miał kto. Owszem, wzorce były, ale to tylko z obserwacji. Reszta u mnie to hand-make.
RedX pisze:czy dla własnej wygody (psychicznej) stajemy się ugodowcami, zamykamy się na dyskusję przyznając rację "dla świetego spokoju".
Piszesz o "spuszczeniu uszu", czy o zwykłym-niezwykłym KOMPROMISIE w związku?
... bo związek ma to do siebie, że bez tego ani rusz. (ale to chyba wiesz)
RedX pisze:No tak pokrótce się zapytam..
O co pytasz?
KOCHAJ...i rób co chcesz!
Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 738 gości

