Uczuciowy oportunizm...
: 30 sie 2006, 10:25
oportunizm - konformizm, ugodowość, rezygnacja z zasad dla doraźnych korzyści; reformizm, uchylanie się od walki (rewolucyjnej, klasowej).
Etym. - łac. oportūnus 'dosł. (wiatr wiejący) w kierunku portu; przychylny; korzystny; wygodny' od ob portum (veniens) '(przychodzący) do portu'; ob 'do; ku'; portus 'port'.
Ostatnie różne doświadczenia w moim życiu skłoniły mnie do zastanowienia się nad takim tematem...
Czy jestesmy oportunistami w życiu codziennym, emocjonalnym, uczuciowym.. czy dla własnej wygody (psychicznej) stajemy się ugodowcami, zamykamy się na dyskusję przyznając rację "dla świetego spokoju". Czy w kontaktach z partnerem w "niewygodnych sytuacjach" uciekamy od tematu, zmykamy przed nosem drzwi, żeby mieć tylko spokój, żeby nie musieć mierzyć sie z innym zdaniem? Czy, nauczeni wswzechobecnym konformizmem, przenosimy te zachowania na grunt emocjonalny, uczuciowy, czesem seksualny? Jak silny w nas bywa tzw. "kregosłup moralno-etyczny"? Ile w tym jest "zaszczepionych wartości, a ile własnych postanowień i przemyśleń? Czy stajemy się "tworami", które dla zaspokojenia własnych, czasem najbardziej prymitywnych, czy fizjologicznych potrzeb/zachcianek są w stanie zdradzić, wyrzec sie czegoś, w co kiedyś, być może wierzyliśmy, co przysięgaliśmy, co jest jakimś kanonem/zasadą/normą?
No tak pokrótce się zapytam..
Etym. - łac. oportūnus 'dosł. (wiatr wiejący) w kierunku portu; przychylny; korzystny; wygodny' od ob portum (veniens) '(przychodzący) do portu'; ob 'do; ku'; portus 'port'.
Ostatnie różne doświadczenia w moim życiu skłoniły mnie do zastanowienia się nad takim tematem...
Czy jestesmy oportunistami w życiu codziennym, emocjonalnym, uczuciowym.. czy dla własnej wygody (psychicznej) stajemy się ugodowcami, zamykamy się na dyskusję przyznając rację "dla świetego spokoju". Czy w kontaktach z partnerem w "niewygodnych sytuacjach" uciekamy od tematu, zmykamy przed nosem drzwi, żeby mieć tylko spokój, żeby nie musieć mierzyć sie z innym zdaniem? Czy, nauczeni wswzechobecnym konformizmem, przenosimy te zachowania na grunt emocjonalny, uczuciowy, czesem seksualny? Jak silny w nas bywa tzw. "kregosłup moralno-etyczny"? Ile w tym jest "zaszczepionych wartości, a ile własnych postanowień i przemyśleń? Czy stajemy się "tworami", które dla zaspokojenia własnych, czasem najbardziej prymitywnych, czy fizjologicznych potrzeb/zachcianek są w stanie zdradzić, wyrzec sie czegoś, w co kiedyś, być może wierzyliśmy, co przysięgaliśmy, co jest jakimś kanonem/zasadą/normą?
No tak pokrótce się zapytam..
A jak ktoś ktoś ma gdzieś realia tylko żyje po swojemu, choćby i miał na tym stracić, to już pewnie frajer. No nie?