agnieszka.com.pl • Uczuciowy oportunizm...
Strona 1 z 1

Uczuciowy oportunizm...

: 30 sie 2006, 10:25
autor: RedX
oportunizm - konformizm, ugodowość, rezygnacja z zasad dla doraźnych korzyści; reformizm, uchylanie się od walki (rewolucyjnej, klasowej).
Etym. - łac. oportūnus 'dosł. (wiatr wiejący) w kierunku portu; przychylny; korzystny; wygodny' od ob portum (veniens) '(przychodzący) do portu'; ob 'do; ku'; portus 'port'
.


Ostatnie różne doświadczenia w moim życiu skłoniły mnie do zastanowienia się nad takim tematem...

Czy jestesmy oportunistami w życiu codziennym, emocjonalnym, uczuciowym.. czy dla własnej wygody (psychicznej) stajemy się ugodowcami, zamykamy się na dyskusję przyznając rację "dla świetego spokoju". Czy w kontaktach z partnerem w "niewygodnych sytuacjach" uciekamy od tematu, zmykamy przed nosem drzwi, żeby mieć tylko spokój, żeby nie musieć mierzyć sie z innym zdaniem? Czy, nauczeni wswzechobecnym konformizmem, przenosimy te zachowania na grunt emocjonalny, uczuciowy, czesem seksualny? Jak silny w nas bywa tzw. "kregosłup moralno-etyczny"? Ile w tym jest "zaszczepionych wartości, a ile własnych postanowień i przemyśleń? Czy stajemy się "tworami", które dla zaspokojenia własnych, czasem najbardziej prymitywnych, czy fizjologicznych potrzeb/zachcianek są w stanie zdradzić, wyrzec sie czegoś, w co kiedyś, być może wierzyliśmy, co przysięgaliśmy, co jest jakimś kanonem/zasadą/normą?
No tak pokrótce się zapytam..

: 30 sie 2006, 13:11
autor: Black007_pl
Ja osobiście nie odbieram się jako konformisty - staram się mieć swoje zdanie i go bronić w każdej dziedzinie życia - zbuyt długo walczyłem o to prawo, aby teraz z niego rezygnować :).

Pozdrawiam.

: 30 sie 2006, 14:43
autor: PFC
Black007_pl pisze:Ja osobiście nie odbieram się jako konformisty
A kto się odbiera? W każdym z nas to siedzi - w jednym bardziej, w drugiem mniej; tylko Matka Teresa była poza podejrzeniami.

Black007_pl pisze:staram się mieć swoje zdanie i go bronić w każdej dziedzinie życia
A co, jeśli Twoje poglądy są komformistyczne? Nie mówię, że akutat T w o j e, ale generalnie rzecz biorąc często się to zdarza. Wielu ludzi nawet nie potrafi zdać sobie z tego sprawy.

A kończąc wątek - nie oszukujmy się; większość ludzi to skurczybyki, a już na pewno każdy był skurczybykiem w jakiejś jednej chwili swego istnienia. Nie żyjemy w idealnym świecie i nigdy nie będziemy żyć. Mamy tylko ten.

[ Dodano: 2006-08-30, 14:45 ]
RedX pisze:Czy jestesmy oportunistami w życiu codziennym, emocjonalnym, uczuciowym.. czy dla własnej wygody (psychicznej) stajemy się ugodowcami, zamykamy się na dyskusję przyznając rację "dla świetego spokoju". Czy w kontaktach z partnerem w "niewygodnych sytuacjach" uciekamy od tematu, zmykamy przed nosem drzwi, żeby mieć tylko spokój, żeby nie musieć mierzyć sie z innym zdaniem? Czy, nauczeni wswzechobecnym konformizmem, przenosimy te zachowania na grunt emocjonalny, uczuciowy, czesem seksualny? Jak silny w nas bywa tzw. "kregosłup moralno-etyczny"? Ile w tym jest "zaszczepionych wartości, a ile własnych postanowień i przemyśleń? Czy stajemy się "tworami", które dla zaspokojenia własnych, czasem najbardziej prymitywnych, czy fizjologicznych potrzeb/zachcianek są w stanie zdradzić, wyrzec sie czegoś, w co kiedyś, być może wierzyliśmy, co przysięgaliśmy, co jest jakimś kanonem/zasadą/normą?
No tak pokrótce się zapytam..
Oczywyiście, a coś ty sobie niby myślał?

: 30 sie 2006, 14:46
autor: amazonka
RedX pisze:czy dla własnej wygody (psychicznej) stajemy się ugodowcami, zamykamy się na dyskusję przyznając rację "dla świetego spokoju".

Czasem tak, niekiedy nie trzeba wdawać się w większe dyskusje, bo do niczego dobrego nie prowadzą. Albo czasem dobrze jest też przyjąć rację tej drugiej osoby, mimo że jest odmienna od naszej. Jednak czy to nie jest zwyczajny kompromis? Raz jest Twoje na wierzchu a raz moje? Bo przecież bez sensu drzeć koty o głupstwa.

RedX pisze:Czy stajemy się "tworami", które dla zaspokojenia własnych, czasem najbardziej prymitywnych, czy fizjologicznych potrzeb/zachcianek są w stanie zdradzić, wyrzec sie czegoś, w co kiedyś, być może wierzyliśmy, co przysięgaliśmy, co jest jakimś kanonem/zasadą/normą?

Tylko krowa nei zmienia poglądów podobno. Jasne, że np. nie zabiję człowieka, aby przejąc jego stanowisko pracy, ale kiedyś uważałam, że seks tylko z prawdziwej miłości... dziś przyjmuję inne opcje. Poza tym cały świta jest inny. Rodzice wychowali nas tak a tak, ale realia są już całkiem inne. Albo się dostosujesz albo mogiła.

Są oczywiście jakieś fundamentalne zasady, których się trzymamy. Przy drobniejszych kwestiach wszystko może ulec zmianie. Możesz to nazywać jak chcesz.

: 30 sie 2006, 14:52
autor: PFC
amazonka pisze:Poza tym cały świta jest inny. Rodzice wychowali nas tak a tak, ale realia są już całkiem inne. Albo się dostosujesz albo mogiła.
Typowa wypowiedź komformisty <diabel> A jak ktoś ktoś ma gdzieś realia tylko żyje po swojemu, choćby i miał na tym stracić, to już pewnie frajer. No nie?

: 30 sie 2006, 15:51
autor: Hela Bertz
RedX pisze:Czy jestesmy oportunistami w życiu codziennym, emocjonalnym, uczuciowym

Ciężko tak obiektywnie siebie samego ocenić. Czesto czysto hipotetycznie mówimy "w takiej sytuacji na pewno zachowam się tak a tak". Gdy dana sytuacja nastąpi bywa różnie.

RedX pisze:zamykamy się na dyskusję przyznając rację "dla świetego spokoju"

Tylko w sytuacji, gdy rozmówca nie wykazuje chęci zrozumienia drugiej strony, gdy nie słucha, a bezmyślnie się upiera przy swoim.

RedX pisze:Czy w kontaktach z partnerem w "niewygodnych sytuacjach" uciekamy od tematu, zmykamy przed nosem drzwi, żeby mieć tylko spokój, żeby nie musieć mierzyć sie z innym zdaniem?

Nie, rozmawiamy, słuchamy (również krytyki własnej osoby), w zależności od "niewygodnej sytuacji" szukamy kompromisu bądź sznujemy cudze "inne zdanie".

RedX pisze:Czy, nauczeni wswzechobecnym konformizmem, przenosimy te zachowania na grunt emocjonalny, uczuciowy, czesem seksualny?

Nie.

RedX pisze:Jak silny w nas bywa tzw. "kregosłup moralno-etyczny"? Ile w tym jest "zaszczepionych wartości, a ile własnych postanowień i przemyśleń?

Bardzo silny. Nie da się wyliczyć:) Postanowienia i przemyślenia opierają się na "zaszczepionych wartościach" zgadzając się z nimi lub nie.

RedX pisze:Czy stajemy się "tworami", które dla zaspokojenia własnych, czasem najbardziej prymitywnych, czy fizjologicznych potrzeb/zachcianek są w stanie zdradzić, wyrzec sie czegoś, w co kiedyś, być może wierzyliśmy, co przysięgaliśmy, co jest jakimś kanonem/zasadą/normą?

Nie i żywię szczerą chęć i nadzieję, że tak się nie stanie, bo wtedy kac, ciągnący się kac moralny. A potem tylko taka jałowa egzystencja

: 30 sie 2006, 23:14
autor: amazonka
PFC pisze:
amazonka pisze:Poza tym cały świta jest inny. Rodzice wychowali nas tak a tak, ale realia są już całkiem inne. Albo się dostosujesz albo mogiła.
Typowa wypowiedź komformisty <diabel> A jak ktoś ktoś ma gdzieś realia tylko żyje po swojemu, choćby i miał na tym stracić, to już pewnie frajer. No nie?


Jak chcesz mi już cokolwiek wytykac to: konformizm a nie komformizm <diabel>

A sam sobie odpowiedziałeś w zasadzie na pytanie... Jak się nie dostosuje to zazwyczaj straci. Tyle w tym temacie.

: 31 sie 2006, 12:05
autor: Hela Bertz
amazonka pisze:Jak się nie dostosuje to zazwyczaj straci


Ale co straci? Pewnie zyska, ale jakim kosztem? Czy dostosowanie "moralnych zasad" do okoliczności jest ok? Może jestem naiwna i staroświecka, może nie zyskam aż tyle, ale nie lubię naginać zasad do okoliczności.

: 31 sie 2006, 12:21
autor: amazonka
Jest to forum o miłości i seksie, więc daruję sobie wywody jak to idzie chłopak na rozmowę o pracę w poważnej firmie w dresie, bo tak mu wygodnie i nie chce być posądzany o podążanie za tłumem. Ale takich przykładów "tematycznych" jest wiele i pojawiają się niemal co dzień na tym forum. "Moja dziewczyna nie chce mi zrobić loda, nie zaprasza mnie do siebie" i takie tam. Przecież takie podsuwanie pomysłów jak zrobić, aby jednak ta dziewczynina tego loda chłopaczkowi zrobiła to nic innego jak staranie się naginania jej zasad. Często gęsto moza przeczytać: "Rzuć ją, skoro Ci dziś nie bierze do buzi to jaka z niej kochanka". Korona jej z głowy nie spadnie jak od czasu do czasu się przełamie a może uniknie dzięi temu skoków w bok, bo skoro będize zadowolony w domu to nie będize szukał wrażeń gdzie indziej.

I ja tu nie mówię, że zawsze trzeba naginać swoje zasady, bo to jedyna droga to uzyskania tego czego się chce. Wszelkie skrajności są złe. Trzeba znaleźć złoty środek.

: 31 sie 2006, 12:38
autor: Hela Bertz
amazonka pisze:Trzeba znaleźć złoty środek


Zawsze to powtarzam. Ale złoty środek nie jest tym samym co naginanie zasad. Złoty środek-ot taki sobie kompromis, po którym nie ma się uczucia, że coś się robi wbrew sobie albo, że się jest moralnie zepsutym, bo nagięcie zasad nie sprawiło problemu.

a
amazonka pisze:jak to idzie chłopak na rozmowę o pracę w poważnej firmie w dresie
to jest to zwykła niestosowność

: 01 wrz 2006, 14:08
autor: RedX
Przykladów życiowego oportunizmu można mnożyć w nieskończoność, ja starałem się ograniczyć stricte do sfer emocjonalnych. Dzieki za Wasze zdanie.. oczywiście nie zamykam tematu, bo może ktoś jeszcze będzie chciał się wypowiedzieć.. :D
Pozdrawiam

: 01 wrz 2006, 15:36
autor: Miltonia
Ja to obserwuje szczegolnie u kobiet. Ale nie dlatego, ze one w tym przoduja, a dlatego, ze zwykle wnikliwiej je obserwuje, bo sa ciekawsze <diabel>
Kobiety sa tego po prostu uczone od dziecka. Od zawsze sie im klepie, zeby uwazaly przy wyborze meza, ze milosc jest mniej wazna od tego, zeby miec partnera odpowiedzialnego, madrego, bogatego. A milosc przyjdzie pozniej. Tak sie nadal mowi, moze nie tak prosto jak kiedys, moze sie to w ladniejsze slowka ubiera, ale jednak. Seks dla kobiety tez nie nie powinien byc wazny. Mowienie publiczne o swoich potrzebach, o tym, ze maz jest kiepski w lozku, jest nadal postrzegane jako wyuzdanie. Nikt nie usprawiedliwi zdradajacej kobiety tylko tym, ze w lozku z mezem bylo kiepsko. Ona musi sie nagiac, bo dzieci, dom, jej uczucia sa niewazne. I mowi sie "taki juz los kobiety". A jak juz ma male dziecko, a z mezem sie rozstala, to juz w ogole nie ma prawa do milosci, uczuc. Dziecko zostawia z babcia i na weekend z facetem wyjezdza? Skandal! Powinna w domu siedziec wyrodna matka.
I dlatego wiele kobiet tak robi. Zapomina o swoich uczuciach, potrzebach, przestaje byc istota seksualna. Zeby nie isc pod prad, zeby nie byc napietnowana jako rozwiazla, zla matka, wyuzdana kobieta co mysli tylko o jednym i sie puszcza.
Swietnie zmienia to internet. Bo kobiety moga tu mowic glosno o swoich potrzebach, bo nie zai sie za rogiem sasiadka, ktora tylek za plecami obrobi. Ale to tylko namiastka.
Mezczyzni sa bardziej uczeni, ze wazne jest bycie w zgodzie ze soba, ze warto walczyc o swoje, rowniez w uczuciach, potrzebach psychicznych.

: 01 wrz 2006, 21:30
autor: lollirot
RedX pisze:Czy w kontaktach z partnerem w "niewygodnych sytuacjach" uciekamy od tematu,
o, ja wręcz przeciwnie - drążę temat, żeby rozwiązać problem nawet jak go nie ma :D

: 01 wrz 2006, 22:42
autor: Mysiorek
RedX pisze:Czy, nauczeni wswzechobecnym konformizmem

Że hę?
Kto się nauczył, ten nauczył. Ale pytasz prawie personalnie, to Ci odpowiem: nikt mnie niczego w te klocki życia nie nauczył, bo nie miał kto. Owszem, wzorce były, ale to tylko z obserwacji. Reszta u mnie to hand-make.
RedX pisze:czy dla własnej wygody (psychicznej) stajemy się ugodowcami, zamykamy się na dyskusję przyznając rację "dla świetego spokoju".

Piszesz o "spuszczeniu uszu", czy o zwykłym-niezwykłym KOMPROMISIE w związku?
... bo związek ma to do siebie, że bez tego ani rusz. (ale to chyba wiesz)
RedX pisze:No tak pokrótce się zapytam..

O co pytasz?