agnieszka.com.pl • pewność czy pozorny kredyt zaufania? :)
Strona 1 z 2

pewność czy pozorny kredyt zaufania? :)

: 11 gru 2006, 05:55
autor: Ted Bundy
Często rozmawiamy z kobietą o różnych hipotetycznych sytuacjach, hipotezach typu "co by było gdyby" itp rzeczach. Spieraliśmy się ostatnio o ciekawą tezę "nigdy nikogo nie będziesz w stu procentach pewny". Nawet w najbardziej udanym związku, nawet w idyllicznych warunkach, nawet przy obustronnym zagwarantowaniu poczucia ciepła,pewności i bezpieczeństwa istnieje promil procenta, iż jednej osobie może po prostu "odbić". Nie istotne, czy za kilka miesięcy, czy dziesięć lat. "Jak strzeli coś nagle i nie będzie w stanie do opanowania, ciężka sprawa" - powiedziała. Osobiście, jak się domyślacie, obalałem tą tezę fragment po fragmencie. Z drugiej strony, pontecjalne prawdopodobieństwo takiego zdarzenia rośnie, gdy ktoś, wchodząc w związek, był początkowo pełny frustracji i jak to się często mówił, "brał jak leci". Już rozwijam - gdy ktoś takiej osobie okazał zainteresowanie, na które druga strona tak bardzo czekała, tak bardzo tego oczekiwała, iż wmówiła sobie,że to "miłość",że z tą osobą chce spędzić dalsze życie, bo jest jej po prostu dobrze, bezpiecznie i spokojnie. I już nie szuka dalej, pławiąc się w "konformistycznym ciepełku" :) Tymczasem, za jakiś czas , w czasie potężnej kłótni, może to wypomnieć. I co wtedy? Ciekawe zagadnienia. Me zdanie na ten temat jest jasne - wmawianie sobie pozornego uczucia, to oszukiwanie swojego partnera i czyste gówniarstwo, krzywdzące drugą stronę. Nieważne, czy teraz, czy za n-lat. Nie sądzę, by ktoś rozsądny analizował i myślał by w taki właśnie sposób. "Udawał miłość". Albo to głupota, albo czyste wyrachowanie. Trzecia możliwość nie istnieje :)
Dwie ciekawe tezy. Co Wy o tym myślicie?

: 11 gru 2006, 06:30
autor: Maverick
Trzeba rozroznic to czy ktos komus ufa w 100% czy MOZE ufac lub POWINIEN ufac w 100%.
Bo moze byc ze ktos bedzie komus ufal w 100% a sie przejedzie. Osobiscie nie wykluczam sytuacji gdzie to 100% bedzie istniec. Nie w sensie ze ja bede komus ufal w 100% ale ze mu w 100% ufac moge. Jednak nawet jak kogos takiego spotkam to nie wiem czy zaufam w 100%. W zyciu jak na drodze - obowiazuje zasada ograniczonego zaufania. Trzeba miec swiadomosc ze wiele rzeczy sie moze stac. Pamietaj - strzezonego pan bog strzeze, badz przezorny zawsze zabezpieczony (powiedziala zakonnica zakladajac prezerwatywe na swieczke).

Mysior dobrze mi kiedys powiedzial, ze zwiazek to ja sam + ona. Teoretycznie to tworzy calosc nazwana my, ale nadal pozostaje jeszcze mniejsza jednostka - ja sam, ona sama. Trzeba ten niewielki dystansik zachowac, zeby podchodzic do wszelakich problemow zdroworozsadkowo. Zwlaszcza ze milosc nie jest slepa co niektorzy usiluja insynuowac.

: 11 gru 2006, 07:41
autor: ksiezycowka
TedBundy, nie ma 100% zaufania do nikogo [nawet siebie bo mi porzeca tez moze odbic] .
A udawanie uczucia to jakas glupota i przede wszystkim oszukiwanie nie partnera ale samego siebie.

: 11 gru 2006, 09:04
autor: amazonka
Na 100% to pewnym nie można być nikogo. Tak jak mówiła moon - siebie generalnie też nie.

I nie jest to wcale kwestia "udawanego uczucia". Wam się z dziewczyną chyba strasznie nudzi skoro wysnuwacie tak daleko idące tezy rodem z kosmosu troszkę chyba. Weź ją może na długi spacer zamiast dedukować czy gdyby Wam się tylko wydawało, że kochacie to ufać czy nie.

: 11 gru 2006, 09:49
autor: megane
Ja bym powiedziała, że są przypadki w których można na 100% zaufać. Jest jedno małe ale, nawet jeślmy jakiejś osoby pewni, to nigdy nie możemy być pewni zachowania otoczenia, co w jakiś sposób wpływa na powstanie tego 1 promila procenta nieufności do partnera.

A wmówienie sobie, że się kogoś kocha, żeby było jaknajwygodniej, spokojnie miło i sympatycznie to na dłuższą metę głupota, i nie może przetrwać.

: 11 gru 2006, 10:00
autor: Andrew
Po co komu ufac i w czym >? jesli ewentualnosci zaistniale tak naprawde niczego nie zmienia? (pisze o uczuciach ) w odniesieniu do osoby ukochanej .Zatem ja ufam , znam, potrafie przewidziec pewne ruchy , zachowania złe np. zdrada niczego nie zmienia , bedzie mi przykro , smutno , ale miłosci ona nie zabije , zas co nas nie zabije - wzmocni .Tyle, ze obie strony muszą byc "DOBRYMI LUDZMI" bez złosliwosci z wolą wybaczenia

Re: pewność czy pozorny kredyt zaufania? :)

: 11 gru 2006, 10:19
autor: Yenna
TedBundy pisze:...gdy ktoś takiej osobie okazał zainteresowanie, na które druga strona tak bardzo czekała, tak bardzo tego oczekiwała, iż wmówiła sobie,że to "miłość",że z tą osobą chce spędzić dalsze życie, bo jest jej po prostu dobrze, bezpiecznie i spokojnie.


moze ludzie nie wmawiaja sobie milosci specjalnie. Po prostu sie myla. Myla milosc z poczuciem bezpieczenstwa, spokojem i plywaja sobie w "konformistycznym ciepelku" nieswiadomi.

: 11 gru 2006, 10:32
autor: Pegaz
Andrew pisze:Tyle, ze obie strony muszą byc "DOBRYMI LUDZMI" bez złosliwosci z wolą wybaczenia

I tego bym się trzymał..niektórzy nie muszą na siłe szukać czegoś nie tak..szukać braku zaufania..bo po co? Tadziu twoja kobita utrudnia sobie życie na własne życzenie...
:) i ty też ;)

: 11 gru 2006, 12:01
autor: Marissa
Andrew napisał "DOBRZY LUDZIE"... Ale jaka jest definicja dobrych ludzi?

: 11 gru 2006, 12:03
autor: pani_minister
TedBundy pisze:nigdy nikogo nie będziesz w stu procentach pewny

Dlaczego? Nikt mi nie broni przecież być naiwną :] Jak będę chciała, to będę ufac, a co :D
TedBundy pisze:Nawet w najbardziej udanym związku [...] istnieje promil procenta

A my o związku jako takim, czy o tym, jak bardzo ufasz? Bo prawdopodobieństwo wydarzenia nie musi pozostawać w większym związku z udzielonym kredytem zaufania. Probabilistyka nijak się ma do uczuć :) Co z tego, że zdrowy (i podejrzliwy) rozsądek wyliczy Ci, że kobieta (mężczyzna) z pięcioprocentowym prawdopodobieństwem Cię zdradzi, a z 3-procentowym prawdopobieństwem zrobi to więcej niż raz? Będziesz tym procentowym ułamkiem zatruwał 97-procentowy spokój pewności? Śmiem twierdzić, że nawet tak znikoma możliwość teoretyczna, raz rozgościwszy się w łepetynie, zaczyna pęcznieć i z biegiem czasu sprawiać wrażenie, że to nie 3, lecz 30 procent. Wolę nie wpuszczać jej w ogóle, niech sobie zdycha z głodu poza progami mojego umysłu :]

: 11 gru 2006, 15:00
autor: Miltonia
Oj Tedziu, te rozwazania Ci sie zmienia w miare dlugosci trwania zwiazku :)

Sa tu dwie rezczy o ktorych mowisz. Zaufanie i udawanie uczuc. Czy jestes pewien w 100% jak zachowasz sie w kazdej sytuacji? Nigdy siebie nie zaskoczyles? Nigdy swiat Cie nie zaskoczyl? Nigdy sobie nie wypominasz, ze cos mogles zrobic inaczej, nie rozwazasz tego? Jesli nie, to bardzo to dziwne, to jestes nieczlowiekiem. Nie przewidzisz wszystkiego, nie przygotujesz na wszystko i to jest wlasnie piekne.

Udawanie. Moze nam sie wydawac, ze kogos kochamy. Ale dla nas samych to prawda, jestesmy o tym przekonani, choc dopiero czas, proby, jakies zmiany w zyciu naszym i partnera pokaza cos innego. I co, zawsze to bylo klamstwo? Nie. I nie bylo to tez przemyslane, ukartowane, ze biore ta a nie inna z braku laku.
Tak to juz z czlowiekiem jest, ze nie jest taki prosty jak Ci sie czasami wydaje. Ze moze blednie odczytywac siebie i swoje uczucia, ze siebie poznaje cale zycie. Ale nie ma to nic wspolnego z glupota i klamstwem.

Czyzbys sie zastanawial, czy ta pierwsza starczy Ci na zawsze? Wieksze szanse ze nie niz ze tak. Dlaczego? Wlasnie dlatego, ze im dalej w las, tym lepiej siebie znamy, lepiej odczytujemy swoje emocje, lepiej przewidujemy zachowanie, bo wiecej sprawdzilismy siebie i swiat. Ale nie wszystko przeciez.

: 11 gru 2006, 18:13
autor: Ted Bundy
moon pisze:nie ma 100% zaufania do nikogo [nawet siebie bo mi porzeca tez moze odbic] .


słusznie, ale nie do końca. Może odbić, fakt. Ale jednocześnie swoje "obicie" i wykrzywienie czasami powoduje stan, jakbym sam siebie w tym momencie zdradził i sam sobie dał w mordę :] Odbieg od normy - jak najbardziej. Naruszenie "kręgosłupa" - nie ma takiej możliwości.

amazonka pisze:Wam się z dziewczyną chyba strasznie nudzi skoro wysnuwacie tak daleko idące tezy rodem z kosmosu troszkę chyba. Weź ją może na długi spacer zamiast dedukować czy gdyby Wam się tylko wydawało, że kochacie to ufać czy nie.


to było podczas długiego spaceru <diabel> Zupełnie nam się nie nudzi :) Nie takie tematy poruszaliśmy

Ja bym powiedziała, że są przypadki w których można na 100% zaufać.


też się zgodzę. Wówczas druga strona, naruszając takie zaufanie, popełnia straszne sku.rwysyństwo. Ale też te szanse na "numer" można zminimalizować do promila, przeprowadzając w fazie początkowej dobrą selekcję, cały czas pamiętając o koronnej zasadzie 70-30 :]

Miltonia pisze:Nie przewidzisz wszystkiego, nie przygotujesz na wszystko i to jest wlasnie piekne.


i niebezpieczne :)

Miltonia pisze:Moze nam sie wydawac, ze kogos kochamy. Ale dla nas samych to prawda, jestesmy o tym przekonani, choc dopiero czas, proby, jakies zmiany w zyciu naszym i partnera pokaza cos innego. I co, zawsze to bylo klamstwo? Nie.


a cóż innego, niż robienie w wała drugiej osoby i pefidia? :)

Miltonia pisze:Czyzbys sie zastanawial, czy ta pierwsza starczy Ci na zawsze?


nie, bo nie ja ten temat wywołałem :) Taka obustronna wymiana hipotez i wyciąganie z wniosków, czysty sandbox
Nie potrzebuję żadnej innej, bo i po co?

: 11 gru 2006, 18:37
autor: Imperator
Zostałem uczulony na to, żebym zawsze z rezerwą brał to co się wydaje takie wieczne, nierozerwalne i cudowne. Wszystko się zmienia - jak mawia nasz forumowy wieszcz Andrzej (Mickiewicz :? <hahaha> ). I to prawda. Jeszcze rok temu gotów byłem przysiąc, że spędzę całe życie z kobietą, którą kocham, a raptem 2 dni zerwałem z nią. :(

I tak jak Ted powiedział -
TedBundy pisze:druga strona, naruszając takie zaufanie, popełnia straszne sku.rwysyństwo

I czuję się taką oschłą censored (cyt. Tanebo <browar>) właśnie przez to. Bo przecież takie piękne ideały mieliśmy. No tak, ale ideały nie nakarmią i nie dadzą schronienia przed deszczem. :|

Może właśnie nie dając się uwieść tym marzeniom o wiecznej miłości uda się w końcu taką utrzymać do końca swoich dni...

: 11 gru 2006, 18:59
autor: natasza
"Nigdy nie mów nigdy."
Życie bywa przewrotne, los figlarny, więc do wszystkiego trzeba podchodzić z dystansem. O ile jestem idealistką, o tyle zdaję sobie sprawę, że kamień może spaść zewsząd i o każdej porze. Nutka racjonalizmu w miłości nie zaszkodzi.

: 11 gru 2006, 19:02
autor: Ted Bundy
jestem racjonalny do bólu i łbem chmur nie rozganiam :) Po prostu, budujemy, panie, budujemy! Z głową i przyszłościowo. Tak, jak zawsze pragnąłem.

: 11 gru 2006, 19:08
autor: pani_minister
TedBundy pisze:Z głową i przyszłościowo.

...na pół gwizdka :P Nie szkoda Ci, Ted, tak zapobiegawczo podchodzić? Ani to miłość pełna, ani cierpienie potem prawdziwe, bo jak się za bardzo asekurujesz, to co prawda dupa potem mniej boli, gdy już po niej oberwiesz, ale też na początku sam z własnej woli pozbawiasz się dużej części przyjemności :]

: 11 gru 2006, 19:10
autor: Beggar
mhmmm czy mozna komus bezgranicznie ufac ?? chyba nie, w ludzkiej naturze lezy przeciez podejrzliwosc :P

: 11 gru 2006, 19:44
autor: ksiezycowka
TedBundy pisze:wykrzywienie czasami powoduje stan, jakbym sam siebie w tym momencie zdradził i sam sobie dał w mordę
Swoja droga bardzo nieprzyjemny :/
TedBundy pisze:Naruszenie "kręgosłupa" - nie ma takiej możliwości.
Roznie bywa. Tez sadze ze nie ale nigdy nie da sie przewidziec ani nawet wyobrazic pewnych sytuacji w chwilach szczescia.

: 11 gru 2006, 21:51
autor: Majka85
TedBundy pisze:wmawianie sobie pozornego uczucia, to oszukiwanie swojego partnera i czyste gówniarstwo, krzywdzące drugą stronę. Nieważne, czy teraz, czy za n-lat. Nie sądzę, by ktoś rozsądny analizował i myślał by w taki właśnie sposób. "Udawał miłość". Albo to głupota, albo czyste wyrachowanie. Trzecia możliwość nie istnieje
Dwie ciekawe tezy. Co Wy o tym myślicie?


To kiedy Twoim zdaniem pojawia sie miłość ? Tak od razu, na samym początku ? A jak nie kochał w momencie w którym się związywał to juz przewalone, "udaje miłość ", nic z tego nie będzie ? Ludzie związują się przeważnie z ludźmi, których nie kochają. Związują się z takimi, którzy im się podobają, którymi się fascynują albo z jakichkolwiek innych powodów. Miłości w pewnym sensie człowiek sie uczy przy drugim człowieku. To może i powinno potrwać długo.

: 11 gru 2006, 22:38
autor: Imperator
Jareczek pisze:mhmmm czy mozna komus bezgranicznie ufac ?? chyba nie, w ludzkiej naturze lezy przeciez podejrzliwosc


Nie. I nie.
Nie mozna bezgranicznie ufać. Gdzieś tam trzeba mieć światełko rezerwy, bo przecież jak ktoś każe skoczyć w przepaść, bo tak ma być lepiej, to chyba się go nie posłucha, nie?
No i podejrzliwość - po co to? Lepiej myśleć, że wszystko, co było takie piękne się może rozwalić. I dlatego właśnie należy korzystać z tego całymi garściami. Kochać, poświęcać się - a co! Najwyżej potem poboli. Taka już natura życia. Zima nadejść musi. Bez zimy cała natura jest rozstrojona.

: 12 gru 2006, 00:29
autor: Mysiorek
Imperator pisze:Kochać, poświęcać się - a co! Najwyżej potem poboli. Taka już natura życia. Zima nadejść musi. Bez zimy cała natura jest rozstrojona.

WoW! :)
pani_minister pisze:...na pół gwizdka Nie szkoda Ci, Ted, tak zapobiegawczo podchodzić?

No, naczytał się tu gurów forumowych, i ma ;P
pani_minister pisze:Ani to miłość pełna, ani cierpienie potem prawdziwe

Niom. Bo to życie! I wypadałoby je przeżyć pełnie, i miłością pełną lub cierpieniem pełnym. Wtedy się czuje życie.
Inaczej, to dalej onanizm - czyli robimy sami sobie dobrze, zawsze ;P
Imperator pisze:Nie mozna bezgranicznie ufać.

<mlotek> ... zależy komu i PO CO? :)

: 12 gru 2006, 07:51
autor: Mona
Mysiorek pisze:I wypadałoby je przeżyć pełnie, i miłością pełną lub cierpieniem pełnym.

O właśnie - dobrze napisałeś, że "lub", bo miłość jakoś nie kojarzy mi się z cierpieniem. Jednak tak właśnie jest, że niestety często te dwa skrajne sobie uczucia są ze sobą połączone. Może my, śmiertelnicy, po prostu nie wiemy tak naprawdę tego, co to jest miłość i dlatego nie potrafimy jej przeżywać jak należy :?

Co do głównego tematu, to ja skłaniam się bardziej ku pewnośći jednak, bo ja dziękuję za życie na kredycie zaufania. Pamiętając o tym, że nasz partner, to nasze lustro, to taki kredytowy związek niezbyt dobrze kojarzy mi się.

: 12 gru 2006, 07:56
autor: Pegaz
Jeśli para jest normalna to od początku do końca największym cierpieniem jest śmierć jednego z dwojga..pobudka ze świadomością że już nie razem..
A wszystkie inne problemy przy tym to pierdoły..szczególnie wyimaginowane spory o byle co.

: 12 gru 2006, 15:53
autor: Maverick
Andrew - zdrada nie zabije milosci? Zalezy jaka zdrada. Jak jakas byle fizyczna to nie. Bo to pikus. Gorzej jakby taka osoba np wygadywala Twoje tajemnice ktore moga Ci zaszkodzic. Czyli o wiele gorsza jest zdrada w innej materii niz seks. Seks to pikus. Nie warto sie nad nim zastanawiac.

Zwkazek to wzajemne budowanie relacji. Ale budowanie na 2 fundamentach: ja i ona. Na 2 roznych osobach. I problem nie pojawia sie gdy jedna z nich bedzie sie bzykac z kims spoza zwiazku lecz wtedy, kiedy swoim zachowaniem niszczy ona jeden z fundamentow - druga osobe. Najprostrzy przyklad to wyjawienie jakiejs tajemnicy, ale rzeczy moze byc wiele.

I nie wiem czy bylbym w stanie na tyle komus zaufac by powiedizec WSZYSTKO. Dac dostep do najglebszej czesci mnie, do tej czesci fundamentu ktora jest gleboko, gleboko pod ziemia odcieta od czynnikow zewnetrznych.

: 03 sty 2008, 02:09
autor: lollirot
księżycówka pisze:nie ma 100% zaufania do nikogo

Ja wolę obdarzyć partnera 100-procentowym zaufaniem i się przejechać, niż mieć namiastkę miłości. Zasadę ograniczonego zaufania stosuję do osób postronnych. Mojemu partnerowi ufam maksymalnie i oczekuję tego samego.

: 03 sty 2008, 04:25
autor: Mijka
"Decyzja oswojenia niesie ze sobą ryzyko łez" - postawiłabym na zaufanie i chciałabym, żeby ktoś zaufał mi w związku.

: 03 sty 2008, 08:05
autor: ksiezycowka
lollirot pisze:Ja wolę obdarzyć partnera 100-procentowym zaufaniem
Ja nie jestem nawet siebie samej w stanie. Naiwnoscia by bylo sadzic, ze partnera moge. Nie da sie bezgranicznie ufac. Ja obdarzyc moge 99% zaufaniem, ale 100% to nigdy nie osiagnie.

: 03 sty 2008, 15:00
autor: Nola
ja 100 - procentowym zaufaniem nie obdarzę nikogo, nawet swojego partnera. bezgraniczne zaufanie to dla mnie naiwność.

: 03 sty 2008, 22:44
autor: Sir Charles
A czym się różni zaufanie bezgraniczne od niemal bezgranicznego? Poprosiłbym jakiś przykład...


I jeszcze jedno - jak się pytam co się stało, a dziewczyna mówi że " NIC <foch>", to odpowiedź "przecież widzę" determinuje niepełność zaufania? Czy jak :>

: 03 sty 2008, 22:47
autor: Ted Bundy
ciekawa kwestia, że "samego siebie nie można być pewnym". W kontekście związku, oczywiście. Jeżeli nie samego siebie w tych relacjach, to kogo? :)