Z nacięciem czy bez?
: 14 sty 2005, 00:42
Nacięcia mają swoich przeciwników i zwolenników / Archiwum
Jedni uważają, że chroni to matkę i dziecko przed komplikacjami związanymi z porodem, dla innych nacinanie krocza jest niepotrzebnym okaleczaniem kobiety.
dr n. med. Ryszard Rutkowski, ginekolog położnik
Nacinanie krocza podczas porodu jest wyrazem dbałości lekarza o zdrowie kobiety i jej przychodzącego na świat dziecka. Ten prosty zabieg poszerza ujęcie pochwy, dziecko ma więc "ułatwione przejście" przez końcowy odcinek kanału rodnego, a poród trwa krócej. Główka dziecka jest mniej uciskana, co zmniejsza ryzyko wystąpienia u niego urazu mózgu. Nacięcie chroni też rodzącą kobietę przed samoistnym pęknięciem tkanek w okolicy krocza, co może prowadzić do uszkodzeń zwieracza odbytu i narządów moczowo-płciowych. W efekcie kobieta mogłaby mieć później problemy z utrzymaniem kału, gazów i moczu. Samoistne pęknięcie krocza owocuje też kłopotami ze współżyciem seksualnym. Jeśli pęknięcie to obejmie mięśnie przedsionka pochwy, kobieta będzie miała podczas stosunku uczucie "luzu", co i dla niej, i jej partnera może być przeszkodą w osiągnięciu satysfakcji seksualnej. Poza tym, lekarzowi łatwiej jest zeszyć i odtworzyć prawidłową budowę oraz funkcje krocza, gdy zostało podczas porodu nacięte, niż wtedy, gdy pękło ono samo w sposób niekontrolowany. Samoistne pęknięcia krocza goją się dłużej, bo częściej dochodzi w nich do rozmaitych zakażeń. Z uwagi na wymienione przykre konsekwencje samoistnego pękania krocza, większość autorytetów medycznych uważa, że przeprowadzanie porodów z tzw. ochroną krocza, bez jego nacinania, powinno być traktowane jako błąd w sztuce medycznej. Nacięcie krocza należy wykonywać zawsze u kobiet rodzących po raz pierwszy, przy porodach przedwczesnych, a także przy nietypowym ułożeniu dziecka (np. położeniu miednicowym).
Katarzyna Grzybowska położna, fundacja Rodzić po Ludzku
Nie ma powodu, by rutynowo nacinać krocze, gdyż ciało kobiety jest przystosowane do rodzenia, a tkanki krocza są elastyczne. Zabieg ten zaczęto wykonywać w latach dwudziestych XX wieku, gdy powszechna stała się pozycja leżąca w czasie porodu, która sprzyja samoistnemu pękaniu krocza. Tymczasem położna, posiadająca umiejętności ochrony krocza, może pomóc kobiecie w urodzeniu dziecka, bez potrzeby użycia skalpela. Ważna jest jednak pozycja rodzącej. Pozycje stojące sprzyjają ochronie krocza, można lepiej kontrolować parcie i tempo wyrzynania główki oraz przeprowadzać masaż krocza. Niewielkie pęknięcia śluzówki pochwy często nie wymagają szycia, goją się w ciągu kilku dni i nie powodują dyskomfortu. Jeśli dojdzie już do samoistnego pęknięcia krocza, jest ono zwykle płytkie i łatwo się goi, natomiast nacięcie zawsze narusza warstwę mięśni. Zabieg ten nie zabezpiecza też kobiety przed dalszym pękaniem krocza, a wręcz zwiększa jego prawdopodobieństwo.
Nie ma też dowodów na to, iż nacięcie krocza zapobiega późniejszemu nietrzymaniu moczu i wypadaniu narządów rodnych (w schorzeniach tych kluczową rolę odgrywa czynnik dziedziczny oraz stan mięśni miednicy). Wystarczającym powodem, dla którego warto unikać nacinania krocza, jest to, że wiele kobiet cierpi z powodu powikłań. Najczęstsze to silny ból, trudności w poruszaniu się, długi czas gojenia, niemożność podjęcia współżycia seksualnego. Światowa Organizacja Zdrowia WHO w 1985 r. zaleciła ograniczenie stosowania nacięcia krocza. Również badacze z Grupy Cochrane'a, która na bieżąco analizuje wyniki wszystkich badań naukowych, umieścili rutynowe nacięcie krocza w grupie praktyk szkodliwych i o dowiedzionym braku skuteczności.
Tekst pochodzi z magazynu Samo Zdrowie
a wy co sadzicie ?
IMHO nacinanie to jednak w pewien sposob okaleczanie ale ja sie nie zanm i chyba nie bede znal - niech sie Panie wypowiedza
jak jest potem ?
Jedni uważają, że chroni to matkę i dziecko przed komplikacjami związanymi z porodem, dla innych nacinanie krocza jest niepotrzebnym okaleczaniem kobiety.
dr n. med. Ryszard Rutkowski, ginekolog położnik
Nacinanie krocza podczas porodu jest wyrazem dbałości lekarza o zdrowie kobiety i jej przychodzącego na świat dziecka. Ten prosty zabieg poszerza ujęcie pochwy, dziecko ma więc "ułatwione przejście" przez końcowy odcinek kanału rodnego, a poród trwa krócej. Główka dziecka jest mniej uciskana, co zmniejsza ryzyko wystąpienia u niego urazu mózgu. Nacięcie chroni też rodzącą kobietę przed samoistnym pęknięciem tkanek w okolicy krocza, co może prowadzić do uszkodzeń zwieracza odbytu i narządów moczowo-płciowych. W efekcie kobieta mogłaby mieć później problemy z utrzymaniem kału, gazów i moczu. Samoistne pęknięcie krocza owocuje też kłopotami ze współżyciem seksualnym. Jeśli pęknięcie to obejmie mięśnie przedsionka pochwy, kobieta będzie miała podczas stosunku uczucie "luzu", co i dla niej, i jej partnera może być przeszkodą w osiągnięciu satysfakcji seksualnej. Poza tym, lekarzowi łatwiej jest zeszyć i odtworzyć prawidłową budowę oraz funkcje krocza, gdy zostało podczas porodu nacięte, niż wtedy, gdy pękło ono samo w sposób niekontrolowany. Samoistne pęknięcia krocza goją się dłużej, bo częściej dochodzi w nich do rozmaitych zakażeń. Z uwagi na wymienione przykre konsekwencje samoistnego pękania krocza, większość autorytetów medycznych uważa, że przeprowadzanie porodów z tzw. ochroną krocza, bez jego nacinania, powinno być traktowane jako błąd w sztuce medycznej. Nacięcie krocza należy wykonywać zawsze u kobiet rodzących po raz pierwszy, przy porodach przedwczesnych, a także przy nietypowym ułożeniu dziecka (np. położeniu miednicowym).
Katarzyna Grzybowska położna, fundacja Rodzić po Ludzku
Nie ma powodu, by rutynowo nacinać krocze, gdyż ciało kobiety jest przystosowane do rodzenia, a tkanki krocza są elastyczne. Zabieg ten zaczęto wykonywać w latach dwudziestych XX wieku, gdy powszechna stała się pozycja leżąca w czasie porodu, która sprzyja samoistnemu pękaniu krocza. Tymczasem położna, posiadająca umiejętności ochrony krocza, może pomóc kobiecie w urodzeniu dziecka, bez potrzeby użycia skalpela. Ważna jest jednak pozycja rodzącej. Pozycje stojące sprzyjają ochronie krocza, można lepiej kontrolować parcie i tempo wyrzynania główki oraz przeprowadzać masaż krocza. Niewielkie pęknięcia śluzówki pochwy często nie wymagają szycia, goją się w ciągu kilku dni i nie powodują dyskomfortu. Jeśli dojdzie już do samoistnego pęknięcia krocza, jest ono zwykle płytkie i łatwo się goi, natomiast nacięcie zawsze narusza warstwę mięśni. Zabieg ten nie zabezpiecza też kobiety przed dalszym pękaniem krocza, a wręcz zwiększa jego prawdopodobieństwo.
Nie ma też dowodów na to, iż nacięcie krocza zapobiega późniejszemu nietrzymaniu moczu i wypadaniu narządów rodnych (w schorzeniach tych kluczową rolę odgrywa czynnik dziedziczny oraz stan mięśni miednicy). Wystarczającym powodem, dla którego warto unikać nacinania krocza, jest to, że wiele kobiet cierpi z powodu powikłań. Najczęstsze to silny ból, trudności w poruszaniu się, długi czas gojenia, niemożność podjęcia współżycia seksualnego. Światowa Organizacja Zdrowia WHO w 1985 r. zaleciła ograniczenie stosowania nacięcia krocza. Również badacze z Grupy Cochrane'a, która na bieżąco analizuje wyniki wszystkich badań naukowych, umieścili rutynowe nacięcie krocza w grupie praktyk szkodliwych i o dowiedzionym braku skuteczności.
Tekst pochodzi z magazynu Samo Zdrowie
a wy co sadzicie ?
IMHO nacinanie to jednak w pewien sposob okaleczanie ale ja sie nie zanm i chyba nie bede znal - niech sie Panie wypowiedza
jak jest potem ?
:564: tylko ja porozrywało , a to też tylko tak groznie brzmi , urodziła by drugim razem tak samo szybko jak za pierwszym , tyle ze znowu by ja porozrywało , zszycie porozrywanych ran to gorsza sprawa i trudniej i dłuzej sie goi , naciecia łatwiej sie zszywa i predzej sie goją ! :564: