Mati pisze:ale wytrwałem do 30
Jakbym miała co robić to luz. Z domu się wyjść boję tylko generalnie, bo tu się prawie przewracam, a moja matka twierdzi, że trzymam się na nigach jak po wypiciu 0,5 wódki
Zła jestem. Postanowienia, postanowieniami, ale cholera no.
Dostałam zaproszenie od znajomego na 25 urodziny w sobotę.
Nie iść mi zwyczajnie nie wypada, bo mój brak tam i pytania czemu mnie nie było plus bonus w postaci ciągle maglowanych przez kilka tygodniu kłamstw w stosunku do kilkunastu osób mi nie leży zwyczajnie. Więc pójdę... Mój M. ma jakiś ślub od koleżanki z pracy i weselicho za Warszawą to towarzyszyć mi nie będzie. Żeby było mało to ja się czas pewien z tym gościem spotykałam i pierwsza taka naprawdę normalna rozmowa od tego czasu się z tydzień temu odbyła. Bo z zaprzestaniem naszego spotykania dość głupia i niezręczna sytuacja się odbyła.
Ale do rzeczy - wkurza mnie co innego. Nie mam prezentu, nie mam bladego pojęcia co on lubi nawet (zapomniałam zwyczajnie, bo po zakończeniu spotkań uznałam to za zbędne informacje w mózgu i było "delete") i jak w końcu obmyśliłam, że:
a) pójdę tam z cała ekipą "moich" chłopaków
b) złożymy się na coś fajnego od drużyny naszej i damy razem
to się okazuje, że tu zero organizacji.
Nikt nie wie kto idzie w ogóle, nic nie obgadane i zrzutki nie ma - każdy przynosi po flaszce. Super, gość będzie miał kolekcję kilkunastu flaszek
