Doradztwo finansowe - za sprawą firmy efect, ale...
: 27 mar 2007, 01:41
Kilka dni temu dostalem telefon od mojego znajomego jeszcze z liceum, z ktorym w sumie lubilismy sie calkiem niezle i byl koles bardzo wporzadku po prostu. Telefon dotyczyl podjecia pracy w firmie w ktorej On pracuje. Od tak, dzwoni do mnie stary znajomy i pyta o to.
Kolega od 2 lat podobno "zmadrzal" czyt. dojrzal, wydoroslal, ma narzeczona itd. Jak to fajnie ze w koncu jest szansa zeby dobrze w Polsce zarobic. Podobno zarabia sie srednio od 3-5 tys zl.
Jako ze jestem nieufny, nikt mi w zyciu nic za darmo nie dal (oprocz malej ktora daje mi siebie:>) i nie jestem naiwnym frajerkiem, porozmawialem z kolega kilkanascie minut przez telefon. Nie to, zebym mu nie ufal, pamietam go jako solidnego i nie glupiego chlopaka, mialem do niego zaufanie. Byl zwariowany i z "porzadnego fomu" mielismy mnostwo smiechow i naprawde dobrze sie dogadywalismy.
Rozmawiajac z nim czulem sie troche jakbym byl bohaterem filmu dlug i pierwsze 100 milionow (czy jakos tak gralo tam 3 gosci ludzi, ktorzy zaczeli grac na gieldzie, m.in taki grubasek smieszny i michal bajor maklera gieldowego - na pewno ktos z Was to widzial i zna prawidlowy tytul), wszystko jest nagle takie proste i kolorowe, latwe i przyjemne. Juz przy pierwszej rozmowie wiem ze dobrze mu sie powodzi, ze jest ok i daje rade.
Mimo to nie wierze.
Wpisuje wiec haslo w google - efect firma opinia i znajduje kilka ciekawych rzeczy:
http://forum.o2.pl/temat.php?id_p=3455697&start=0
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? ... a=30555834
Nie wiem co mam myslec, moja nieufnosc i dystans do latwych pieniedzy od dawna nie pozwalaja mi wierzyc w takie rzeczy. EFEKT intryguje tajemniczoscia, sposobem przyciagania... ale czy to bezpieczne?
Nie wiem jak sie skonczy moja przygoda z efektem, prawdopodobnie sie w cale nie zacznie:) Nie wiem dlazego tak fajny czlowiek pracuje w firmie, ktora na pierwszy rzut oka wydaje sie byc miejscem gdzie po prostu naciaga sie ludzi. Ocenie to wszystko po spotkaniu z nim ( i tak sie sporo nie widzielismy) obejrzeniu tej firmy i bacznym obserwowaniu tego co tam sie stanie.
Temat zakladam z dwoch wgledow :
1. Czy ktos z Was cos SPRAWDZONEGO przez SIEBIE badz NAJBLIZSZYCH moze o tym czyms powiedziec?
2. Bardzo zaintrygowaly mnie mechanizmy jakich uzywa ta firma, zeby przyciagnac do siebie ludzi, sposob w jaki dziala, sposob w jaki mowi czlowiek, ktory tam pracuje. Faktycznie, kojarzy misie to z sekta.
Nic by nie bylo dziwnego w tym wszystkim, i bylbym moze w stanie uwierzyc, ze trafia mi sie okazja z kosmosu, gdyby kilku moich znajomych z Wwy nie dostalo takiej samej propozycji jak ja w ciagu jednego ! weekendu.
Zatem pytam dalej - jak to mozliwe ze w tak latwy sposob mozna dzialac i ludzie sie na to (zakladamy) nabieraja?
Jak to mozliwe, ze firma robi takie numery (o ile to prawda) z umowami i w koncu jak to mozliwe ze siec rodzinna, siec najblizszych jeden za drugim (wnioskuje to z opisow) decyduja sie zaufac jakiejs firmie, o ktorej wczesniej nigdy w zyciu nie slyszeli.
Co sadzicie co pisza o tej firmie?
Zapraszam do dyskusji.
EDIT - moze ten post nie jest zbyt pieknie napisany stylistycznie a zdania tak troche skacza z miejsca na miejsce jesli chodzi o logiczna calosc, ale pisalem to zmeczony i pozno. Przeczytajcie to pierwsze forum (mimo ze forum bodajze o2, ktore osobiscie uwazam za wyjatkowo kretynskie;] ) i forum gazety, przynajmniej kilkanascie pierwszych postow, a bedziemy mogli na ten temat podyskutowac. Ciekaw jestem czy ktos sie z tym zetknal.
Pierwsze co poprosze to poprosze kolege o umowe i odpowiem mu za tydzien, taki efekt zwiazany z wolnym mysleniem ;]
DLA ZAINTERESOWANYCH ALE NIE MAJACYCH ZBYT WIELE CZASU WKLEJAM WYPOWIEDZ Z GAZETA.PL NT:
Źródło: http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? ... a=36313155
Cieszę się że znalazłem ten wątek, bo popieram zdanie „byłego pracownika” i
dopowiem kilka rzeczy, których sam doświadczyłem pracując w tej firmie.
Zacznijmy od początku jak to było. Pewnego dnia wieczorem dzwoni do mnie
telefon i zaczyna się firmowa gadka Efektu „…pan mnie nie zna, ale na pewno
kojarzy pan (imię )…”. W ten sposób zostałem umówiony na rozmowę
kwalifikacyjną. Dwa dni później otrzymałem telefon że zostałem przyjęty i mam
przyjść na pierwsze spotkanie następnego dnia. Na to spotkanie przyjechał
prezes całej firmy, który to opowiadał cuda nie widy o swoim barwnym życiu, o
pracy w Efekcie, o tym jakie nieograniczone możliwości stoją przed nami. Także
wszyscy słuchali z wypiekami na twarzy. Bodajże następnego dnia było pierwsze
szkolenie prowadzone przez kierownika oddziału. No i zaczęła się gadka dlaczego
to Efekt jest super a inne doradztwa finansowe są blee. Oto główne
argumenty: „doradzamy niezależnie, obiektywnie, nie stoi za nami żadna
instytucja finansowa, nie przychodzimy do klienta z gotowym produktem”. Tere
fere, żeby nie powiedzieć gó.. prawda. Pochwalcie się co możecie doradzić w
zakresie funduszy inwestycyjnych oprócz Skandii? A kredyty? Od marca będziecie
mieli umowę z GeMoney, ciekawe czy będziecie doradzać coś innego? Oczywiście
takich rzeczy nam nie mówią, wychodzi to dopiero z biegiem czasu.
CZEGO NAS UCZĄ NA SZKOLENIACH? W pierwszej kolejności uczą nas sztuczek
socjotechnicznych i manipulacji – jak rozmawiać z klientem przez telefon by nie
odmówił spotkania, jak go zbajerować by podpisał umowę. Dopiero w dalszej
kolejności szkolą nas w zakresie instrumentów finansowych. A TERAZ NAJLEPSZE.
Szkolenia prowadzą osoby, które raptem jeden miesiąc dłużej od nas tam pracują!
Nie zaprzeczam ich wiedzy ekonomicznej, ale najczęściej takie szkolenie to
odczyt z kartki który pewnie wydrukowali sobie z money.pl. A dopiero zabawne
jest jak opowiadają na przykładzie . Wtedy wychodzi że sami do końca nie
rozumieją o czym mówią (vide szkolenie o kredytach)!
Ale to nie szkodzi. W tej pracy nie jest najważniejsza rzetelna wiedza
ekonomiczna. Tutaj liczy się cwaniactwo, dobra autoprezentacja i „giętki”
język. Niektórzy potrafiliby sprzedać ludziom gowno na patyku a ci by nadal
myśleli że to świetna inwestycja.
A TERAZ TROCHĘ O SPOTKANICH Z KLIENTAMI. Najpierw jeździ się po znajomych
ewentualnie rodzinie, którzy przecież nie odmówią pomocy koledze / koleżance /
krewnemu. Później jeździ się do osób z poleceń znajomych.
Na takim spotkaniu robi się prezentację firmy oraz tzw. osobistą analizę
finansową. Prezentacja firmy służy temu, by pokazać klientowi że on nic nie wie
o finansach za to my wiemy wszystko. I tak np. mówimy że na rynku jest ponad
3000 różnych ofert w zakresie finansów (na jednym ze szkoleń dyktują nam co
mamy mówić, później ewentualnie każdy sam sobie zmienia tekst prezentacji ale
szkielet raczej jest ten sam). A nasze zadanie polega na tym by te wszystkie
oferty przejrzeć i wybrać tę która odpowiada indywidualnym potrzebom i
możliwościom klienta (akurat! ale o tym później). Ta osobista analiza finansowa
to taka ankietka w której notuje się m.in. źródła i wysokość dochodów klienta,
wydatki i zawarte umowy finansowe. Ale najważniejszą rzeczą w całej tej
analizie są dwie pozycje: „Ile dana osoba miesięcznie byłby gotowa inwestować w
celu uzyskania w przyszłości emeryturay w danej wysokości” oraz „Co jest danej
osoby głównym życzeniem i ile jest ta osoba skłonna inwestować w celu jego
realizacji (systematycznie lub jednorazowo)? Na tym właśnie może zarobić firma
jeżeli klient poda jakieś sensowne kwoty w tych pozycjach. TERAZ NAJLEPSZE –
pod koniec analizy jest taki mniej więcej tekst: „teraz państwa analiza
zostanie poddana ocenie ekspertów a na jej przedstawienie umówię się z państwem
telefonicznie”. Oto jak wygląda ocena eksperta: szanowny kierownik przegląda
wypełnioną ankietę i pierwsze co to patrzy na dwie wymienione wcześniej
pozycje. Jeżeli klient zadeklarował odpowiednio wysokie kwoty (np. min 200zł
miesięcznie lub min 10.000zł jednorazowo) wtedy ów ekspert bez zastanowienia
mówi: „Ok., panie X, to niech pan dzwoni to tej osoby i umawia na doradztwo”.
Tak właśnie wygląda fachowa ocena sytuacji finansowej klienta. I co dalej? I
jedziemy ze Skadnią do klienta, który jest święcie przekonany, że zespół
ekspertów w pocie czoła przygotował dla niego dopasowane do niego, optymalne
rozwiązanie.
NO I WRESZCIE DORADZTWO. Przyjeżdżamy z kierownikiem do klienta. Kierownik
rozmawia z klientem i buduje atmosferę zaufania a jak klient już zmięknie wtedy
przechodzi do konkretów. Opowiada o rzekomo przygotowanym produkcie. Jeżeli
klient nie ma bladego pojęcia o finansach to uwierzy we wszystko co usłyszy, że
to co mu jest przedstawione jest najlepsze i nic innego. Gdy już wszystko
zostanie wyjaśnione wtedy kierownik pyta czy kwota którą klient podał w trakcie
analizy jest faktycznie w stanie płacić. Jeśli tak to wyciąga gotowy do
podpisania wniosek i klient albo podpisze albo nie. Jeżeli klient powie że
potrzebuje czasu żeby się zastanowić to kierownik będzie dalej namawiał do
podpisania umowy lub nawet robił wyrzuty (nie wprost) że traci u niego czas. A
jeżeli klient się w ogóle nie zgodzi bo przykładowo stwierdzi że te 300 zł
przez 15 lat to jednak za duże obciążenie to kierownik zacznie jakieś śmieszne
negocjacje „a to możemy zaproponować 200 zł na 25 lat” itp. albo skończy się
to podpisaniem umowy albo nie. Jak nie to klient nawet ulotek informacyjnych
nie dostanie.
JESZCZE KWESTIA TRAKTOWANIA KLIENTÓW przez niektórych pracowników Efektu.
Przykładowo jeżeli dzwonią do kogoś żeby umówić się na spotkanie a ta osoba
odmówi to zaraz po odłożeniu lecą takie wiązanki: „a to chu. , a to censored…, a
to sukin…” i różne takie kombinacje. I to jest na porządku dziennym. Podobnie
jest gdy komentują doradztwa na których klient nie podpisał umowy.
I jeszcze jedno. Czy ktoś zna telefon do firmy lub jakiegokolwiek oddziału? I
nie chodzi mi o infolinię. Pewnie że nie! A wiecie czemu bo gdyby klienci
znali numer telefonu to by częściej rezygnowali z podpisanych umów! (O dziwo
tego dowiedziałem się na szkoleniu).
Oceńcie sami jaka to firma i jacy ludzie tam pracują (podkreślam że nie wszyscy
są tacy).
A teraz czekam na odzew ze strony fachowców z Efectu , zachęcam innych byłych
pracowników do wypowiadania się na ten temat jak również ludzi którzy mieli do
czynienia z tą firmą.
Kolega od 2 lat podobno "zmadrzal" czyt. dojrzal, wydoroslal, ma narzeczona itd. Jak to fajnie ze w koncu jest szansa zeby dobrze w Polsce zarobic. Podobno zarabia sie srednio od 3-5 tys zl.
Jako ze jestem nieufny, nikt mi w zyciu nic za darmo nie dal (oprocz malej ktora daje mi siebie:>) i nie jestem naiwnym frajerkiem, porozmawialem z kolega kilkanascie minut przez telefon. Nie to, zebym mu nie ufal, pamietam go jako solidnego i nie glupiego chlopaka, mialem do niego zaufanie. Byl zwariowany i z "porzadnego fomu" mielismy mnostwo smiechow i naprawde dobrze sie dogadywalismy.
Rozmawiajac z nim czulem sie troche jakbym byl bohaterem filmu dlug i pierwsze 100 milionow (czy jakos tak gralo tam 3 gosci ludzi, ktorzy zaczeli grac na gieldzie, m.in taki grubasek smieszny i michal bajor maklera gieldowego - na pewno ktos z Was to widzial i zna prawidlowy tytul), wszystko jest nagle takie proste i kolorowe, latwe i przyjemne. Juz przy pierwszej rozmowie wiem ze dobrze mu sie powodzi, ze jest ok i daje rade.
Mimo to nie wierze.
Wpisuje wiec haslo w google - efect firma opinia i znajduje kilka ciekawych rzeczy:
http://forum.o2.pl/temat.php?id_p=3455697&start=0
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? ... a=30555834
Nie wiem co mam myslec, moja nieufnosc i dystans do latwych pieniedzy od dawna nie pozwalaja mi wierzyc w takie rzeczy. EFEKT intryguje tajemniczoscia, sposobem przyciagania... ale czy to bezpieczne?
Nie wiem jak sie skonczy moja przygoda z efektem, prawdopodobnie sie w cale nie zacznie:) Nie wiem dlazego tak fajny czlowiek pracuje w firmie, ktora na pierwszy rzut oka wydaje sie byc miejscem gdzie po prostu naciaga sie ludzi. Ocenie to wszystko po spotkaniu z nim ( i tak sie sporo nie widzielismy) obejrzeniu tej firmy i bacznym obserwowaniu tego co tam sie stanie.
Temat zakladam z dwoch wgledow :
1. Czy ktos z Was cos SPRAWDZONEGO przez SIEBIE badz NAJBLIZSZYCH moze o tym czyms powiedziec?
2. Bardzo zaintrygowaly mnie mechanizmy jakich uzywa ta firma, zeby przyciagnac do siebie ludzi, sposob w jaki dziala, sposob w jaki mowi czlowiek, ktory tam pracuje. Faktycznie, kojarzy misie to z sekta.
Nic by nie bylo dziwnego w tym wszystkim, i bylbym moze w stanie uwierzyc, ze trafia mi sie okazja z kosmosu, gdyby kilku moich znajomych z Wwy nie dostalo takiej samej propozycji jak ja w ciagu jednego ! weekendu.
Zatem pytam dalej - jak to mozliwe ze w tak latwy sposob mozna dzialac i ludzie sie na to (zakladamy) nabieraja?
Jak to mozliwe, ze firma robi takie numery (o ile to prawda) z umowami i w koncu jak to mozliwe ze siec rodzinna, siec najblizszych jeden za drugim (wnioskuje to z opisow) decyduja sie zaufac jakiejs firmie, o ktorej wczesniej nigdy w zyciu nie slyszeli.
Co sadzicie co pisza o tej firmie?
Zapraszam do dyskusji.
EDIT - moze ten post nie jest zbyt pieknie napisany stylistycznie a zdania tak troche skacza z miejsca na miejsce jesli chodzi o logiczna calosc, ale pisalem to zmeczony i pozno. Przeczytajcie to pierwsze forum (mimo ze forum bodajze o2, ktore osobiscie uwazam za wyjatkowo kretynskie;] ) i forum gazety, przynajmniej kilkanascie pierwszych postow, a bedziemy mogli na ten temat podyskutowac. Ciekaw jestem czy ktos sie z tym zetknal.
Pierwsze co poprosze to poprosze kolege o umowe i odpowiem mu za tydzien, taki efekt zwiazany z wolnym mysleniem ;]
DLA ZAINTERESOWANYCH ALE NIE MAJACYCH ZBYT WIELE CZASU WKLEJAM WYPOWIEDZ Z GAZETA.PL NT:
Źródło: http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? ... a=36313155
Cieszę się że znalazłem ten wątek, bo popieram zdanie „byłego pracownika” i
dopowiem kilka rzeczy, których sam doświadczyłem pracując w tej firmie.
Zacznijmy od początku jak to było. Pewnego dnia wieczorem dzwoni do mnie
telefon i zaczyna się firmowa gadka Efektu „…pan mnie nie zna, ale na pewno
kojarzy pan (imię )…”. W ten sposób zostałem umówiony na rozmowę
kwalifikacyjną. Dwa dni później otrzymałem telefon że zostałem przyjęty i mam
przyjść na pierwsze spotkanie następnego dnia. Na to spotkanie przyjechał
prezes całej firmy, który to opowiadał cuda nie widy o swoim barwnym życiu, o
pracy w Efekcie, o tym jakie nieograniczone możliwości stoją przed nami. Także
wszyscy słuchali z wypiekami na twarzy. Bodajże następnego dnia było pierwsze
szkolenie prowadzone przez kierownika oddziału. No i zaczęła się gadka dlaczego
to Efekt jest super a inne doradztwa finansowe są blee. Oto główne
argumenty: „doradzamy niezależnie, obiektywnie, nie stoi za nami żadna
instytucja finansowa, nie przychodzimy do klienta z gotowym produktem”. Tere
fere, żeby nie powiedzieć gó.. prawda. Pochwalcie się co możecie doradzić w
zakresie funduszy inwestycyjnych oprócz Skandii? A kredyty? Od marca będziecie
mieli umowę z GeMoney, ciekawe czy będziecie doradzać coś innego? Oczywiście
takich rzeczy nam nie mówią, wychodzi to dopiero z biegiem czasu.
CZEGO NAS UCZĄ NA SZKOLENIACH? W pierwszej kolejności uczą nas sztuczek
socjotechnicznych i manipulacji – jak rozmawiać z klientem przez telefon by nie
odmówił spotkania, jak go zbajerować by podpisał umowę. Dopiero w dalszej
kolejności szkolą nas w zakresie instrumentów finansowych. A TERAZ NAJLEPSZE.
Szkolenia prowadzą osoby, które raptem jeden miesiąc dłużej od nas tam pracują!
Nie zaprzeczam ich wiedzy ekonomicznej, ale najczęściej takie szkolenie to
odczyt z kartki który pewnie wydrukowali sobie z money.pl. A dopiero zabawne
jest jak opowiadają na przykładzie . Wtedy wychodzi że sami do końca nie
rozumieją o czym mówią (vide szkolenie o kredytach)!
Ale to nie szkodzi. W tej pracy nie jest najważniejsza rzetelna wiedza
ekonomiczna. Tutaj liczy się cwaniactwo, dobra autoprezentacja i „giętki”
język. Niektórzy potrafiliby sprzedać ludziom gowno na patyku a ci by nadal
myśleli że to świetna inwestycja.
A TERAZ TROCHĘ O SPOTKANICH Z KLIENTAMI. Najpierw jeździ się po znajomych
ewentualnie rodzinie, którzy przecież nie odmówią pomocy koledze / koleżance /
krewnemu. Później jeździ się do osób z poleceń znajomych.
Na takim spotkaniu robi się prezentację firmy oraz tzw. osobistą analizę
finansową. Prezentacja firmy służy temu, by pokazać klientowi że on nic nie wie
o finansach za to my wiemy wszystko. I tak np. mówimy że na rynku jest ponad
3000 różnych ofert w zakresie finansów (na jednym ze szkoleń dyktują nam co
mamy mówić, później ewentualnie każdy sam sobie zmienia tekst prezentacji ale
szkielet raczej jest ten sam). A nasze zadanie polega na tym by te wszystkie
oferty przejrzeć i wybrać tę która odpowiada indywidualnym potrzebom i
możliwościom klienta (akurat! ale o tym później). Ta osobista analiza finansowa
to taka ankietka w której notuje się m.in. źródła i wysokość dochodów klienta,
wydatki i zawarte umowy finansowe. Ale najważniejszą rzeczą w całej tej
analizie są dwie pozycje: „Ile dana osoba miesięcznie byłby gotowa inwestować w
celu uzyskania w przyszłości emeryturay w danej wysokości” oraz „Co jest danej
osoby głównym życzeniem i ile jest ta osoba skłonna inwestować w celu jego
realizacji (systematycznie lub jednorazowo)? Na tym właśnie może zarobić firma
jeżeli klient poda jakieś sensowne kwoty w tych pozycjach. TERAZ NAJLEPSZE –
pod koniec analizy jest taki mniej więcej tekst: „teraz państwa analiza
zostanie poddana ocenie ekspertów a na jej przedstawienie umówię się z państwem
telefonicznie”. Oto jak wygląda ocena eksperta: szanowny kierownik przegląda
wypełnioną ankietę i pierwsze co to patrzy na dwie wymienione wcześniej
pozycje. Jeżeli klient zadeklarował odpowiednio wysokie kwoty (np. min 200zł
miesięcznie lub min 10.000zł jednorazowo) wtedy ów ekspert bez zastanowienia
mówi: „Ok., panie X, to niech pan dzwoni to tej osoby i umawia na doradztwo”.
Tak właśnie wygląda fachowa ocena sytuacji finansowej klienta. I co dalej? I
jedziemy ze Skadnią do klienta, który jest święcie przekonany, że zespół
ekspertów w pocie czoła przygotował dla niego dopasowane do niego, optymalne
rozwiązanie.
NO I WRESZCIE DORADZTWO. Przyjeżdżamy z kierownikiem do klienta. Kierownik
rozmawia z klientem i buduje atmosferę zaufania a jak klient już zmięknie wtedy
przechodzi do konkretów. Opowiada o rzekomo przygotowanym produkcie. Jeżeli
klient nie ma bladego pojęcia o finansach to uwierzy we wszystko co usłyszy, że
to co mu jest przedstawione jest najlepsze i nic innego. Gdy już wszystko
zostanie wyjaśnione wtedy kierownik pyta czy kwota którą klient podał w trakcie
analizy jest faktycznie w stanie płacić. Jeśli tak to wyciąga gotowy do
podpisania wniosek i klient albo podpisze albo nie. Jeżeli klient powie że
potrzebuje czasu żeby się zastanowić to kierownik będzie dalej namawiał do
podpisania umowy lub nawet robił wyrzuty (nie wprost) że traci u niego czas. A
jeżeli klient się w ogóle nie zgodzi bo przykładowo stwierdzi że te 300 zł
przez 15 lat to jednak za duże obciążenie to kierownik zacznie jakieś śmieszne
negocjacje „a to możemy zaproponować 200 zł na 25 lat” itp. albo skończy się
to podpisaniem umowy albo nie. Jak nie to klient nawet ulotek informacyjnych
nie dostanie.
JESZCZE KWESTIA TRAKTOWANIA KLIENTÓW przez niektórych pracowników Efektu.
Przykładowo jeżeli dzwonią do kogoś żeby umówić się na spotkanie a ta osoba
odmówi to zaraz po odłożeniu lecą takie wiązanki: „a to chu. , a to censored…, a
to sukin…” i różne takie kombinacje. I to jest na porządku dziennym. Podobnie
jest gdy komentują doradztwa na których klient nie podpisał umowy.
I jeszcze jedno. Czy ktoś zna telefon do firmy lub jakiegokolwiek oddziału? I
nie chodzi mi o infolinię. Pewnie że nie! A wiecie czemu bo gdyby klienci
znali numer telefonu to by częściej rezygnowali z podpisanych umów! (O dziwo
tego dowiedziałem się na szkoleniu).
Oceńcie sami jaka to firma i jacy ludzie tam pracują (podkreślam że nie wszyscy
są tacy).
A teraz czekam na odzew ze strony fachowców z Efectu , zachęcam innych byłych
pracowników do wypowiadania się na ten temat jak również ludzi którzy mieli do
czynienia z tą firmą.
A Tobie, Hyhy?
pracuje w banku i kilka osób odeszło aby pracować w takiej firmie i z tego co wiem to cholernie żałowali bo jest to zwykła akwizycja i nie masz um. o prace tylko masz swoją działalność albo um. zlecenie lub inne ciul stwo i kasa która podaje Twój kumpel jest dużo przesadzona....
