Chce wam opowiedziec co mi sie wczoraj przydarzylo. Wracam sobie kolo 19 do domu z miasta, wczesniej bylem na uczelni. Mieszkamy z dziewczyna razem w jej mieszkaniu od pol roku tak, ze mozemy w pelni korzystac z dobroci z tym sie wiazacych
. No i wracajac do meritum to wchodze o tej 19.00 do domu, patrze pali sie swiatlo w lazience. Lazienke mamy osobno niz toalete, a z miejsca gdzie sie wchodzi do niej widac kuchnie. Sciagam buty cichaczem i wpadlem na genialny pomysl, ze rozbiore sie do naga i pujde ja przywitac jakby nigdy nic. Ostatecznie jednak zostalem w boxerkach i skarpetkach. Podazam waskim korytazem pod drzwi lazienki, czajac sie po drodze jak oddzialy SpetzNazu. W lazience mamy stare drzwi (jeszcze) w ktorych zamek zeby zadzialal trzeba mocno przekrecic. Moja dziewczyna zawsze sie zamyka w lazience, tak z przyzwyczajenia. Chwytam wiec klame z zamyslem ze "potrzasne pare razy tak jakby ktos sie dobijal"... ale spontanicznie (caly czas w slipkach i skarpetach) z pelna sila posciagnolem drzwi wydajac przy tym trudny do opisania glos (taki zeby przestraszyc)..... drzwi otwarte na osciez, klamka wyrwana ale nadal mocno scisnieta w mojej dloni patrze a tam kolezanka mojej dziewczyny z jedna noga na wannie z opuszczonymi majtkami i tamponem w reku (tak przypuszczam, nie przypatrywalem sie za bardzo Skonczylo sie na tym, ze bedna dziewczyna przesiedziala tam wraz z moja dziewczyna 15 minut za nim wyszla. Moj skarb musial tez pozyczyc jej pare ciuchow. Nie wiem po co, wolalem nie pytac, wolalem tez sie jej nie pokazywac jak wychodzila ale z okna widzialem ze szla chwiejnym krokiem trzymajac kurczowo reklamowke foliowa. Boze to musialo byc dla niej traumatyczne przezycie. Z jednej strony jej wspolczuje ale wiem, ze jak ja kiedys zobacze to nie bede mogl powstrzymac ataku smiechu no i wiecie tez Wy





ale nie musisz im wierzyć." - Forrest Gump