agnieszka.com.pl • To były piękne czasy...
Strona 1 z 2

To były piękne czasy...

: 04 lis 2005, 13:12
autor: robinho
Tak sobie czytam i czytam to forum, i czesto w poszukiwaniu czegoś czego nie mają inni...

Pamiętam z dzieciństwa (może to był rok 1987-1988, nevermind) takie wydarzenie:

Mieszkłąem na małej zapyziałeś wioseczce, takeij co to wszyscy wszystko wiedzą o kazdym, no wsklepach na półkach ic nie było. Szarość ino.

A była na wioseczce rodzina, która jeździła na saksy do Niemiec. Wiadomo jak to na wiosce, jak już mieli coś fajnego, to raz dwa cała wiocha w mig wiedziała. No więc ja tez widziałem, że "ufole" (taką ksywę mieli ci bracia, wiek wtedy ok 12 lat) mieli gumy do żucia w kształcie papierosów.

Idę sobie tedy chodniczkiem, z naprzeciwka nadchodzi "ufol", zbliza się wyciąga z kieszeni pudełeczko (stylizowane na takie od papierosów) wysuwa w moją stronę i pyta:
- palisz??

To ja mu na to:
- Palę. - i wyciągam se z tej paczki tą gumę do żucia w kształcie papierosa.


I normalnie taki dumny, taki "banan" na gębie, no powązny facet jestem (6-7 lat miałem).
Ehh, jak takie rzeczy potrafiły cieszyć...

a teraz? niby wszystko jest. Ale czy cieszy?

Moi drodzy, czy macie jakieś takie ciekawe wspomnienia z dziecństwa, i z tamtych czasów??

: 04 lis 2005, 15:27
autor: ksiezycowka
robinho pisze:Moi drodzy, czy macie jakieś takie ciekawe wspomnienia z dziecństwa, i z tamtych czasów??

Prawie wcale nie mam. :(
Fajne wspomnienia były jak mama szła z lekazem pogadać a mała Ania popitala cichaczem przez główny korytarz, za drzwi, do windy, na dół, przez plac, na przystanek i to w piżamce wszystko <aniolek2> A za nią za chwilew wypada zdyszana mama i po raz koleny łapie. Ale zawze byłam dumna,że wszytskich zdołałam okantowac i sie wymknąc. <aniolek2>

No i pamiętam magiczne świeta jakie wtedy jeszcze miałam u babci pod warszawa i dekorowania choinki co zawsze robiłam <aniolek2>

Pamiętam grę w butelkę jeszcze w środku nocy. Mała Ania sie zauroczyła normalnie w koledze z oddziału. Oczywiście on był miły ale miał 19-20 lat a ja z 7 <banan> no i miał dziewczynę. Ale wracając do butelki żesmy sie ugadali jakoś 12 w nocy w czyjejs tam sali. Wzieliśmy markera zesmy kółko rozrysowali siedliśmy i graliśmy. Rzecz jasna próbowałam na Owego Marcina trafić ale za każdym [dosłownie!!] razem trafiałam na takiego obrzydliwego pryszczatego grubasa co siedział po jego prawej. Koszmar. A rano pielęgniarki sie wściekły iżesmy myli ta podloge. :/ Moja matka prawie na zawał padła jak mnie zobaczyła ze szmatą od podłogi. <aniolek2>


Albo ,a le to już metnie kojarze - bradziej z opowidań mamy. Wkurzał mnie ordynator. To brałam plik kartek tysowałam jego karykatury podpisywałam"profesor palant" i mu pod drzwi gabinetu wrzucałam <aniolek2> Ile z tego radości było... <banan>

I co urzekła Was moja historia? <aniolek2>

: 04 lis 2005, 15:34
autor: cubasa

: 04 lis 2005, 15:37
autor: Sir Charles
Bardzo :)

Ja z dziecinstwa generalnie mam tylko slajdy, jak po suto zakrapianym wieczorze, nie liczac polityki, ktora kojarze bez zadnych dziur od czerwca '89 :)

Wiem, ze np na Mikolaja w 88 dostalem 1 grejpfruta, 1 pomarancze i 1 mandarynke :D

Pamietam jak matka przyjechala ze szpitala po urodzeniu brata, a ja, 5letni bachor, pytam "dlaczego mowisz do niego synku? przeciez to ja jestem twoim synkiem" :P

Pamietam jak jako 3-4 latek idac z babcia na spacer musialem przeczytac wszystkie tablice rejestracyjne po drodze i za kazdym razem sprawdzic czy z drugiej strony auta jest taka sama :D

Bardzo tez lubie historie, jak bodaj w 4 klasie podstawowki zastanawialismy sie z kumplem, czy lepiej jest byc w naszym wieku, czy doroslym. No i doszlismy do wspolnego wniosku, ze w sumie to byc doroslym to troche przejebane, ale i tak bysmy chcieli, bo seks wszystko wynagradza :DDD

: 04 lis 2005, 15:38
autor: mikaaa
dobre dobre

ja mam troche wpomnien ale teraz trudno mi soebie cokolwiek przypomniec
w butelke tez sie bawilam i tez ubaw byl , bo niby kazdy chciała grac ale jka co do czego przyszlo...
no i pamietam ze zamiast rajtuzy mowilam - rajmajtuzy
narazir to tyle z moich wspomnien

[ Dodano: 2005-11-04, 15:39 ]
no i każdemu na ulicy dziendobry mowilam
no i nosilam taką genialna kitke na srodku głowy....

: 04 lis 2005, 15:46
autor: Yasmine
ja jak bylam mala to nie chcialam jesc. Straszy niejadek ze mnie byl. Babcia brala mnie na spacer po calej wsi i karmila jedna parowka przez cala droge. Jak sie troche zapomnialam to ugryzlam i takim sposobem cala zjadlam :).

Pamietam,ze na Mikolaja zawsze wiedzialam co dostane (mialam obcykane wszystkie miejsca i wiedzialam gdzie prezenty sa schowane) a pozniej po kolacji wigilijnej udawalam zachwyt nad kazdym upominkiem :).

Jako kilkuletnia dziewczynka wybieralam sie z mama i kuzynka na kucyki na rynek.
W polowie drogi zaczelam plakac, ze zapomnialam majtek :D

Zabawy z butelke tez byly. Calowalismy sie w szafie :)

: 04 lis 2005, 15:54
autor: robinho
moon pisze:Pamiętam grę w butelkę jeszcze w środku nocy. Mała Ania sie zauroczyła normalnie w koledze z oddziału. Oczywiście on był miły ale miał 19-20 lat a ja z 7 no i miał dziewczynę. Ale wracając do butelki żesmy sie ugadali jakoś 12 w nocy w czyjejs tam sali. Wzieliśmy markera zesmy kółko rozrysowali siedliśmy i graliśmy. Rzecz jasna próbowałam na Owego Marcina trafić ale za każdym [dosłownie!!] razem trafiałam na takiego obrzydliwego pryszczatego grubasa co siedział po jego prawej. Koszmar. A rano pielęgniarki sie wściekły iżesmy myli ta podloge. Moja matka prawie na zawał padła jak mnie zobaczyła ze szmatą od podłogi.


No ja zazdroszczę ( a jednak) wszystkim dzieciakom które w dzieciństwie były w szpitalu. Ja nie byłem nigdy.

Kiedyś w mojej podstawówce zapanowała żółtaczka i pół mojej klasy z dnia na dzień znalazła sie na tym samym oddziale w szpitalu. Opowieści były takie, że aż załowałem że myłem ręce po kazdym posiłku, hehehe, i nie złapałem choroby.


cubasa pisze:temat już byl w dwóch wersjach


cubasa ja bardziej chciałem zwrócić uwage na wspomnienia z dzieciństwa ale w kontekscie tego, że były takie czasy gdzie nie wszystko można było kupić, i można było się cieszyć jak małpa zegarkiem z rzeczy, po które teraz idziesz do sklepu i w ogóle o tym nie myślisz. A wtedy to było wydarzenie.

Wypowiedź moon, mimo że nieco offtopic bardzo mi sie podoba, i jako nieformalnemu gospodarzowi topicu, bardzo mi sie podobała.

: 04 lis 2005, 15:56
autor: Yasmine
robinho pisze:No ja zazdroszczę ( a jednak) wszystkim dzieciakom które w dzieciństwie były w szpitalu. Ja nie byłem nigdy.

ja tez nie :(. Zawsze zazdroscilam wszystkim dzieciakom,ze leza w szpitalu a ja nigdy nie bylam ;).

: 04 lis 2005, 16:03
autor: ksiezycowka
robinho pisze:No ja zazdroszczę ( a jednak) wszystkim dzieciakom które w dzieciństwie były w szpitalu. Ja nie byłem nigdy.

UIwierz,że mi 4 lat dzieciństwa spędzonych i tam nie masz co zazdrościc. To był najtragiczniejszy okres mojego życia. I nie tylko mojego. Nie wyobrażasz sobie nawet ile cierpienia tam widzialam.

: 04 lis 2005, 16:07
autor: robinho
Sir Charles pisze:Bardzo tez lubie historie, jak bodaj w 4 klasie podstawowki zastanawialismy sie z kumplem, czy lepiej jest byc w naszym wieku, czy doroslym. No i doszlismy do wspolnego wniosku, ze w sumie to byc doroslym to troche przejebane, ale i tak bysmy chcieli, bo seks wszystko wynagradza


To byliście takim małym klubem ludzi dobrze poinformowanych, hehe.

[ Dodano: 2005-11-04, 16:12 ]
moon pisze:robinho napisał/a:
No ja zazdroszczę ( a jednak) wszystkim dzieciakom które w dzieciństwie były w szpitalu. Ja nie byłem nigdy.

UIwierz,że mi 4 lat dzieciństwa spędzonych i tam nie masz co zazdrościc. To był najtragiczniejszy okres mojego życia. I nie tylko mojego. Nie wyobrażasz sobie nawet ile cierpienia tam widzialam.


No ale chyba warto było dla owego Marcina i tej gry w butelkę??
A tak w ogóle bardzo mi przykro, zdaję sobie sprawe ż edla większości dzieciakó to raczej mało przyjemne, ale jak sobie przypomnę sytuację moich kolesi zklasy, którzy podsłuchali doktora jak pytał pacjentkę (starsza babcia) czy "był już stolec" i oni potem kazdego dnia ta babcię, czy był stolec już, to jeszcze po dzis dzeiń pękam ze śmiechu.

[ Dodano: 2005-11-04, 16:15 ]
Yasmine pisze:Pamietam,ze na Mikolaja zawsze wiedzialam co dostane (mialam obcykane wszystkie miejsca i wiedzialam gdzie prezenty sa schowane) a pozniej po kolacji wigilijnej udawalam zachwyt nad kazdym upominkiem .



TE poszukiwania to zawsze były emocjonujące.

Raz tylko się zawiodłem. Z bratem wyczailismy dwa komplety do szermierki, nawet troche sie "trykaliśmy" jak "staruszkó nie było w domu", ale okazało sie że to nie dla nas prezent był..

tylko wujek w ten sposób schowął prezenty przed swoimi dzieciakami że u na sw domu ( ale potem u kuzynów tez sie bawiliśmy w tą szermierkę) <banan>

: 04 lis 2005, 16:38
autor: ksiezycowka
robinho pisze:No ale chyba warto było dla owego Marcina i tej gry w butelkę??

Nie. Nie warto było na przepustce być i sie pytać mamy "Kiedy mnie zawieziecie do domu?".
Już nie wspomnę o tym okresie którego nie mogę nawet pamiętać, a od rodziców wiem tylko jak to było ile łęz wylali kiedy lekarze mówili im "To tylko kwestia dni...Ma 1%, to byłby cud...Zachwajcie nadzieję ale powoli rozglądajcie sie juz za zakladem [pogrzebowym]". Wszystko bym dała za normalne dzieciństwo...
Uwierz,że inaczej wygląda sytuacja kiedy sie idze do szpitala pierwszego lepszego bo ma sie zoltaczke a kiedy sie praktycznie w nim mieszka i styka codzien ze smiercia mimo ze jeden z najlepszych szpitali. Dziś zapoznaje Kazia, jutro okazuje sie ze Kazio juz nie żyje. Norma!

: 04 lis 2005, 19:53
autor: ptaszek
Z niby papierosami to i ja coś wyczyniałam... Tyle że to były papierosy podróbki, wsypywało się do nich talk i przez chwilę się "dymiły" co sprawiało wrażenie, że są to prawdziwe pety. I tak sobie szłam z koleżanką ulicą (jakieś 10 lat miałyśmy), udawałyśym że palimy, a wszyscy ludzie się za nami oglądali.

Jeśli chodzi o wspomnienia to mam ich duuużo, ale nie ma czasu ani miejsca na to, żeby wszystko wypisywać. Pamiętam, jak mieliśmy magnetofon szpulkowy z mikrofonem (ba, mamy go do tej pory, tylko mikrofon pies zjadł) i się nagrywaliśmy całą rodziną na taśmy. Jedna się zachowała - jak słucham to ryczeć mi się chce ;( Przynajmniej mogę posłuchać swojej wymowy w wieku 3 lat.

A jeśli o szpital chodzi - to też w nim nie byłam, do 13 roku życia :) a jak już się to zdarzyło, to byłam taka dumna :] i jeszcze ta blizna po operacji! rany... :]

: 04 lis 2005, 20:23
autor: mariusz
ale i tak bysmy chcieli, bo seks wszystko wynagradza Usmiech


To wtedy juz byliście uświadomieni?? <pijak>

: 04 lis 2005, 23:47
autor: AMX
Ehh dzieciństwo.Pamiętam, jak na osiedlu otworzyli skelp z petardami. Kurcze przez tydzień czułem się jak na froncie.Od rana do wieczora, cały czas tylko wystrzały,swisty, serie petard ,które brzmiał jak seria z karabinu maszynowego. Ehh to było cudowne. A jak się genialnie wysadzało butelki w powietrze.Albo brało jakąś starą rure, ładowało latającą petarde i srzelało się jak z Bazooki. Kurcze ja chce wrócić do tych czasów.

: 05 lis 2005, 10:49
autor: ksiezycowka
Pamiętam, jak na osiedlu otworzyli skelp z petardami. Kurcze przez tydzień czułem się jak na froncie.Od rana do wieczora, cały czas tylko wystrzały,swisty, serie petard ,które brzmiał jak seria z karabinu maszynowego. Ehh to było cudowne. A jak się genialnie wysadzało butelki w powietrze.Albo brało jakąś starą rure, ładowało latającą petarde i srzelało się jak z Bazooki. Kurcze ja chce wrócić do tych czasów.

Oj w życiu. Jak dla mnie powinno sie nie sprzedawać tego szmelcu w ogóle juz.

No a ja sie boje zimnych ogni z czego sie od lat rodzinna smiala. Kiedyś ojciec kazał mi to wziasc do reki to automatycznie upuściłam i dywan zjarałam. Wiecej mi ich nie wciskal na sile. <aniolek2>

: 05 lis 2005, 10:51
autor: mikaaa
eh ja nnie boje sie zimnych ogni ,ale petard rzucanych pod nogi...
dobrze ze na sylwka zawsze sie "rozluźniamy" to mnei wtedy to tak nei stresuje bo inaczej nei wiedziałabym co ze soba zrobić , bo rzucaja ci to swinstwo pod nogi <zly1>

: 05 lis 2005, 10:51
autor: Yasmine
moon pisze:Jak dla mnie powinno sie nie sprzedawać tego szmelcu w ogóle juz.

dokladnie !! <bicz1>
Ja sie strasznie boje petard. Zawalu dostaje jak slysze to cholerstwo.

: 05 lis 2005, 10:53
autor: ksiezycowka
Mnie censored gówniarze co Ci tym pod oknami nawalają pół roku. Zaczyna sie jakoś w listopadzie a kończy w marcu. Bezmózgie popierdolone bachory do odstrzału. I psa mi straszą! <zly1>

: 05 lis 2005, 11:44
autor: Mysiorek
Na 7 urodziny dostałem karton bananów... rewelacja :D
<banan> <banan> <banan> <banan> <banan> <banan> <banan> <banan>

: 05 lis 2005, 12:02
autor: Sir Charles
mariusz pisze:
ale i tak bysmy chcieli, bo seks wszystko wynagradza Usmiech


To wtedy juz byliście uświadomieni?? <pijak>


No chyba..!? O szczegolach stosunku i zaplodnienia przeczytalem sobie sam w popularno-naukowej ksiazce w wieku lat 4 :)

: 05 lis 2005, 13:29
autor: Yasmine
Mysiorek pisze:Na 7 urodziny dostałem karton bananów... rewelacja
mniam uwielbiam twarde i jeszcze zielonawe <banan>

: 05 lis 2005, 13:41
autor: ptaszek
a ja wolę takie żółciutkie, dojrzałe... także z brązowymi smugami na skórce :D myniam !

: 07 lis 2005, 07:55
autor: robinho
moon pisze: lekarze mówili im "To tylko kwestia dni...Ma 1%, to byłby cud...Zachwajcie nadzieję ale powoli rozglądajcie sie juz za zakladem [pogrzebowym]". Wszystko bym dała za normalne dzieciństwo...
Uwierz,że inaczej wygląda sytuacja kiedy sie idze do szpitala pierwszego lepszego bo ma sie zoltaczke a kiedy sie praktycznie w nim mieszka i styka codzien ze smiercia mimo ze jeden z najlepszych szpitali. Dziś zapoznaje Kazia, jutro okazuje sie ze Kazio juz nie żyje. Norma!


No moon, to teraz rozumiem twój podpis pod nickiem "wyprana z emocji" każdy by był. Mam nadzieję że mojej głupie myłśenie na temat szpitali w dzieciństwie Cę nie uraziło...


ptaszek pisze:A jeśli o szpital chodzi - to też w nim nie byłam, do 13 roku życia a jak już się to zdarzyło, to byłam taka dumna i jeszcze ta blizna po operacji! rany...


Blizna !! To jest dopiro coś cudownego!!
Kazda jest jakby zapisem w pamięci przeżyetj historii - czasem ciekawej czasem dramatycznej...

Szczególnie po filmie "Frida" bl;izna nabrała dla mnie znaczenia wręcz mistycznego...

[ Dodano: 2005-11-07, 07:57 ]
Mysiorek pisze:Na 7 urodziny dostałem karton bananów... rewelacja


No Mysiorek, ale burżujstwo! :)

Jak to musiało wtedy cieszyć!! No ale teraz w sumie też cieszy jak w gąszczu "zwykłych bananów" odnajdzie sie "chicquitę", no nie??

: 07 lis 2005, 09:57
autor: ksiezycowka
robinho pisze:No moon, to teraz rozumiem twój podpis pod nickiem "wyprana z emocji" każdy by był. Mam nadzieję że mojej głupie myłśenie na temat szpitali w dzieciństwie Cę nie uraziło...

No co Ty ;) Nie ma sprawy. Po prostu spójrz szerzej na te sprawę.
robinho pisze:Kazda jest jakby zapisem w pamięci przeżyetj historii - czasem ciekawej czasem dramatycznej...

A czasem ktos miał ospe i se kroste rozdrapał i ma bliznę [tak, ja :DDD ] :D

Mi mama mówiła tylko bo ja nie pamiętam jaki kiedys był ze wszystkim problem. Załatwiała jak mogła dla mnie np co do jedzenia najlepsze a ja tym plułam i mówiłam że świństwa nie zjem :D

: 07 lis 2005, 11:04
autor: robinho
moon pisze:Mi mama mówiła tylko bo ja nie pamiętam jaki kiedys był ze wszystkim problem. Załatwiała jak mogła dla mnie np co do jedzenia najlepsze a ja tym plułam i mówiłam że świństwa nie zjem



ja tak miałem z cytrynami. Nie nawidziłem cytryn. Zawsze je wypluwałem kiedy tylko mogłem, a to był towar deficytowy, towar za którym mama stała godzinami w jakiejś absurdalnie długiej komunistycznej kolejce...

moon pisze:No co Ty Nie ma sprawy. Po prostu spójrz szerzej na te sprawę.


No więc spoglądam szerzej <browar>

: 07 lis 2005, 11:36
autor: Mysiorek
robinho pisze:No ale teraz w sumie też cieszy jak w gąszczu "zwykłych bananów" odnajdzie sie "chicquitę", no nie??

:D Wtedy były zazwyczaj same Chiquity. Gówna jeszcze nie było.

A potem:
Pamiętam jak przed Świętami Bożego Narodzenia (2 miesiące wcześniej) wypłynął z Kuby do Polski statek z cytrynami <hahaha> Cała Polska śledziła jego trasę w nadziei, że zdąży przed świętami. Zdążył. W sklepach zrobiło się żółto. Chwała marynarzom <hahaha><hahaha>

: 07 lis 2005, 11:44
autor: robinho
Mysiorek pisze:Pamiętam jak przed Świętami Bożego Narodzenia (2 miesiące wcześniej) wypłynął z Kuby do Polski statek z cytrynami Cała Polska śledziła jego trasę w nadziei, że zdąży przed świętami. Zdążył. W sklepach zrobiło się żółto. Chwała marynarzom



Ba! W dzienniku podawali dokładną pozycję statku z cytrynami na oceanie. Kiedy wypłynął, czy na atlantyku jest sztorm, i kiedy spodziwane jest przybicie statku do portu w Gdańsku...

(co prawda wtedy jeszcze nie ogladałem dziennika bo strasznei mnie nudził...)

: 07 lis 2005, 22:26
autor: ksiezycowka
Boże jakie to czasy były. Mówicie o tym jakby to było wczoraj a ja nic nie pamietam z tego :|

: 08 lis 2005, 07:48
autor: robinho
moon pisze:Boże jakie to czasy były. Mówicie o tym jakby to było wczoraj a ja nic nie pamietam z tego


ja (rocznik 1981) pamięcią załapałem sie już tylko na ostatki "tego wspaniałego ustaroju" no i to tylko dzięki mojej babci, która od najmłodszych lat "aktywizowałą" mnie do stania w kolejkach.

Pamiętam jak któregoś dnia "z tyłu sklepu" przywieźli cukier. Pamiętam ten tłum ludzi (bo kolejka nie szła pojedynczo tylko takim niezorganizowanym "szpalerem") dookoła mnie (a ja knypek który nie miał jeszcze chyba metra wzrostu). Stało się w tej kolejce, dostawało sie kilogram cukru i znowu wracało się do kolejki po kolejne kilo. Ja chyba zrobiłem trzy rundy, który trwały w sumie kilka godzin...

ehhh. Co za czasy!!

[ Dodano: 2005-11-08, 07:49 ]
moon pisze:Boże jakie to czasy były. Mówicie o tym jakby to było wczoraj a ja nic nie pamietam z tego


biedna moon, nie załapała się już, no i ma czego żałować... <banan>

: 08 lis 2005, 09:01
autor: ksiezycowka
Ja jak byłam mała tez pamiętam kolejki. To była kedna z najgorszych rzeczy na świecie dla mnie poza jazda gdzieś. Kolejka godzinna dla mnie była jak 6 h, jazda 1h była jak 6 h. NIe wytrzymałabym takich kolejkach jak mówisz. :)