Załózmy, że jest pożar. I załóżmy, że 5 metrów przed Wami leży do uratowania człowiek. Jeden człowiek. A dalej jest ludzi pięcioro. I wiecie, że jeśli uratujecie tego, to tamci zginą. A możecie uratować tamtych wszystkich, zostawiając tego pierwszego napotkanego bez ratunku, i on na pewno zginie. Co robicie?
Nie próbujcie kombinować, jak tu zrobić, żeby uratować wszystkich, bo się nie da. Sytuacja jest jasna: albo on, albo oni. Ale on jest tuż obok, a tamci dalej. I to jego widzicie najpierw. Zostawicie, żeby ratować tamtych? Czy nie przejdziecie koło skazanego na śmierć obojętnie, w imię wyższych celów? Bo jak go uratujecie, tamci zginą na pewno.
Wbrew pozorom problem nie jest taki głupi.
Jezu, ale mi się nudzi w tej pracy, jak już takie głupie topiki wymyślam


wówczas nie wartościuje się 


