Kod
: 18 maja 2006, 18:28
Uprzejmie donoszę, że polscy recenzenci stracili gdzieś jaja. Dziwne, żadnego konfliku zbrojnego nie było, a ta smutna rzecz stała się faktem. O co chodzi? O "Kod Leonarda". Przeczytałem do tej pory kilkanaście recenzji, pisanych jeszcze na gorąco. Z każdej przelewa się żałość i żałosne płaszczenie przed panami w sukienkach iż, atakuje się "autorytet kościoła", że Brown popisał same bzdury, że powieść mierna etc. Ciekawe....ciekawe, gdzie są te "same bzdury"? Ja ich nie dostrzegam? Czy "samą bzdurą" jest pisanie o transmogryfikacji w religii chrześcijańskiej, rzeczy oczywistej dla religioznawcy, powszechnie uznanej? Faktem, iż chrześcijaństwo stanowi zlepek kilkunastu religii; przeszczepów, dopasowanych w odpowiednim stopniu? Śmiechu warte. Każda recenzja pisana w tym tonie
. Gdzieś ci recenzenci stracili swe włochate cojones, zamieniając się w posłuszne, żałosne pieski, skamlące o łaskę u panów w czerni. Nie oglądaj - to grzech! Wrzeszczy dzisiejsza okładka superexpressowego brukowca
Na filmie jeszcze nie byłem. Pójdę po tym weekendzie, bo nie lubię tłoku w kinach. Książka stanowi dla mnie popis zręcznej erudycji autora i spory zasób wiedzy. Nic szokującego w niej nie zauważyłem, a czytałem trzy razy. Ech, smutne to i żałosne jednocześnie 
Na filmie jeszcze nie byłem. Pójdę po tym weekendzie, bo nie lubię tłoku w kinach. Książka stanowi dla mnie popis zręcznej erudycji autora i spory zasób wiedzy. Nic szokującego w niej nie zauważyłem, a czytałem trzy razy. Ech, smutne to i żałosne jednocześnie ![:] :]](./images/smilies/krzywy.gif)

Mozem ja ślepa? Ale to tylko fikcja literacka. Nie rozumiem jak ktos moze tego nie rozumiec

(mialo sie kiedys te 10 lat