Post z forum Onetu, który mocno mnie zastanowił
: 13 lip 2006, 15:42
Hmm. ja nie wiem, czy to tu mogę umieścić taki temat, ale jako początkujący mam nadzieję, że jak popełnię jakieś faux pas, to mnie nie zlinczujecie..
Ad rem jednak...
Jakiś czas temu przeczytałem na onecie takiego posta (pozwolę sobie go zacytować, bo nie wiem, jak dlugo będzie dostępny) Jest dosyć długi, składa się właściwie z 2 częsci. Ciekaw jestem Waszego zdania na poglądy w nim prezentowane. Być może była juz o tym dysputa, ale sposób przedstawienia poglądów jest dosyć niespotykany (argumentacja i szczerość). Podaję jeszcze linka, jakby ktoś chciał poczytać sobie to, co pisali inni.
http://wiadomosci.onet.pl/1,15,11,21377 ... forum.html
Tak więc wklejam:
część 1:
A ja nie mam dzieci i nie zamierzam...
ich mieć. Mam już prawie 30 lat, jestem mężatką od kilku lat i jest nam tak bardzo dobrze. Jeśli dwoje ludzi się kocha, to wcale nie jest potrzebne do tego dziecko. Nie rozśmieszajcie mnie tekstami o tym kto mi poda szklankę wody, kto mnie będzie odwiedzał na starość, itp., itd., albo że będę tego żałować, a będzie już za późno, albo jakim to cudem jest dziecko, te rączki, nóżki, bla, bla, bla, itp. - typowe slogany forumowe, które działają na mnie wymiotnie. Kiedy kobieta rodzi dziecko jej życie kończy się, od tej pory zaczyna już żyć życiem dziecka - widzę to po umęczonych i sfrustrowanych koleżankach, które nie mają na nic czasu, ani dla siebie, ani dla partnera. Czy jestem egoistką? Jak najbardziej. Jestem wygodna, lubię mieć czas dla siebie, dla męża, na swoje pasje i zainteresowania. Lubię mieć święty spokój po powrocie do domu, a nie użerać się z macierzyństwem, do którego po prostu się nie nadaję.
~Nie-matka, 11.07.2006 08:23
część 2:
A ja nie mam dzieci i nie zamierzam...
Dziękuję wszystkim za komentarze i żywiołową dyskusję. Oto ja, Nie-matka Polka, za to "społeczny pasożyt", egoistka, którą cechuje "niedojrzałość emocjonalna", oto ja - nawet nie kobieta, bo co to za kobieta ze mnie, skoro mając największy atrybut kobiecości, w postaci macicy, wcale nie chcę skorzystać z daru jakim jest macierzyństwo, mało tego ten dar odrzucam, bo wybieram własne wygodnictwo i jeszcze mam czelność się do tego przyznawać. Pokara mnie zapewne i to za 15, za 20 lub za 30 lat - wtedy sobie pogadamy. Najpierw parę słów do tych, którzy sugerują, że mój komentarz wynika z frustaracji wywołanej tym, że rzekomo nie mogę mieć dzieci. Odpowiadam : mogę, ale nie chcę. Rozumiem, że to trudne do przełknięcia i że to wywoła kolejną falę agresji. Wybieram inaczej, mam do tego prawo. Druga sprawa - nic mnie bardziej nie ubawiło od komentarzy, że mąż zostawi mnie dla tej, która mu te dzieci urodzi, bo ja dzieci mieć nie chcę. Co powiecie w takim razie o tych małżeństwach, które przeżywają kryzysy tuż po tym jak pojawia się dziecko? Ile jest kobiet samotnie wychowujących dzieci, cierpiących wraz z dziećmi, bo mąż odszedł do innej, bo miał kochankę, bo żona nie miała dla niego czasu, a ten nie sprostał wyzwaniu bycia ojcem? Ilu mężczyzn ucieka na wieść o tym, że mają zostać ojcami? Jak można w ogóle było też pomyśleć, że związałabym się z człowiekiem, który chciałby mieć dzieci, a ja bym go tej możliwości pozbawiała, manipulując nim i okaleczając go przy tym? Oboje, świadomie od lat mieliśmy takie poglądy i taką drogę wybraliśmy i żadne z nas nie żałuje, tym bardziej im więcej i częściej konfrontujemy się z parami, które mają dzieci. Wiem i widzę, że to nie dla mnie, nie dla nas po prostu. A teraz dostarczę tym spienionym dodatkowej dawki emocji : nie dla mnie macierzyństwo, bo lubię się wysypiać, wolę nasze koty od dzieci (za to trzeba mnie ukamienować, no już, kamienie w ruch forumowicze co niektórzy), wolę popołudnia z mężem spędzone na czytaniu książek, zwyczajnym obijaniu się, oglądaniu filmów, jak i wspólnej pracy, czy pogłębianiu zainteresowań, czy też odkrywaniu nowych, a nie bawi mnie zarywanie nocy, czy wąchanie pieluch. Nigdy z mężem się nie nudzimy - nie ma takiej możliwości, jeśli wybiera się na męża, czy partnera osobę o zbliżonych poglądach, czy pasjach. My stale za sobą tęsknimy, mamy co ze sobą robić i czym się zająć - uprzedzając wypowiedź, od razu dodam, że nie jestem "lalą do dmuchania", raczej daleko mi do "lali". Co jest zatem celem naszego życia? A kto z Was wie, jaki jest sens życia, czy jest nim reprodukcja i przedłużenie gatunku, czy jest nim służba Bogu, ojczyźnie, czy co tam chcecie. Macierzyństwo to ogrom bezgranicznego poświęcenia, ciężkiej pracy, wyrzeczeń, rezygnacji, to zarówno radość, jak i gorycz, tak jak w życiu, wszystko się ze sobą miesza. Bez względu na to co wybieramy (z dziećmi, czy bez dzieci) - zawsze coś tracimy, zawsze. Podziwiam wszystkie matki i ojców. Ja jednak wiem co wybieram - wygodę (za to przeklną mnie ci, którzy słaniają się ze zmęczenia przy wychowywaniu dzieci i mają o to pretensje), swobodę, nieskrępowanie, wolną, życiową przestrzeń. Ja wybieram EGOISTYCZNIE swoje życie wolne od dziecka, które by tylko przy mnie się męczyło, tak jak i ja z nim. Acha - nie jestem też karierowiczką, nie zarabiam pieniędzy, po prostu nie mam cierpliwości, wiem na co mnie stać, i wiem, że rozumieją mnie co niektóre osoby wypowiadające się na forum. Wiem, czego chce, wiem, czego potrzebuję, a co do szczęścia potrzebne mi nie jest. Tak, jestem wygodna. I co gorsze- dobrze mi z tym, mimo, że jak widzę po niektórzych komentarzach, Wam jest z tym bardzo źle.
Pozdrawiam wszystkie popierające mnie osoby i Rodziców życząc wszystkiego dobrego i dużo zdrowia - to najważniejsze:).
~Nie-matka, 11.07.2006 12:07
Ad rem jednak...
Jakiś czas temu przeczytałem na onecie takiego posta (pozwolę sobie go zacytować, bo nie wiem, jak dlugo będzie dostępny) Jest dosyć długi, składa się właściwie z 2 częsci. Ciekaw jestem Waszego zdania na poglądy w nim prezentowane. Być może była juz o tym dysputa, ale sposób przedstawienia poglądów jest dosyć niespotykany (argumentacja i szczerość). Podaję jeszcze linka, jakby ktoś chciał poczytać sobie to, co pisali inni.
http://wiadomosci.onet.pl/1,15,11,21377 ... forum.html
Tak więc wklejam:
część 1:
A ja nie mam dzieci i nie zamierzam...
ich mieć. Mam już prawie 30 lat, jestem mężatką od kilku lat i jest nam tak bardzo dobrze. Jeśli dwoje ludzi się kocha, to wcale nie jest potrzebne do tego dziecko. Nie rozśmieszajcie mnie tekstami o tym kto mi poda szklankę wody, kto mnie będzie odwiedzał na starość, itp., itd., albo że będę tego żałować, a będzie już za późno, albo jakim to cudem jest dziecko, te rączki, nóżki, bla, bla, bla, itp. - typowe slogany forumowe, które działają na mnie wymiotnie. Kiedy kobieta rodzi dziecko jej życie kończy się, od tej pory zaczyna już żyć życiem dziecka - widzę to po umęczonych i sfrustrowanych koleżankach, które nie mają na nic czasu, ani dla siebie, ani dla partnera. Czy jestem egoistką? Jak najbardziej. Jestem wygodna, lubię mieć czas dla siebie, dla męża, na swoje pasje i zainteresowania. Lubię mieć święty spokój po powrocie do domu, a nie użerać się z macierzyństwem, do którego po prostu się nie nadaję.
~Nie-matka, 11.07.2006 08:23
część 2:
A ja nie mam dzieci i nie zamierzam...
Dziękuję wszystkim za komentarze i żywiołową dyskusję. Oto ja, Nie-matka Polka, za to "społeczny pasożyt", egoistka, którą cechuje "niedojrzałość emocjonalna", oto ja - nawet nie kobieta, bo co to za kobieta ze mnie, skoro mając największy atrybut kobiecości, w postaci macicy, wcale nie chcę skorzystać z daru jakim jest macierzyństwo, mało tego ten dar odrzucam, bo wybieram własne wygodnictwo i jeszcze mam czelność się do tego przyznawać. Pokara mnie zapewne i to za 15, za 20 lub za 30 lat - wtedy sobie pogadamy. Najpierw parę słów do tych, którzy sugerują, że mój komentarz wynika z frustaracji wywołanej tym, że rzekomo nie mogę mieć dzieci. Odpowiadam : mogę, ale nie chcę. Rozumiem, że to trudne do przełknięcia i że to wywoła kolejną falę agresji. Wybieram inaczej, mam do tego prawo. Druga sprawa - nic mnie bardziej nie ubawiło od komentarzy, że mąż zostawi mnie dla tej, która mu te dzieci urodzi, bo ja dzieci mieć nie chcę. Co powiecie w takim razie o tych małżeństwach, które przeżywają kryzysy tuż po tym jak pojawia się dziecko? Ile jest kobiet samotnie wychowujących dzieci, cierpiących wraz z dziećmi, bo mąż odszedł do innej, bo miał kochankę, bo żona nie miała dla niego czasu, a ten nie sprostał wyzwaniu bycia ojcem? Ilu mężczyzn ucieka na wieść o tym, że mają zostać ojcami? Jak można w ogóle było też pomyśleć, że związałabym się z człowiekiem, który chciałby mieć dzieci, a ja bym go tej możliwości pozbawiała, manipulując nim i okaleczając go przy tym? Oboje, świadomie od lat mieliśmy takie poglądy i taką drogę wybraliśmy i żadne z nas nie żałuje, tym bardziej im więcej i częściej konfrontujemy się z parami, które mają dzieci. Wiem i widzę, że to nie dla mnie, nie dla nas po prostu. A teraz dostarczę tym spienionym dodatkowej dawki emocji : nie dla mnie macierzyństwo, bo lubię się wysypiać, wolę nasze koty od dzieci (za to trzeba mnie ukamienować, no już, kamienie w ruch forumowicze co niektórzy), wolę popołudnia z mężem spędzone na czytaniu książek, zwyczajnym obijaniu się, oglądaniu filmów, jak i wspólnej pracy, czy pogłębianiu zainteresowań, czy też odkrywaniu nowych, a nie bawi mnie zarywanie nocy, czy wąchanie pieluch. Nigdy z mężem się nie nudzimy - nie ma takiej możliwości, jeśli wybiera się na męża, czy partnera osobę o zbliżonych poglądach, czy pasjach. My stale za sobą tęsknimy, mamy co ze sobą robić i czym się zająć - uprzedzając wypowiedź, od razu dodam, że nie jestem "lalą do dmuchania", raczej daleko mi do "lali". Co jest zatem celem naszego życia? A kto z Was wie, jaki jest sens życia, czy jest nim reprodukcja i przedłużenie gatunku, czy jest nim służba Bogu, ojczyźnie, czy co tam chcecie. Macierzyństwo to ogrom bezgranicznego poświęcenia, ciężkiej pracy, wyrzeczeń, rezygnacji, to zarówno radość, jak i gorycz, tak jak w życiu, wszystko się ze sobą miesza. Bez względu na to co wybieramy (z dziećmi, czy bez dzieci) - zawsze coś tracimy, zawsze. Podziwiam wszystkie matki i ojców. Ja jednak wiem co wybieram - wygodę (za to przeklną mnie ci, którzy słaniają się ze zmęczenia przy wychowywaniu dzieci i mają o to pretensje), swobodę, nieskrępowanie, wolną, życiową przestrzeń. Ja wybieram EGOISTYCZNIE swoje życie wolne od dziecka, które by tylko przy mnie się męczyło, tak jak i ja z nim. Acha - nie jestem też karierowiczką, nie zarabiam pieniędzy, po prostu nie mam cierpliwości, wiem na co mnie stać, i wiem, że rozumieją mnie co niektóre osoby wypowiadające się na forum. Wiem, czego chce, wiem, czego potrzebuję, a co do szczęścia potrzebne mi nie jest. Tak, jestem wygodna. I co gorsze- dobrze mi z tym, mimo, że jak widzę po niektórzych komentarzach, Wam jest z tym bardzo źle.
Pozdrawiam wszystkie popierające mnie osoby i Rodziców życząc wszystkiego dobrego i dużo zdrowia - to najważniejsze:).
~Nie-matka, 11.07.2006 12:07



<browar>

