agnieszka.com.pl • Nastolackie wakacje
Strona 1 z 1

Nastolackie wakacje

: 21 paź 2006, 19:55
autor: Mona
Tak mnie natchnęło przez wymianę prajwów z Lolli.
Pierwsze samodzielne wakacje urządziłam sobie zaraz po skończeniu 8mej klasy i OMG <boje_sie> miałam wtedy 15 lat ;DD i część tych wakacji spędziłam na pielgrzymce pieszej do Częstochowy. Nie żebym była zatwardziałą katoliczką, ale chciałam zobaczyć, jak to jest, gdy się tak idzie z pomorza pieszo i zobaczyłam - fajna przygoda z pieśnią na ustach i z pęcherzami na podeszwach stóp :D
Następne - jeden m-c zawsze pracowałam, a drugi spędzałam na podróżach stopem przez Polskę. Było niesamowicie :D
To tak w skrócie, a Wy jak spędzaliście/cie wakacje? Mam na myśli lata do 19go roku życia, więc niektórzy tutaj jeszcze nawet są w tym przedziale :)

: 21 paź 2006, 20:01
autor: katerina
Nieodlacznym elementem kazdych wakacji byl pobyt nad morzem, co roku w tej samej miejscowosci, na tym samym polu namiotowym :) Najpierw z rodzicami, potem (gdzies tak w polowie liceum) sama ze znajomymi. Do tej pory mam faze, ze jesli w lecie nie posiedze przynajmniej 2-3 dni w Chalupach, to czuje sie, jakby lata nie bylo. Poza tym rajdy rowerowe, piesze, jakies krotsze wyjazdy rodzinne. A na studiach skonczylo sie fajne, bo zaczelam chodzic do pracy i wolne wakacje mialam dopiero po uzyskaniu absolutorium - musialam kiedys napisac prace magisterska.

: 21 paź 2006, 22:50
autor: runeko
Bardzo wczesne dziecinstwo- nad morzem, nad Biebrza, z rodzicami i bratem
Dziecinstwo- USA, z rodzicami
13+ -moje miasteczko i okolice, ze znajomymi
18+ "to byly juz jakies wakacje?co to ma znaczyc, ze juz pazdziernik?"

: 21 paź 2006, 23:08
autor: ksiezycowka
O jejciu. Żebym ja wszystko pamietala. Kiedys bylismy ztata i bartem nad jakims jeziorem pod namiotem. Fajnei bylo :D Tylko nie za bardoz umieli sie mna zajac....A mala bylam.
No potem przez pare lat wakacji w ogole nie bylo. Potem byla nuuuuudne santoria.
Potem mama zlapala fuche jako pielegniarka na koloniach. To jeździlysmy na kolonie.
Mialam tam pewna niezaleznosc, nie bylam uwiazana z jakimis grupami chocby pokojem czy jakims wyjsciem. Wiec generlanie piwko i na plaze sie posmazyc. Wieksozsc kolonii nad morzem byla bowiem. Raz spedzilam miesiac [2 turnusy] w Suchej Beskidzkiej. Okropnosc. Klimat do dupy. Po 20 h dziennie spalam i mnie matka budzila zebym jadla czy do lazienki szla i dalej spalam.
Kolonie nadmorskie byly fajne. Zwlaszcza potem nieco. Ja se siedzialam a mi facetow dowozili <aniolek>
Potem ostatnie kolonie wygladaly tak ze moja M. zabralam. Chodzilam struta bo faceta zostawilam w Wawie. No to przyjechal z kumplem na pole namiotowe wiec mama mnie tylko na posilakch widywala [stwarzalysmy pozory :D ] zazwyczaj na kacu robiaca sobie tylko kanapki na "później" . Przez tydzien jak podliczylam jakies 9 h spalam :D
Fajfajniejsze wakacje w moim zyciu. Teraz od brata kumpla sie dopiero dowiaduje ze on beczal jak wyjezdzal. Ja ze 2 dni. [Bo oni na tydzien a my jeszcze troche]. Moja M. struta. Moj byly juz normalnie az zadzwonil i powiedzial ze pojechal do swojej dziewczyny i z nia zerwal dla mnie [a kto w to wierzy <hahaha> ]. Bylam w ciezkim szoku bo myslalam ze oni nie sa juz odkad zaczynalismy byc ze soba, ale luuuuz.
Kolejne wakacje... to neizbyt pamietam chyba. A n ie wiem bylismy z M. i mama w Okunice gdzie grzyb jest wszedzie. :] Dlatego znana jest wsrod nas nazwa "Ogrzybinka".
A kolejne wakacje to juz z moim byly. Pod namiocikiem. I jeszcze kumpel z klasy byl nie pod namiocikiem :D O to se tam bylismy.
No a poprzednie to ja z moja M. w Krynicy. Fajnei bylo :D Ale nie dla nas takia miejscowosc stanowczo :/ No i smutno bylo bo wtedy mialma prblemy czy tzw "Separacje" z moim. :/
No a te wakacje 4 dni urlopu deszczu pelno z moim nad morzem. :D

: 22 paź 2006, 00:02
autor: ptaszek
Kazde niemal wakacje spędzałam w połowie na mazurach, w połowie w Warszawie. Nie wyobrażam sobie wakacji bez mazur! Mam swoje jedno ukochane miejsce -> tam, gdzie mieszkali dziadkowie, gdzie urodziła się i wychowywała mama. I w zasadzie to mi wystarczało. Nie czułam potrzeby jeździć nigdzie indziej. Leżałam sobie w pół naga między trawami i zbożami, na pięknym odludziu, czytałam książki, pisałam swoje wierszyki, urządzałam spacery i obserwowałam samotnie przyrodę. Jak była rodzinka -> ogniska, wyjazdy do Augustowa, nad jeziora. Brzmi nudno? A ja się wcale nie nudziłam :) Przyjemna pustelnia, można się wyciszyć, odpocząć od miejskiego hałasu, pośpiechu, a nawet ludzi.

Gdy zdałam do II klasy liceum pojechałam do Zakopca (jeden z najlepszych wyjazdów w moim życiu i pierwszy bez uczestnictwa rodziny). Z tymi samymi ludźmi rok później pojechałam w Beskidy, niestety brakowało kilku ważnych osób z poprzedniego wypadu i to już nie było to samo :( Poza tym parę dni pod Warszawą z ukochanym sam na sam :)

: 22 paź 2006, 00:34
autor: Yasmine
Ja wakacje spedzalam zawsze w domu. Po pierwsze brak kasy, po drugie nie lubie wyjezdzac i zwiedzac. Wole gdzies w poblizu rozlozyc sie na trawie, rozkoszowac sloncem i poplywac. Jedyna rozrywka bylo spanie pod namiotem (ale to blisko domu bylo) jak mialam jakies 16 lat.

: 22 paź 2006, 02:07
autor: Jacek
Nikt nie był w harcerstwie!? ;d

Obozy harcerskie nad jeziorami... to było to! A nie jakieś tam dziadowskie kolonie z zakładu pracy. :P

: 22 paź 2006, 07:02
autor: ksiezycowka
Jacek pisze:A nie jakieś tam dziadowskie kolonie z zakładu pracy.
To sa jeszcze takie? :?
ptaszek pisze:Nie wyobrażam sobie wakacji bez mazur!
A ja bez morza :)

: 22 paź 2006, 09:18
autor: Mona
Jacek pisze:Obozy harcerskie nad jeziorami... to było to!

To dawaj, czekamy na harcerskie opowieści ;DD

: 22 paź 2006, 10:19
autor: larena
ja od 15 roku zycia zaczelam pracowac ale zawsze znajdowalam czas na szalone wypadziki stopem, planowane na spontana z dnia na dzien, lub zjezdzajac Polske pociagiem na bilecie weekendowym i tak w ciagu 4 dni bylam nad morzem, w gorach, Toruniu i na mazurach, czesto o krakow zachaczajc :) ( podrozowalo sie w nocy )
oczywiscie koniecznie rejsy po mazurach i obowiazkowo obecnosc na festiwalu reggae w Ostródzie a inne szalenstwa oczywiscie na spontanie, a najlepiej sie podrozuje stopem :D
ehhhh juz chce kolejnych wakacji bo duzo mi z tego szalenstwa zostalo chociaz te wakacje to pewnie beda 3 miesiace spedzone na plazy nad morzem w pracy

[ Dodano: 2006-10-22, 10:23 ]
moon pisze:Okunice gdzie grzyb jest wszedzie

Okuninka tez obowiazkowo musi byc zaliczona

: 22 paź 2006, 10:40
autor: Olivia
Ja jeździłam zwykle na pierwszy turnus na kolonie z pracy mojego taty, bo sporo dofinansowywali i płaciło się za to grosze. Wyjazd trwał 3 tygodnie. :] I zawsze był ryk, jak się wracało. No może jak byłam pierwszy raz to nie płakałam. Chyba. :/ A potem jechaliśmy na wieś.
Tak było do czasu, aż poszłam do 8 klasy podstawowej.

: 22 paź 2006, 12:29
autor: Mona
Olivia pisze:Tak było do czasu, aż poszłam do 8 klasy podstawowej.

A potem? :>

: 22 paź 2006, 12:40
autor: Sir Charles
Pierwszy zupełnie samodzielny (w czterech chłopa) wyjazd, to czterodniowy wypad w w góry w weekend majowy w wieku lat szesnastu :) Prawie ugryzła mnie żmija, siadłem na mrowisku, kumpel się przez chwilę obraził i chciał iść spać do lasu, jechaliśmy taksówką 120 po bitej drodze... Trochę mnie chyba udorosliło :P

: 22 paź 2006, 14:27
autor: Joasia
Przez długi czas nie jeździłam nigdzie na wakacje. Rodzice nie mieli kasy ani samochodu. Potem zaczęły się wspólne wczasy. Jeździliśmy do ośrodka który był w lesie pod Warszawą. Byłam kilka razy na koloniach i obozach. Głównie wyjeżdżałam nad morze, raz w góry, potem udało się za granicę - Czechy, Włochy. Pierwszy samodzielny wyjazd przeżyłam dopiero w wieku 19 lat. Pojechałam ze znajomymi nad morze i wróciłam stamtąd z chłopakiem - nie ma to jak puścić mnie samą w świat <hahaha>

: 22 paź 2006, 19:48
autor: Jacek
moon pisze:
Jacek pisze:A nie jakieś tam dziadowskie kolonie z zakładu pracy.

To sa jeszcze takie? :?

No jak ja miałem naście lat to tylko takie były a temat dotyczy chyba tego jak spędzaliśmy nastolackie wakacje, tak? :>

Mona pisze:
Jacek pisze:Obozy harcerskie nad jeziorami... to było to!

To dawaj, czekamy na harcerskie opowieści ;DD

Własnoręczne budowanie obozu, spanie pod namiotami, nocne warty, ogniska, łowienie ryb które później samemu się patroszyło i smażyło, nocne gry i zabawy terenowe w lesie, zdawanie na sprawności... szczególnie jedna była fajna, nazywała się "trzy pióra" i polegała na tym, że przez jedną dobę zachowuje się milczenie, przez jedną dobę nic się nie je albo odżywia wyłącznie tym co znajdzie się w lesie i przez jedną dobę ukrywa się tak, aby przez nikogo nie być widzianym, przy czym cała trudność tej próby polegała na tym, że dodatkowo należało niepostrzeżenie zostawić jakąś informację o swoim pobycie w obozie. Przeważnie robiło się to w czasie nocy, ale oczywiście cały obóz był na to przygotowany i zamiast dwójki nominalnych wartowników zawsze pojawiało się więcej "życzliwych" ochotników mających problem ze snem. U nas kolejność tych prób wyglądała w ten sposób, że najpierw dobę nic się nie jadło co akurat w warunkach obozowych nie było wcale takie trudne, później była próba samotności, z tym już było mniej różowo, bo spanie samemu w ciemnym lesie na glebie, gdzie nad ranem piździ niemiłosiernie a w nocy strach się bać, fajne nie było, no i to podkradanie się do obozu wbrew pozorom też nie było łatwe, bo niby z jednej strony ciemny las wokół był sprzymierzeńcem, ale każda sucha gałązka mogła zakończyć całą zabawę. Na koniec była doba milczenia i kiedy wydawało się że już jest z górki, to właśnie ta próba okazała się dla większości próbą nie do przejścia, bo trzeba dodać że cały bajer polegał na tym, że zachowując milczenie trzeba było normalnie uczestniczyć w życiu obozu. Różne były patenty na milczenie, niektórzy nabierali wody w usta, ale przeważnie na niewiele się to zdawało. Ja miałem dwa podejścia i właśnie wtopiłem na próbie milczenia, tym bardziej szkoda było tej zaliczonej samotnej doby w lesie i głodówki. Ech... to były piekne czasy...

A tak to między obozami przeważnie wyjazdy w okolice Karpacza do dziadków, raz trafiła się kolonia, no a od drugiej klasy szkoły średniej zaczął się już hardcore. <diabel>

: 22 paź 2006, 20:00
autor: Mona
Jacek pisze:no a od drugiej klasy szkoły średniej zaczął się już hardcore.

To też dawaj, czekamy na hardcorowe opowieści <diabel>

: 22 paź 2006, 20:11
autor: Jacek
Problem w tym, że z tych hardcorowych to niewiele pamiętam. <;)> ;d

: 22 paź 2006, 20:18
autor: Mona
Jacek pisze:Problem w tym, że z tych hardcorowych to niewiele pamiętam.

No cóż, będziemy musieli to jakoś przeżyć, a już rozsiadłam się wygodniej <diabel>
Liczę na to, że wpadnie tutaj jeszcze parę osób po 30stce :>

: 22 paź 2006, 20:39
autor: Lina
Moje pierwsze samodzielne wakacje...w 5 dziewczyn pjechałyśmy najpierw na tydzień w góry (na Jamną) potem na kilka dni do Krakowa (od tego dnia jestem uzależniona od tego miasta i jadę tam co roku chociaż na weekend...zazdroszczę tym, którzy tam mieszkają i mają te wszystkie urocze zakątki na codzień) a potem jeszcze na 10 dni do Szczawnicy...zabawa na maxa...dużo chodzenia po ngórach..Krakowskie imprezy do rana...cudo

: 22 paź 2006, 21:39
autor: Mysiorek
Mona pisze:spędziłam na pielgrzymce pieszej do Częstochowy.

<hahaha> <hahaha> <hahaha>

Ja od 9-go roku życia na obozach harcerskich.
Potem fruwających... ale wszystko to było zorganizowane, ale najlepsze-zajebiste ;P

: 22 paź 2006, 21:57
autor: TFA
Pierwszy raz pojechalem na biwak dzien po tym jak nie zdalem w ogolniaku z pierwszej klasy do drugiej, najpierw powiedzialem starym ze nie zdalem, a potem ze chce jechac na biwak ;DD Do dzisiaj nie wierze ze mnie puscili.

: 22 paź 2006, 22:57
autor: Dzindzer
Od dziecka jeżdziłam najcześciej z rodzicami, koniecznie nad morze i w góry. Jak rodzice nie jechali to podrzucali mnie którejśc z sióstr mamy która gdzies jechała, z Asia jeżdziłam w góry a z Halina nad morze. Jak byłam troche starsza to zaczełi mnie zabierac gdzies dalej, do Niemiec, etedy jeszcze Czechosłowacji i do Bułgarii. W wieku 16 lat zaczęłam czesc wakacji spedzac ze znajomymi. Wynajmowało sie gdzies domek, ojciec mnie na miejsce zawoził ( z całym wyposazeniem typu lodówka, mikrofalówka i kupa zarcia na które inni rodzice sie skaładali tez, albo inni uczestnicy). wracałam juz sama, bo po sprzety jechał juz ktos inny. W wieku lat 18 zaczełam jeżdzic tez z facetami. Potem jeszcze doszła dodatkowa opcja, jedna z ciotek zamieszkała we Włoszech i miałam tam zapewnione 2 tygodnie wakacji.

: 22 paź 2006, 23:05
autor: ksiezycowka
Jacek pisze:No jak ja miałem naście lat to tylko takie były a temat dotyczy chyba tego jak spędzaliśmy nastolackie wakacje, tak? :>
Ja tylko spytalam...
Lina pisze:jadę tam co roku chociaż na weekend.
Ja tez :D A biorac pod uwage dlugosc moich wakacji to sa moje drugie w roku wakacje. Zawsze na wiosne :D