Szukam głęboko wytłumaczenia, bo tak już mam. Koś mi już z rodziny kiedyś powiedział i zarzucał że każdego mogę, potrafię wybielić. Heh. Ma się miękkie serce, to trza mieć twardą dupę.
Każdy jest kowalem swojego losu, doli więc ona ma wpływ na swoje życie. Ja mam na swoje. Więc można powiedzieć że zaczynając związek, zaczyna się od zera. Każdy może zrobić tak aby związek był udany. Tym samym nie powinienem jej usprawiedliwiać, gdyż to co robi jest jej działaniem a nie sił nadprzyrodzonych. To takie filozofowanie.
Mogę tak od niej oczekiwać tak nagłej zmiany? czy to jest ponad siły danej osoby. Co o tym sądzicie? Mi się wydaje, że wystarczy chcieć, ale to moje zdanie.
Czy mnie kocha? Hmm po tym co mówi o uczuciach do mnie to TAK, po tym co robi, czyni NIE.
Z tym że wiadomo że łatwiej się mówi niż się robi. Czasem się mówi rzeczy tak aby mieć spokój, albo wprowadzić drugą osobę w błąd. Więc patrząc na tą sytuację z boku to nawet się nie wysila.
Patrząc z perspektywy całego życia, to jeden rok to nic. Patrząc w skali mikro rok to bardzo dużo. Szczególnie jeżeli może wpłynąć na zmianę twojej postawy i wprowadzić pustkę dotkliwie odczuwalną w dalszym czasie.
Teraz sobie pluję w brodę mówiąc: czemu zabrałem się za szukanie dziewczyny tak późno

miałbym teraz doświadczenia które na pewno by mi pomogły, i pozwoliły zachować pewność swoich decyzji. Sam sobie zgotowałem ten los.