traumatyczny koniec związku
Moderator: modTeam
traumatyczny koniec związku
skrót wiadomości:
14 lat znajomości, 10 małżeństwa. Ogromna różnica wieku. Jedno dziecko. Ona rozwodzi się ze mną, dla innego.............
początek:
poznałem, zanim się umówiłem po kilku miesiącach, zapytałem jej matkę – czy mogę iść z jej córka na spacer, odp.: tak............
lata mijają:
Dopiero po długim czasie zamieszkaliśmy ze sobą. Zostałem uznany przez jej rodzinę za odpowiedniego człowieka. Po kilku latach ślub. Po kilku latach dziecko – z miłości. Byłem dla niej dobrym człowiekiem, mowy nie było o jakichś zdradach moich, byłem cały jej i nie dla urody seksu z młodą kobietą. Jestem człowiekiem inteligentnym, wykształconym, ale bardzo naiwnym. Cały czas byłem sponsorem, miałem wtedy majątek, szedł na jej szkoły, studia, nasz dom, dla licznej rodziny. Topniał. Zapewne nie myśląc o tym kupowałem ją sobie. Kobieta doroślała, mądrzała, była nadzwyczaj dobra dla mnie, poza nie umiejętnością prowadzenia kasy. Wyrastała ze swojego mistrza, a mistrz starzał się. Mając przed tym związkiem dawno zakończone małżeństwo (+dorosła córka), wiedzę o sobie i kobietach, pozornie nie robiłem błędów. Byłem dobrym mężem, kochankiem, ojcem. Z czasem zapewne coraz zwyczajniejszym i nudnym. Zachorowałem, życiowe problemy – brak pracy, majątek topniał. Zostawałem z tym sam. Zacząłem być praczką-sprzątaczką domową, niańką do dziecka, ma 4 lata, bardzo z dobrym ojcem związane. Taka pewnie relacja „dziadziuś-wnuczka”. Żona zaczęła pracować, z czego się cieszyłem, bo na przyszłość w razie problemów finansowych-zdrowotnych, to logiczne - niestety za szybko się zjawiły.............
finał:
Przed pół rokiem: wyjedź do pracy za granicę, jak zarobisz – przyjadę z córką. Załatwiam, mijają miesiące organizacyjne. nie rozumiałem, że ten mój wyjazd potrzebny jej już do czego innego. Moje zaufanie do żony było 100%. Ona tym czasem zaczęła pomieszkiwać u matki. Jej rodzina i ona ułożyły plan. Poznałem go 2 mies. temu: Wraca kiedyś z po 2 dniach, mówi: nie kocham cię, rozwodzie się z tobą, mam kogoś. Grom. Niedowierzanie. Przykre słowa do mnie: jestem z kimś od pół roku, znam od dwóch. Ty jesteś stary i biedny. On cudowny i bogaty. Raniące słowa, opowieści, nieco chwalenia się nim i jego; najbliższa osoba zamienia się w „zło”. Tak robią kobiety jak mają do zrealizowania swój plan, jeśli mąż to nie cham i pijak to odchodzą do innego. Mówi: wyjadę z nim za granicę, wezmę córkę. Szok. Żony nie ma. Dziecko widzę z łaski. Płacze – tatusiu ja chcę do domu. Matka mówi, przyzwyczai się, będzie jej lepiej w przyszłości. Pozew, czekam na termin. Są i pieskie skomlenia moje, zajmuje się mną psycholog, zabijam się, nie ma o co i jak walczyć. dziecko nie staje się narzędziem, ale jego straty nie umiem zaakceptować..........
wniosek:
To trauma, jak śmierć najbliższych i zawsze wtedy winę znajduje się również w sobie. Jestem w połowie drogi do pogodzenia, zrozumiałem co się stało, dlaczego, że to się nie odwróci. Zwolniłem się z „posady” opiekuna. Wyję za córeczką. Nie nadaję się na przyjaciela żony. Dla niej nie stanowię problemu. Jej rodzina się nią zajmuje, będzie nowy dolarowy zięć. Nadal ja kocham, choć rzeka popłynęła. Nic już nie będzie. Może zostanę z tym na zawsze, może nie. Nie wiadomo. Po Co to pisze?
Nie ma tak, że wiesz czy jesteś kochany (kochana).
14 lat znajomości, 10 małżeństwa. Ogromna różnica wieku. Jedno dziecko. Ona rozwodzi się ze mną, dla innego.............
początek:
poznałem, zanim się umówiłem po kilku miesiącach, zapytałem jej matkę – czy mogę iść z jej córka na spacer, odp.: tak............
lata mijają:
Dopiero po długim czasie zamieszkaliśmy ze sobą. Zostałem uznany przez jej rodzinę za odpowiedniego człowieka. Po kilku latach ślub. Po kilku latach dziecko – z miłości. Byłem dla niej dobrym człowiekiem, mowy nie było o jakichś zdradach moich, byłem cały jej i nie dla urody seksu z młodą kobietą. Jestem człowiekiem inteligentnym, wykształconym, ale bardzo naiwnym. Cały czas byłem sponsorem, miałem wtedy majątek, szedł na jej szkoły, studia, nasz dom, dla licznej rodziny. Topniał. Zapewne nie myśląc o tym kupowałem ją sobie. Kobieta doroślała, mądrzała, była nadzwyczaj dobra dla mnie, poza nie umiejętnością prowadzenia kasy. Wyrastała ze swojego mistrza, a mistrz starzał się. Mając przed tym związkiem dawno zakończone małżeństwo (+dorosła córka), wiedzę o sobie i kobietach, pozornie nie robiłem błędów. Byłem dobrym mężem, kochankiem, ojcem. Z czasem zapewne coraz zwyczajniejszym i nudnym. Zachorowałem, życiowe problemy – brak pracy, majątek topniał. Zostawałem z tym sam. Zacząłem być praczką-sprzątaczką domową, niańką do dziecka, ma 4 lata, bardzo z dobrym ojcem związane. Taka pewnie relacja „dziadziuś-wnuczka”. Żona zaczęła pracować, z czego się cieszyłem, bo na przyszłość w razie problemów finansowych-zdrowotnych, to logiczne - niestety za szybko się zjawiły.............
finał:
Przed pół rokiem: wyjedź do pracy za granicę, jak zarobisz – przyjadę z córką. Załatwiam, mijają miesiące organizacyjne. nie rozumiałem, że ten mój wyjazd potrzebny jej już do czego innego. Moje zaufanie do żony było 100%. Ona tym czasem zaczęła pomieszkiwać u matki. Jej rodzina i ona ułożyły plan. Poznałem go 2 mies. temu: Wraca kiedyś z po 2 dniach, mówi: nie kocham cię, rozwodzie się z tobą, mam kogoś. Grom. Niedowierzanie. Przykre słowa do mnie: jestem z kimś od pół roku, znam od dwóch. Ty jesteś stary i biedny. On cudowny i bogaty. Raniące słowa, opowieści, nieco chwalenia się nim i jego; najbliższa osoba zamienia się w „zło”. Tak robią kobiety jak mają do zrealizowania swój plan, jeśli mąż to nie cham i pijak to odchodzą do innego. Mówi: wyjadę z nim za granicę, wezmę córkę. Szok. Żony nie ma. Dziecko widzę z łaski. Płacze – tatusiu ja chcę do domu. Matka mówi, przyzwyczai się, będzie jej lepiej w przyszłości. Pozew, czekam na termin. Są i pieskie skomlenia moje, zajmuje się mną psycholog, zabijam się, nie ma o co i jak walczyć. dziecko nie staje się narzędziem, ale jego straty nie umiem zaakceptować..........
wniosek:
To trauma, jak śmierć najbliższych i zawsze wtedy winę znajduje się również w sobie. Jestem w połowie drogi do pogodzenia, zrozumiałem co się stało, dlaczego, że to się nie odwróci. Zwolniłem się z „posady” opiekuna. Wyję za córeczką. Nie nadaję się na przyjaciela żony. Dla niej nie stanowię problemu. Jej rodzina się nią zajmuje, będzie nowy dolarowy zięć. Nadal ja kocham, choć rzeka popłynęła. Nic już nie będzie. Może zostanę z tym na zawsze, może nie. Nie wiadomo. Po Co to pisze?
Nie ma tak, że wiesz czy jesteś kochany (kochana).
Wlasnie zaczalem sie ostatnio zastanawiac czemu tak mlodzi faceci nie chca brac slubow, to jedna z odpowiedzi - Twoj moral.
Coz moge wiecej powiedziec, przykre.
Moge jeszcze dodac ze ona jest censored, i kurewsko wygodna. Chyba kwestia wychowania? Hmmm zostawilbym jej dziecko i zyczyl zeby ten nowy lal ja po mordzie
Trzymaj sie czlowieku.
Parowkowym dziwkom mowimy stanowcze NIE <boks>
Coz moge wiecej powiedziec, przykre.
Moge jeszcze dodac ze ona jest censored, i kurewsko wygodna. Chyba kwestia wychowania? Hmmm zostawilbym jej dziecko i zyczyl zeby ten nowy lal ja po mordzie
Trzymaj sie czlowieku.
Parowkowym dziwkom mowimy stanowcze NIE <boks>
"Jest taka cierpienia granica, za ktora sie usmiech pogodny zaczyna...Hyhy "
hyhy e(L)o
hyhy e(L)o
A nie mówiłem ze "NIC NIE TRWA WIECZNIE " <aniolek2> NALEZY BYĆ TYLKO NA TO PRZYGOTOWANYM ! <browar>
Jest tak ....ze wiesz , ze jesteś kochany , tylko do siebie tego nie dopuszczasz , jak sie coś zmienia , myslisz ze tak ma być ! Gdybym z Tobą podyskutował , wyszło by ze dokładnie wiedzialeś w którym momencie juz Cie nie kochała ! , ale mi sie nie chce a Ty teraz jak pomyslisz to też bedziesz wiedział ! <browar>
Jest tak ....ze wiesz , ze jesteś kochany , tylko do siebie tego nie dopuszczasz , jak sie coś zmienia , myslisz ze tak ma być ! Gdybym z Tobą podyskutował , wyszło by ze dokładnie wiedzialeś w którym momencie juz Cie nie kochała ! , ale mi sie nie chce a Ty teraz jak pomyslisz to też bedziesz wiedział ! <browar>
poszukuje radia CEZAR - QUADRO unitry diora
słusznie, na pewno jestem w stanie określić czas kiedy zaczęło sie odchodzenie; jak można wiedzieć kiedy zaczęło sie inne spotkanie. Wszystko jest przecież procesem, czesem b. krótkim, ale w tym wypadku kilkuletnim. Różnice mentalności spowodowały, że ja sądząc po sobie nie dopuszczałem, że można skrzywdzić kochane przecież przez tę kobietę dziecko - likwidując mu dzieciństwo i dom. Nie wyzywam jej od takich owakich, to nie do przyjęcia.
Mam obowiązek sie wyprostować, gdybym nie myślał o moich dzieciach byłoby to trudniejsze. Mniemam, że wielu ma gorzej. Przetrwać można wszystko. W wątku obok jest o zdradzie. Z tym można żyć, nawet bez leku o powtórkę, ale udaje sie to ludzim dojrzałym. Zemsty świadczą tylko o niedojrzałości. Nastepne pofolgowanie sobie nie wchodzi w grę (pomijam, że są pary, które tak lubią).
Napisałem, jestem w połowie drogi: pozostaje zobojętnieć na nią (czy wręcz przestać się bać), wytrzymać jakieś nieznane mi ciosy dawane przy rozwodzie. I tak układać relację, by mieć z naszą córką kontakt. Nie ma niestety sposobu by uraz psychiczny dziecka nie niszczył go, tu zadna gra moja nie wiele da, bo nie mam wiedzy o grze "tam". Jej nowy musi to dziecko zaakceptować, może ona w to wierzyć, ale to zależy z kolei na ile on jest dojrzały. Nie moja sprawa to rozpatrywać.
Mam obowiązek sie wyprostować, gdybym nie myślał o moich dzieciach byłoby to trudniejsze. Mniemam, że wielu ma gorzej. Przetrwać można wszystko. W wątku obok jest o zdradzie. Z tym można żyć, nawet bez leku o powtórkę, ale udaje sie to ludzim dojrzałym. Zemsty świadczą tylko o niedojrzałości. Nastepne pofolgowanie sobie nie wchodzi w grę (pomijam, że są pary, które tak lubią).
Napisałem, jestem w połowie drogi: pozostaje zobojętnieć na nią (czy wręcz przestać się bać), wytrzymać jakieś nieznane mi ciosy dawane przy rozwodzie. I tak układać relację, by mieć z naszą córką kontakt. Nie ma niestety sposobu by uraz psychiczny dziecka nie niszczył go, tu zadna gra moja nie wiele da, bo nie mam wiedzy o grze "tam". Jej nowy musi to dziecko zaakceptować, może ona w to wierzyć, ale to zależy z kolei na ile on jest dojrzały. Nie moja sprawa to rozpatrywać.
- Głęboka Purpura
- Entuzjasta

- Posty: 86
- Rejestracja: 10 lip 2005, 11:50
- Skąd: Z daleka
- Płeć:
- Krzych(TenTyp)
- Weteran

- Posty: 1848
- Rejestracja: 25 lis 2004, 12:51
- Skąd: Bydgoszcz
- Płeć:
hobog pisze:Tak robią kobiety jak mają do zrealizowania swój plan, jeśli mąż to nie cham i pijak to odchodzą do innego.
No i tu jest wielka pomyłka. Muj ojciec był zachlanym, paskudnym, wżeszczącym pijakiem. Jest jusz przeszłością. A moja matka nadal jest naprawde kochajaca kobietą. A faceta znalazłą sobie po rozwodzie. My dwaj ja i muj brat dorośli już sami potrzafimy sobie poradzić.
Nami również zaopiekował sie psycholog. Pomógł . Teraz żyję, przeszłości prawie nie pamiętam.
Jeszczę biędzie dobże ........
[ Dodano: 2005-07-11, 22:27 ]
Andrew pisze:NALEZY BYĆ TYLKO NA TO PRZYGOTOWANYM !
Amen !
H, man runs over a woman in his car, whos fault is?
Well...
Why is the man...
Driveing in the kitchen ?
Well...
Why is the man...
Driveing in the kitchen ?
Nie rozumiem tego wszystkiego. Dlaczego kobiety lgną do facetów "nadzianych", "ostrych", takich którzy potrafią powiedzieć im brzydkie słowo, wyzwać, poniżać... Dziwne to. Z własnego doświadczenia wiem że takie związki są bardziej trwałe niż te, w których wszystko "było idealnie". Może po prostu dziewczyny nie lubią łagodnych, zniewieściałych i bezkonfliktowych mężczyzn? Jak to jest? To chyba dobrze, że ja jestem trochę konfliktowy i wnerwiający bo inaczej to chyba moja mała by mnie zostawiła
Ale oczywiście nie popieram zdrad i rozstań dla jakiegoś innego faceta.
- Krzych(TenTyp)
- Weteran

- Posty: 1848
- Rejestracja: 25 lis 2004, 12:51
- Skąd: Bydgoszcz
- Płeć:
Hyhy pisze:To juz wiem krzychu skad "zamilowanie" do zielska
Bez tego tez bys sobie poradzil...
Stary tak szczeże to ty tak naprawdę nieasz pojęcia o czym gadasz
Ja przynajmniej byłem oczytany na ten temat zanim 1 raz zapaliłem...
Hyhy nie wywołuj wilka z lasu

H, man runs over a woman in his car, whos fault is?
Well...
Why is the man...
Driveing in the kitchen ?
Well...
Why is the man...
Driveing in the kitchen ?
Eech ... trzymaj się Hobogu i <browar> - nic więcej nie potrafię kliknąć.
Co innego wątek, który rozpoczął Andrew o tym, że się wie, czuje, widzi..., że coś się psuje, że nie jest już tak jak było...
Pewnie że tak jest - grunt to jednak kwestia interpretacji tych zjawisk, czy odbierzemy to jako ewolucję związku, przejście w kolejną fazę księżyca, czy jako zagrożenie, strzał po rogach ku kopniakowi prowadzący... Innymi słowy - nie niespostrzegawczość, gapiostwo, ale naiwność, niedpouszczanie do siebie możliwości końca bez słowa, rozmowy, z dnia na dzień, zdrady, oszustw... - jak grom, cytując Autora topiku - zwłaszcza gdy są dzieci, małżeństwo, wspólna wspaniała, cudowna przeszłość liczona w latach, a nie tygodniach, no i lat się ma już nie naście i oczekiwać możnaby nieco poważniejszego podejścia partnera do życia, ciut szacunku etc. Najsmutniejszym bodaj końcem jest uświadomienie sobie myśli o uczuciu wrogości wobec kogoś, kto nie tak dawno był najbliższym...
Idąc dalej tym tokiem, wpadam na mur, którego jeszcze nie rozbiłem - jak pogodzić brak ufności, liczenie się z, a w pewnym sensie nawet oczekiwanie najgorszego ze związaniem się z kimś poważnie???
Pozdrawiam i przechodzę na odbiór
<browar>
Co innego wątek, który rozpoczął Andrew o tym, że się wie, czuje, widzi..., że coś się psuje, że nie jest już tak jak było...
Pewnie że tak jest - grunt to jednak kwestia interpretacji tych zjawisk, czy odbierzemy to jako ewolucję związku, przejście w kolejną fazę księżyca, czy jako zagrożenie, strzał po rogach ku kopniakowi prowadzący... Innymi słowy - nie niespostrzegawczość, gapiostwo, ale naiwność, niedpouszczanie do siebie możliwości końca bez słowa, rozmowy, z dnia na dzień, zdrady, oszustw... - jak grom, cytując Autora topiku - zwłaszcza gdy są dzieci, małżeństwo, wspólna wspaniała, cudowna przeszłość liczona w latach, a nie tygodniach, no i lat się ma już nie naście i oczekiwać możnaby nieco poważniejszego podejścia partnera do życia, ciut szacunku etc. Najsmutniejszym bodaj końcem jest uświadomienie sobie myśli o uczuciu wrogości wobec kogoś, kto nie tak dawno był najbliższym...
Idąc dalej tym tokiem, wpadam na mur, którego jeszcze nie rozbiłem - jak pogodzić brak ufności, liczenie się z, a w pewnym sensie nawet oczekiwanie najgorszego ze związaniem się z kimś poważnie???
Pozdrawiam i przechodzę na odbiór
<browar>
...lorenzen pisze:Idąc dalej tym tokiem, wpadam na mur, którego jeszcze nie rozbiłem - jak pogodzić brak ufności, liczenie się z, a w pewnym sensie nawet oczekiwanie najgorszego ze związaniem się z kimś poważnie???
zadając pytania: czy kiedyś kogoś zawiodłeś, czy kiedyś nie zawiodłeś, czy kiedyś już doznałeś zawodu lub nie doznałeś. W pewnym wieku można bilansować. W każdym zresztą to jest, tylko w młodym trochę irracjonalne. Ktos mi powiedział, że płace rachunek za całokształt mojego życia. I to życie, ja sam go sobie wystawiłem, więc nie ma odwołania.
Krystian pisze:Nie rozumiem tego wszystkiego. Dlaczego kobiety lgną do facetów "nadzianych", "ostrych", takich którzy potrafią powiedzieć im brzydkie słowo, wyzwać, poniżać... Dziwne to
To chyba zależy od jakiś uwarunkowań społeczno-kulturowych , kobiety szukają facetów-osobników , zasobnych czyli kasa , muły i odpowiednia dawka agresji. Kobieta wtedy czuje, że przy takim samcu przetrwa i odchowa zdrowe potomstwo bo on(samiec) poradzi sobie i rodzinę wyżywi. Wiem trochę twardą biologią zalatuje. po prostu jest duża grupa kobiet , która kieruje się bardziej instynktem i uwarunkowaniami biologicznymi niż rozumem. Patrz, kobiety bite przez męzów ale dalej do nich lgną jak ćmy do światła... to chore ale taka jest chora rzeczywistość..
Tipsy, przykrycie subtelnej kobiecości tandetną wizją taniej dziwki.
hobog pisze:zadając pytania: czy kiedyś kogoś zawiodłeś, czy kiedyś nie zawiodłeś, czy kiedyś już doznałeś zawodu lub nie doznałeś. W pewnym wieku można bilansować. W każdym zresztą to jest, tylko w młodym trochę irracjonalne. Ktos mi powiedział, że płace rachunek za całokształt mojego życia. I to życie, ja sam go sobie wystawiłem, więc nie ma odwołania.
Nie przemawia do mnie takie podejście, zbyt idealistyczne, zakładające jakąś sprawiedliwość, bilansowanie się ... - tak się złożyło, iż miałem okazję się go wyzbyć całkowicie.
A odwołać się można w każdym wieku, choć oczywiście z czasem coraz trudniej - to akurat zależy tylko od nas samych, podobnie jak wyłącznie od nas samych zależy, które słowa innych do nas trafiają, którymi się przejmujemy.
Moje pytanie, to obraz problemu, z którym obawiam się muszę jeszcze trochę się oswoić, pooglądać go z różnych stron i może minie, rozejdzie się..., podobnie jak wcześniejsze kwasy - mówiąc otwarcie po prostu jestem jeszcze w stanie zaufać, ba nawet rzucić się bez głowy w kolejny związek, skoczyć do basenu, nie sprawdzając czy jest woda (kto wie, czy nawet nie jestem bardziej naiwny, niż wcześniej) - w gruncie rzeczy pragnę się znowu zapomnieć cholernie mocno i ... właśnie to mnie niepokoi.
Ale jak pisałem doświadczyłem ukojenia mijającego czasu, więc póki co rozkoszuję się życiem samemu.
...-
prien
- Krzych(TenTyp)
- Weteran

- Posty: 1848
- Rejestracja: 25 lis 2004, 12:51
- Skąd: Bydgoszcz
- Płeć:
-
prien
gargul pisze:Nie mam takiego doświadczenia jak wy ale jestem przerażony i jeszcze bardziej upewniony w tym że obecnie co raz więcej kobiet przeistacza się w chłodno kalkulujące suki.
hobog współczucie.
Wiec i Ty kalkuluj na chłodno , a nie miej pretensji do nich ? To tylko Twoja wina , jak sie dasz wprowadzic w manowce .Tyle ze zawsze winą obarcza sie kogoś innego nie widzac własnej , ze tak powiem "głupoty"
kady zyje tak jak sie mu podoba ! i nie Tobie sadzic jakie zycie jest poprawne ...nie podoba sie ....? usun sie w bok ! <browar> <aniolek2>
poszukuje radia CEZAR - QUADRO unitry diora
gargul pisze:Warte są tylko tego żeby dostać porządnego kopa w dupę od życia, w tedy może im się poustawia w główkach.
<browar> - eee tam, nawet tego nie są warte..., m o ż e jedynie przelotnego spojrzenia z politowaniem są warte...
edit - sorki, dopiero teraz zauważyłem, że autorem kopa ma być życie, więc zwracam honor - tak są tego warte ... a w sumie niech po prostu trafiają na podobnych sobie i będzie git.
Andrew pisze:Wiec i Ty kalkuluj na chłodno , a nie miej pretensji do nich ? To tylko Twoja wina , jak sie dasz wprowadzic w manowce .Tyle ze zawsze winą obarcza sie kogoś innego nie widzac własnej , ze tak powiem "głupoty"
kady zyje tak jak sie mu podoba ! i nie Tobie sadzic jakie zycie jest poprawne ...nie podoba sie ....? usun sie w bok !
Słuszne ... i nic więcej o tej myśli dobrego nie umiem powiedzieć.
<browar>
...Może to dziwne, ale uważam,iż dziewczyna nie może czuć się w związku 100% pewnie. Niech wie,że zawsze istnieje pewne ryzyko iz facet w końcu będzie miał dość jej narzekań, jej rozkazów, wiecznego urabiania i ustawiania...Musi to wiedzieć i byc tego świadoma! Z doświadczenia wiem,że jeśli dziewczyna widzi,że facet zrobi dla niej wszystko-to on przepada.
Mój obecny chłopak w przeciwieństiwe do poprzedniego,którego mogłam ustawiac jak tylko chciałam-uświadomił mi że jak czasami nie "ryknie" na mnie to zaczynam się czuć jak pani królowa świat!A to nie jest dobre w zwiąku...tego jestem pewna,gdyż szacunek szybciutko może stopnieć...
Mój obecny chłopak w przeciwieństiwe do poprzedniego,którego mogłam ustawiac jak tylko chciałam-uświadomił mi że jak czasami nie "ryknie" na mnie to zaczynam się czuć jak pani królowa świat!A to nie jest dobre w zwiąku...tego jestem pewna,gdyż szacunek szybciutko może stopnieć...
...odpowiedzi szukaj..czasu jest tak wiele...
A ja mimo braku doswiadczenia cos napisze
Moge sie zalozyc, ze kiedy Twoja byla partnerka sie troche zestarzeje albo nie bedzie posluszna swojemu nowemu partnerowi to on ja oleje.
Skad to wnosze? Otoz stad - koles nie jest slepy i widzi, ze ona odchodzi od faceta, ktory jest biedny do niego, faceta, ktory jest dziany. Wniosek - jej chodzi o kase, wiec moge z nia robic co chce. Taki koles wiaze sie z nia tylko dlatego, ze kobieta mu odpowiada (fizycznie, z osobowosci, moze spelnia jego wszystkie zachcianki w lozku itd. itp.). Z czasem wszystko moze sie zmienic, a na pewno z czasem ona sie zestarzeje.
Hobog napisales, ze pragniesz, aby on zaakceptowal Twoja corke. Mysle, ze nie ma takiej opcji. Dla niego to zawsze bedzie dziecko innego. Bonus, ktorego nie chcial przy dokonywaniu transakcji. Mysle, ze on co najwyzej bedzie tolerowal Twoja corke (i mysle, ze tak bedzie). Na pewno Ona nie zazna od niego takiej milosci jak od Ciebie.
A Twoja byla partnerka - mysle, ze ona zdaje sobie sprawe z tego co napisalem, ale nad szacunek do siebie i dobro dziecka stawia wygodne, bezstresowe zycie. Coz - taka mentalnosc i wychowanie - takie zachowanie nie bierze sie z niczego.
Przepraszam za przykre slowa, ale to forum jest rowniez od uswiadamiania. Mysle, ze kilka osob, ktore sie wypowiadaly na ten temat chcialy napisac to co ja, ale nie mialy sumienia, zeby Cie ranic.
Przykro mi <browar>
Ja bym tego nie przetrwal - przynajmniej nie wtedy kiedy to wydarzylo by sie dzisiaj.
Moge sie zalozyc, ze kiedy Twoja byla partnerka sie troche zestarzeje albo nie bedzie posluszna swojemu nowemu partnerowi to on ja oleje.
Skad to wnosze? Otoz stad - koles nie jest slepy i widzi, ze ona odchodzi od faceta, ktory jest biedny do niego, faceta, ktory jest dziany. Wniosek - jej chodzi o kase, wiec moge z nia robic co chce. Taki koles wiaze sie z nia tylko dlatego, ze kobieta mu odpowiada (fizycznie, z osobowosci, moze spelnia jego wszystkie zachcianki w lozku itd. itp.). Z czasem wszystko moze sie zmienic, a na pewno z czasem ona sie zestarzeje.
Hobog napisales, ze pragniesz, aby on zaakceptowal Twoja corke. Mysle, ze nie ma takiej opcji. Dla niego to zawsze bedzie dziecko innego. Bonus, ktorego nie chcial przy dokonywaniu transakcji. Mysle, ze on co najwyzej bedzie tolerowal Twoja corke (i mysle, ze tak bedzie). Na pewno Ona nie zazna od niego takiej milosci jak od Ciebie.
A Twoja byla partnerka - mysle, ze ona zdaje sobie sprawe z tego co napisalem, ale nad szacunek do siebie i dobro dziecka stawia wygodne, bezstresowe zycie. Coz - taka mentalnosc i wychowanie - takie zachowanie nie bierze sie z niczego.
Przepraszam za przykre slowa, ale to forum jest rowniez od uswiadamiania. Mysle, ze kilka osob, ktore sie wypowiadaly na ten temat chcialy napisac to co ja, ale nie mialy sumienia, zeby Cie ranic.
Przykro mi <browar>
Ja bym tego nie przetrwal - przynajmniej nie wtedy kiedy to wydarzylo by sie dzisiaj.
Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 733 gości

ale nie musisz im wierzyć." - Forrest Gump



