Od jakiegoś czasu śledzę niektóre wątki na tym forum, teraz sam postanowiłem zabrać głos.
Mam 19 lat, od 2 miesięcy studiuję i do wczoraj miałem wspaniałą dziewczynę. Poznaliśmy się w czerwcu na ognisku u naszej wspólnej koleżanki. Ani ja ani ona nigdy wcześniej nie mieliśmy dziewczyny/chłopaka. Z początku chyba nie zwróciliśmy na siebie uwagi, dopiero innym razem przy okazji wspólnych wypadów ze znajomymi (go-karty, karaoke, ogniska) zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Ona od razu przypadła mi do gustu - miała poczucie humoru, była inteligentna, lubiła podobne filmy i tę samą muzykę co ja. Po jakimś czasie zaprosiłem ją na koncert, ale napisała, że nie może przyjechać. Pomyślałem, że może się jej nie podobam ale za kilka dni sama zaproponowała mi spotkanie. Byliśmy w fajnej kawiarni, w tle dwaj gitarzyści grający cicho świetną muzykę. Rozmawiało nam się bardzo dobrze, przez parę godzin nie kończyły się nam tematy. Odprowadziłem ją do domu i dostałem całusa. W następny tydzień spotkaliśmy się jeszcze ze 3 razy, byliśmy w kinie. Przy kolejnym spotkaniu postanowiłem powiedzieć jej o swoich uczuciach. Odpowiedziała, że słowo "kocham" dużo dla niej znaczy i nie chce go jeszcze używać ale zapewniła, że bardzo jej na mnie zależy. Następny miesiąc był w moim przekonaniu wspaniały. Przy każdym spotkaniu rozmawiało nam się świetnie, było dużo dobrej zabawy i miłych chwil. Poznałem jej rodziców i rodzeństwo, myślałem, że wszystko jest na dobrej drodze. Gdy po miesiącu kupiłem jej kwiaty i zacząłem temat uczuć, poczułem że coś jest nie tak. Od tej pory tylko ja aranżowałem spotkania, SMSy pisałem ja (ona tylko odpisywała), starałem się ale nie wiedziałem co robię źle.
Wczoraj spotkaliśmy się i dowiedziałęm się, że jestem dla niej bardzo bliskim kolegą ale nie potrafi mnie pokochać jako faceta, że nie zrobiłem nic złego ani niczym jej nie uraziłem. W pierwszej chwili myślałem, że zsunę się pod stolik w kawiarni, potem miałem ochotę roz..^&# lokal parasolem ale jakoś usiedziałem na miejscu. Wstałem, pożegnałem się i zabroniłem jej pisać czy dzwonić do mnie. Do teraz niewiem jak dojechałem do domu samochodem w jednym kawałku (bardzo padało). Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było kupienie paczki fajek i wypalenie ich w kilka godzin, mimo że od jakiegoś czasu paliłem coraz mniej (1-2 sztuki dziennie). Próbowałem pozbierać się jakoś do kupy ale nie byłem w stanie. Poszedłem do przyjaciela, który miał dla mnie czas mimo, że siedział akurat ze swoją dziewczyną. Postanowiliśmy się upić w trójkę i trochę mi to pomogło. Właśnie wstałem i nie wiem co myśleć. Jestem na przemian załamany i wściekły.
Czy ktoś mogłby mnie oświecić czemu tak się dzieje? Czy myślicie, że jest jeszcze szansa by wszystko naprawić?
Przepraszam jeśli mój post jest zbyt długi albo napisany w niejasny sposób, ale nie mam teraz ochoty na bawienie się w poetę.
pozdrawiam
Michał


Nie sadze żeby do Ciebie wróciła. Poza tym słowo kocham powinno być dla Ciebie czymś wyjątkowym, nie można tym szafować na prawo i lewo. Byłeś pewny że ją kochasz że dosło do takiego wyznania z twojej strony 




