Otóż postaram się przejść odrazu do rzeczy. Mam dziewczyne, spotykamy się już 2 lata. Sytuacja wygląda tak że w zasadzie od początku utrzymywaliśmy dość bliski kontakt fizyczny ( jest osobą z którą przeżyłem swój pierwszy raz ) Od jakichś trzech kwartałów nasze " życie sexualne " niemalże umarło..
Nie kochaliśmy się często ( strach przed niechcianą ciążą, dość młody wiek itp ) ale za to uprawialiśmy petting i inne wszelakie formy aktywności seksualnej. Od wspomnianych 9 m-cy ( mniej więcej ) wszystko niemalże się zatrzymało. Jak to przewaznie wygląda ? Ano tak, że gdy coś zaczynam ( najczęsciej ja ) po chwili słyszę " nie " ( nie mam ochoty, nie bo ktoś jest w domu, nie bo musimy już iść itd. ) albo w trakcie w połowie wszystko staje. Czasami dojdzie do czegoś, ale takich naprawde pełnych przyjemności chwil nie pamiętam od dłuższego czasu.
Jako że ja mialem na to ochote praktycznie od zawsze, zaspokajałem się oglądając nagie panie w internecie. Kiedy moja dziewczyna dowiedziała się o tym, zrobiło jej sie przykro. Obiecałem jej, że nie będe tego robił, i trzymałem się tego jak tylko mogłem ... aż do dzisiaj.
Doskonale rozumiem to, że ona może nie mieć ochoty, może w połowie przerwać i naprawde rozumiem ją i nie mam o nic do niej żalu. Jesteśmy jeszcze młodzi, wszystko musi troche potrwać. Problem jednak zaczyna się ze mną. Jeżeli miał bym mówić szczerze, nie owijając w bawełne, brakuje mi tego jak cholera. Brakuje mi tej namiętności i bliskości, bo często jest tak że nie moge jej nawet dotknąć, nie wiedząc nawet dlaczego. Nie chodzi i tylko o przyjemność fizyczną, byle do orgazmu i po sprawie. Gdy w " tych " sprawach wszystko gra między nami jest zupełnie inaczej. I humory lepsze, czuje się wtedy tak blisko niej.
Tymczasem teraz to zupełna loteria, chociaż częściej jest tak, że po prostu nic się nie dzieje i tyle. Brakuje mi namiętnych pocałunków itd. Często czuje się bardziej jak jej kolega/przyjaciel niżli chłopak. Pewnie pomyslicie, że może ona potrzebuje własnie przyjaźni i koleżeństwa z mojej stosny, jednak było tak że to ja chciałem się wiecznie przytulać i być blisko a ona nie ( tak na marginesie to ostatnio dałem sobie z tym spokój, bo ten problem ciągle wracał, a ona jak mówiła że nie tak nie. Czułosci brak. ) Przeważnie wygląda to tak że zaczynamy się wydurniać z byle czego. Ile można się wygłupiać i śmiać, klownem przecież nie jestem. Kocham ją bardzo, ale czasami już troche mnie to męczy, bo wieczne robienie z siebie kretyna jest troche irytujące. Wolał bym więcej robić, a mniej gadać
Kiedy wszystko zbierze się do kupy, mnie jeszcze dopadną jakieś stresy i zaczne o tym mysleć to po prostu nie moge się na niczym skupić. Nie ma mowy o nauce itd. Na domiar złego ( jeżeli można tak powiedzieć ) ona jest naprawde śliczna, i czasami kiedy na nią patrze nie moge wytrzymać.
Zacząłem sie zastanawiać, czy nie wrócić do tego co robiłem wczesniej ( czyli do zdjęć ) z tym że mam wyrzuty sumienia. Z jednej strony pomaga mi to, ale z drugiej znowu wiem, ze sprawiam jej tym przykrość ( obiecałem ) Boje się z nią o tym rozmawiać, bo raz już staneło na tym że myśle tylko o jednym. Nie mam prawa wymagać od niej nic w tej dziedzinie. Ona z natury jest dość impulsywna i naprawde nie mam pojęcia jak zareaguje. Ciągle sie zmienia, raz jest taka, a raz inna. Nigdy nie wiem co przyniesie nowy dzień, a nie daj boże gdy zaczne się z nią o coś sprzeczać ( boże broń przed sytuacjami typu : ja chcę A, a ona chce B )
O wiele bardziej wolał bym ją, niż jakieś głupie fotki, ale wiem że nie jest to możliwe. Nie mam siły zaczynać z góry przegranej walki ( tyle już ich było ) i wole czasami odpuścić, ale z drugiej strony mam czasami wrażene że za szybko się poddaje i jak to ona mówi " nie walcze o swoje " w ogóle, zbaczam na inny temat, a jest o czym pisać. Pytanie stawiam dośc konkretne, co ty byś zrobił/a w mojej sytuacji ? Dziewczyny, jak byście się zachowały na miejscu mojej dziewczyny ?
Dzięki i pozdrawiam







