Mam problem,w zasadzie jestem cholernie rozbita,poczulam cos czego juz dawno nie czulam,takie smeranie w brzuchu

Studiuje z milym facetem.Na poczatku nic nie dzialo sie miedzy nami ale pewnego dnia siedlismy razem w przerwie miedzy wykladami i rozmawialismy dlugo...zaiskrzylo...sluchalam go z taka uwaga jak juz dawno nie sluchalam nikogo a on patrzyl na mnie tak jak juz dawno nie patrzyl nikt.Wszystko bylo by wporzadku gdyby nie to...hmm,ze mam faceta

Pewnego dnia odprowadzal mnie do domu ale zatrzymalismy sie w milym pubie po drodze,wtedy on popatrzyl na mnie i zapytal czy moze sie przytulic...powinnam powiedziec nie ale nie moglam mu odmowic,tak bardzo tego chcialam...chcialam poczuc jego dotyk i bliskosc.Pozniej zaczelismy sie calowac...nie potrafilam sie bronic...odplywalam...caly czas do siebie piszemy i dzwonimy bo widujemy sie zadko (mamy zajecia co 3 tygodnie a pozatym on mieszka poza miastem) ale kiedy juz sie spotkamy czujemy potrzebe aby sie przytulic do siebie i pocalowac...sprawia mi to taka przyjemnosc.Kiedy jechalam z pracy i zobaczylam go jak idzie chodnikiem o malo nie rozwalilam auta...tak zawrocil mi w glowie ze nie moge sie przed tym bronic.Najchetniej przesiedzialabym caly dzien w jego ramionach.Ja wiem,ze to "tylko" zauroczenie ale to jest silniejsze ode mnie.Siedze i mysle o nim,zasypaim i mysle o nim,wstaje i mysle o nim,cokolwiek robie jest on...a obok jest moj narzeczony,czlowiek z ktorym wiaze plany do konca zycia.On bardzo chce sie ze mna spotykac ale jak...ehhh w co ja sie wkopalam

Myslalam ze juz mnie nie spotka takie silne zauroczenie,taka fascynacja ale czuje ja...tak bardzo chce przy nim byc...jestem w stanie dla niego oklamac mojego narzeczonego...tylko zeby na chwile sie z nim spotkac i ukrasc choc troche jego wzroku i pocalunkow,zeby z nim porozmawiac i popatrzec w jego niebieskie oczeta

Odbilo mi na jego punkcie!Nie potrafie sobie z tym poradzic...to mi tak szybko nie przejdzie a dopelnic tego tez nie moge!Jestem miedzy mlotem a kowadlem
