Sytuacja patowa

Zagadnienia związane ze sferą uczuciową, a także z problemami dotyczącymi tematów miłosnych oraz kontaktów emocjonalnych z płcią przeciwną.

Moderator: modTeam

Awatar użytkownika
damian24
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 409
Rejestracja: 18 wrz 2004, 12:28
Skąd: z pracy
Płeć:

Sytuacja patowa

Postautor: damian24 » 14 sie 2006, 12:17

Zastanawiałem się czy po raz kolejny się uzewnętrzniać na forum z moim problemem, który już zaczyna przypominać marną telenowelę. Jeszcze kilka dni temu nie zastanawiałbym się, bo nie miałem żadnych wątpliwości i wiedziałem w którą stronę mam podążać. Dziś sytuacja jest jednak na tyle pogmatwana, że sam się już w tym wszystkim pogubiłem. Istny pat.

Oczywiście chodzi o miłość. Niektórzy znają mój problem dobrze, niektórzy nie. W marcu zaczęliśmy być razem, totalne zauroczenie, nie mogliśmy żyć bez siebie. Kobieta wrażliwa, subtelna, normalna i piękna. Po kilku miesiącach kochałem i byłem kochany. Jedyne czego się obawiałem to fakt, że dziewczyna była kilka miesięcy po zakończeniu długiego związku z mężczyzną, którego bardzo kochała. I moje obawy się potwierdziły. Dwa miesiące temu zaczęły Jej wracać wspomnienia, nastąpiło wyraźne osłabienie emocji między nami, popadła w jakąś depresję. Usłyszałem, że w Jej sercu jest nadal były. Warto nadmienić, że ów były jak się dowiedział że Ona jest szczęśliwa w związku z kimś innym to strasznie zaczął napierać na ponowne zejście się, od dłuższego czasu nie dawał nam normalnie żyć, dzwonił, pisał, zapewniał jak się zmienił - a zanim zaczęliśmy być razem to Ona płacząc w poduszkę czekałana takie zapewnienia. Więc odszedłem. Jednak juz po kilku dniach odezwała się do mnie, dała mi znać że myśli o mnie i że chce sobie z tym poradzić, że chce być ze mną. Przez tydzień dużo rozmawialiśmy, naprawialiśmy to i wróciliśmy do siebie w glorii i chwale. Miłość znowu kwitła, więc podjęliśmy pierwsze próby mieszkania razem. Sielanka kwitła do pierwszych dni sierpnia. Wtedy mieliśmy pierwszą w naszym związku sprzeczkę, dość poważną. Mniejsza o co poszło, ale nastąpiło ochłodzenie stosunków. Sprzeczka to bzdura i powinniśmy z niej wyjść bez szwanku, jednak Jej pojawiły się wątpliwości co do mnie czuje przeplatane z myślami o byłym facecie. Poważna rozmowa zakończyła się równie poważnymi wnioskami: ponownie ma wątpliwości, ponownie myśli o byłym i zastanawia się czy coś do niego czuje, jednocześnie czując odpływ uczucia do mnie. W zasadzie się rozeszliśmy, jednak nie mówiąc sobie o tym wprost. Kilka dni później przystała na propozycję byłego dot. spotkania. Wściekłem się niemożebnie, padły ostre słowa, wzbudzając w Niej poczucie winy. Płakała. Dwa dni później spotkaliśmy się, oddałem Jej rzeczy. Była smutna bardzo...chciała porozmawiać. Spotkaliśmy się więc w sobotę. Długo rozmawialiśmy, powiedziałem że nie mam do niej żalu, że na brak uczucia nie można nic poradzić, że to był tylko epizod (choć wspaniały) i żeby się o mnie nie martwiła, bo sobie poradzę, nie chcę Jej litości. Powiedziałem (i czułem to), że najlepszym rozwiązaniem dla obojga, najzdrowszym będzie całkowite zerwanie kontaktu, bo ja się wtedy szybciej wyleczę i będę miał czyste serce z miejscem na nowe uczucie. A Ona? Strasznie się popłakała, przytulałem ją chyba z godzinę bez słów (bolało...). Pocałowałem i odszedłem. Straszny ból czułem i rozerwanie, bo w tej rozmowie widziałem i słyszałem, że Ona coś do mnie czuje. Wróciłem do niej po godzinie, nie myślac chyba co robię. Nadal płakała. Ucieszyła się, że przyjechałem. Kupiłem butelkę wina i siedzieliśmy do późna gadając o wszystkim i o niczym, przeplatając luźne tete-a-tete nawiązaniami do naszej sytuacji. Zostałem do rana. Następnego dnia zjedliśmy śniadanie i spędziliśmy cały dzień razem. Cudowny dzień, znowu była taka jak zawsze, ja też. Szukała kontaktu (dłoń), kładła głowę na moim ramieniu, patrzyła się długo w moje oczy. Rozmawialiśmy też długo na nasz temat, niestety nie dochodząc do żadnych konkretnych wniosków.

Dlaczego nie doszliśmy do żadnych wniosków? Dlaczego jest to sytuacja patowa?

Z jednej strony wychodzi na to, że nie możemy bez siebie żyć. Patrzy na mnie jak na obrazek Proroka Ezechiasza. Przytula się do mnie, łapie za rękę. Kiedy mówię w sumie na luzie, że nam nie wyszło, to pojawiają się Jej łzy w oczach. Kiedy mówię (trochę mam wyrzuty sumienia za tą zagrywkę), że jest ktoś z kim chciałbym spróbować jak już się uspokoję emocjonalnie to też ma łzy w oczach. Ciekawi ją (zazdrość!), jaki mam stosunek do panny A czy panny B...W końcu powiedziała smutno, że boi się że za jakiś czas będzie płakać że straciła najważniejszą osobę w swoim życiu. Wybaczcie mi nieskromność, ale widzę jak Jej imponuję swoją osobowością, wrażliwością, widzę jak na mnie nadal patrzy...Ciekawe jest też to, że powiedziała, że z były się spotkała bo chciała zmierzyć swe niewytłumaczalne tęsknoty z rzeczywistością. I co? Nic nie poczuła, żadnego ukłucia w sercu gdy zobaczyła, wręcz gość wzbudził w Niej negatywne odczucia. Ja natomiast wzbudzam w Niej zarówno uczucia pozytywne jak i sprawiam, że czuje to sciskanie w dołku...

Z drugiej strony już kiedyś wróciliśmy do siebie, już miała wątpliwości i czuję że gdybyśmy teraz zeszli się ponownie to znowu jej chwiejność dała by o sobie znać. Znowu za jakiś czas mógłbym usłyszeć, że nie wie co do mnie czuje...A jeśli nie to żyłbym w strachu, że to usłyszę.

Stale utwierdzam ją w przekonaniu, że musi być sama, że to nie ma sensu (jednocześnie jestem przy niej, dziś się znowu widzimy - Ona jest trochę dla mnie jak narkotyk), że musi uporządkować siebie. I Ona wie o tym. Jednak daje mi cały czas do zrozumienia, mówi o tym, że bardzo by chciała żebym poczekał, bo Ona się uporządkuje wewnętrznie. Jednocześnie nic ode mnie nie oczekuje, nie chce mnie wykorzystywać. Powiedziałem Jej że ja nie lubię poczekalni a kolejki mnie wkurzają. I mimo że bardzo bym chciał, to się boję braku gwarancji i straconego czasu, że muszę iść do przodu, by kiedyś znaleźć nową miłość...i znowu Jej smutno...i znowu łezka płynie po Jej ślicznym policzku...

Przecież to jest PAT!!! Co ja mam zrobić?????
Zło w dłuższej perspektywie nie ma w ogóle mocy. Zło, które przeżywasz, ma wyłącznie za zadanie zwrócić Twoją uwagę na to, czego się jeszcze musisz nauczyć, aby móc widzieć i czcić dobro wokół siebie.
Awatar użytkownika
Mysiorek
Weteran
Weteran
Posty: 5887
Rejestracja: 14 lip 2004, 11:22
Skąd: z wykopalisk
Płeć:

Postautor: Mysiorek » 14 sie 2006, 12:33

damian24 pisze:już miała wątpliwości i czuję że gdybyśmy teraz zeszli się ponownie to znowu jej chwiejność dała by o sobie znać. Znowu za jakiś czas mógłbym usłyszeć, że nie wie co do mnie czuje...

No tak czasem mają... Grunt, że nie piknęło jej nic podczas spotkania z ex. To dużo mówi. Wydaje się, że nie ma nikogo (już) innego oprócz Ciebie, do którego serducho jej pika.
damian24 pisze:Ona jest trochę dla mnie jak narkotyk

No. Czego chcesz więcej? Żebyś Ty był jej narkotykiem? - jasne że byłoby fajnie.

Ja bym poczekał i gadał, gadał... to 2 tyg. dopiero.
A takie "narkotyki" nie tak łatwo zdobyć :)
KOCHAJ...i rób co chcesz!
Awatar użytkownika
Joasia
Weteran
Weteran
Posty: 998
Rejestracja: 22 sty 2006, 21:17
Skąd: Warszawa
Płeć:

Postautor: Joasia » 14 sie 2006, 12:40

damian24 jeśli to wygląda tak jak mówisz to czekaj.
Teraz musisz być cierpliwy ale też nie mówię że masz na nią czekać niewiadomo ile.
Nie zostawiaj jej samej tylko o sobie przypominaj.
Może to i dobrze że spotkała się z byłym - miała okazję sprawdzić czy coś do niego poczuje.
Sytuacja jest ciężka bo myślę że jest między wami szalone uczucie o czym świadczy wasze rozstanie i jeszcze szybszy powrót <przytul>
Obrazek
Awatar użytkownika
damian24
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 409
Rejestracja: 18 wrz 2004, 12:28
Skąd: z pracy
Płeć:

Postautor: damian24 » 14 sie 2006, 13:08

Jeżeli miałbym zerwać z nią zupełnie kontakt to tylko wtedy mnie będzie na to stać, gdy będę wiedział że nie ma szans, że nie uda się, że nie kocha mnie.

I w takim przekonaniu tkwiłem jeszcze w sobotę. I wszystko szlag trafił.

Kocham ją bardzo mocno, jest cudowną osobą. Czekanie będzie dla mnie męką, bo tak jak pisałem, stałem się uzależniony od Jej łagodności, uśmiechu i dotyku. Teraz mam wielkie poczucie straty i to potęguje tylko moją tęsknotę - nawet teraz, w pracy tęsknię. Nie wiem czy potrafię się z Nią widywać raz na jakiś czas, powiedzmy co kilka dni. To będzie boleć.

Ale może Ona właśnie tego potrzebuje? Może to jedyna metoda? Może zostanie sama z sobą, swoimi myślami i tęsknotą do mnie?

Wy naprawdę myślicie że czekanie i poświęcanie się ma sens?
Zło w dłuższej perspektywie nie ma w ogóle mocy. Zło, które przeżywasz, ma wyłącznie za zadanie zwrócić Twoją uwagę na to, czego się jeszcze musisz nauczyć, aby móc widzieć i czcić dobro wokół siebie.
Awatar użytkownika
Andrew
Weteran
Weteran
Posty: 12396
Rejestracja: 23 lis 2003, 14:38
Skąd: z domu
Płeć:

Postautor: Andrew » 14 sie 2006, 13:23

Dla kogoś kto kocha , liczy sie przedewszystkim dobro osoby kochanej , zatem zrób wszystko by Ona była szczesliwa .
poszukuje radia CEZAR - QUADRO unitry diora
Awatar użytkownika
Mysiorek
Weteran
Weteran
Posty: 5887
Rejestracja: 14 lip 2004, 11:22
Skąd: z wykopalisk
Płeć:

Postautor: Mysiorek » 14 sie 2006, 13:25

damian24 pisze:Wy naprawdę myślicie że czekanie i poświęcanie się ma sens?

Tak, jeśli tego warta. Pewnie, że nie do końca życia, ani nie wiadomo jaki czas. Właśnie ten czas wnosi nowe myśli, nowe (stare) rozwiązania.
damian24 pisze:Ale może Ona właśnie tego potrzebuje? Może to jedyna metoda? Może zostanie sama z sobą, swoimi myślami i tęsknotą do mnie?

"Samotność" w takich momentach jeszcze nikomu nie zaszkodziła :)
KOCHAJ...i rób co chcesz!
Awatar użytkownika
damian24
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 409
Rejestracja: 18 wrz 2004, 12:28
Skąd: z pracy
Płeć:

Postautor: damian24 » 14 sie 2006, 13:26

Andrew pisze:Dla kogoś kto kocha , liczy sie przedewszystkim dobro osoby kochanej , zatem zrób wszystko by Ona była szczesliwa .


Znając ten tekst nigdy nie wierzyłem w Jego wcielanie w życie po rozstaniach, ale bardzo byłem zdziwiony, gdy tłumacząc sobie, że muszę zerwać Jej szczęście było jednym z ważniejszych powodów skłaniających mnie ku temu.

Teraz widzę, że zerwanie kontaktu przyniesie Jej ból, tak samo jak mi.

Więc co jest dla Niej szczęściem? Nie wiem! Ona sama nie wie :?


Mysiorek, tak jest tego warta. Jest warta więcej. Dużo więcej. I tego jestem najbardziej pewien na świecie.
Zło w dłuższej perspektywie nie ma w ogóle mocy. Zło, które przeżywasz, ma wyłącznie za zadanie zwrócić Twoją uwagę na to, czego się jeszcze musisz nauczyć, aby móc widzieć i czcić dobro wokół siebie.
Awatar użytkownika
Andrew
Weteran
Weteran
Posty: 12396
Rejestracja: 23 lis 2003, 14:38
Skąd: z domu
Płeć:

Postautor: Andrew » 14 sie 2006, 13:28

Ale sie dowie z czasem , który jej musisz dsc o czym Ci juz inni pisali , byle by Twoje zachowanie jej tego nie utrudniało <browar>
poszukuje radia CEZAR - QUADRO unitry diora
Awatar użytkownika
zagubiona_wenus
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 190
Rejestracja: 05 lip 2006, 10:24
Skąd: dolnyśląsk
Płeć:

Postautor: zagubiona_wenus » 14 sie 2006, 13:31

damian24 pisze:Wy naprawdę myślicie że czekanie i poświęcanie się ma sens?

czasami ma sens a czasami nie. Nie wiem czego oczekujesz? Że ona pobedzie troche sama i zapała do ciebie jakimś innym uczuciem? Rzeczywiście sytuacja patowa, bo skoro ona jest dla ciebie jak narkotyk to ciężko bedzie. Jeśli ją naprawde kochasz warto poczekać byle nie za dlugo i może nie tak zupełnie bezczynnie.
grzeczne dziewczynki idą do nieba... niegrzeczne idą tam gdzie chcą!
Awatar użytkownika
damian24
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 409
Rejestracja: 18 wrz 2004, 12:28
Skąd: z pracy
Płeć:

Postautor: damian24 » 14 sie 2006, 13:36

Andrew pisze:Ale sie dowie z czasem , który jej musisz dsc o czym Ci juz inni pisali , byle by Twoje zachowanie jej tego nie utrudniało


A co gdyby ułatwiało?

zagubiona_wenus pisze:Nie wiem czego oczekujesz?


Tego że Jej uczucie do mnie będzie stałe. Że nie będzie miała wątpliwości.
Że czas pozwoli Jej uporządkować siebie i stwierdzić, że jestem najważniejszy, że chce być ze mną, że mnie kocha. Teraz jest to uczucie, wróciło już, bo pogrożono mu paluszkiem (groźba utraty mnie na zawsze), ale dziś to nie jest stałe...wiem o tym.

Ona też wie, że nie możemy się zejść, że musi dojść w pełni do ładu z sobą.
Ostatnio zmieniony 14 sie 2006, 13:37 przez damian24, łącznie zmieniany 1 raz.
Zło w dłuższej perspektywie nie ma w ogóle mocy. Zło, które przeżywasz, ma wyłącznie za zadanie zwrócić Twoją uwagę na to, czego się jeszcze musisz nauczyć, aby móc widzieć i czcić dobro wokół siebie.
Awatar użytkownika
Mysiorek
Weteran
Weteran
Posty: 5887
Rejestracja: 14 lip 2004, 11:22
Skąd: z wykopalisk
Płeć:

Postautor: Mysiorek » 14 sie 2006, 13:37

damian24 pisze:Mysiorek, tak jest tego warta. Jest warta więcej. Dużo więcej. I tego jestem najbardziej pewien na świecie.

No to sam Sobie odpowiedziałeś - czekaj i cierp. :)
"Nie masz" wyjścia, póki jest narkotykiem. Kiedyś mógłbyś Sobie nie wybaczyć tej "inwestycji" w czas. Czym jest chwila wobec wieczności?
KOCHAJ...i rób co chcesz!
Awatar użytkownika
szilkret
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 165
Rejestracja: 22 cze 2004, 17:06
Skąd: Łódź
Płeć:

Postautor: szilkret » 14 sie 2006, 15:07

Czasem sytuacje sa trudne, hmmm ale jedno mnie dziwi. Dlaczego ludzie ktorzy lgną do siebie tak jak wy nie moga być razem. To dziecinada.
Niepewność jest zawsze. To zależy od ciebie czy porzucisz tą niepewność i zaufasz jeszcze raz. Nikt i nic nie zagwarantuje ci ze sie ułoży i nie będziesz cierpiał. Niestety do odważnych swiat należy i musisz zdecydować czego chcesz.
Jeśli ją kochasz jak mówisz i ona ciebie sądzę że powinniscie zamieszkać razem i dość wewnętrznie razem do ładu. Czasem ludzie podswiadomie boją sie zaangażowania i zmian. Albowiem zmienia to nasze życie diametralnie. Ktoś kiedyś powiedział że w momencie gdy stworzymy więzi bierzemy odpowiedzialność za osobę z którą jesteśmy.
Do odważnych świat należy. Spróbuje a nie bedziesz żałował <przytul>
I nic nie wiem i nic nie rozumiem
I wciąż wierzę biednymi zmysłami
Ze ci ludzie na drugiej półkuli
Muszą chodzić do góry nogami

"Julian Tuwim"
Awatar użytkownika
damian24
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 409
Rejestracja: 18 wrz 2004, 12:28
Skąd: z pracy
Płeć:

Postautor: damian24 » 14 sie 2006, 15:26

szilkret pisze:Czasem sytuacje sa trudne, hmmm ale jedno mnie dziwi. Dlaczego ludzie ktorzy lgną do siebie tak jak wy nie moga być razem. To dziecinada.


Dlatego bo już raz w obliczu Jej wątpliwości skończyliśmy i wróciliśmy do siebie po tygodniu. I wszystko było pięknie do czasu aż wszystko wróciło. Nie chciała chyba byc już ze mną, czuła że mnie nie kocha, że tamto uczucie było silniejsze. Więc zerwałem będąc pewnym że rzeczywiście mnie nie kocha. Że nadal siedzi w niej uczucie do byłego i jest silniejsze.

Jednak po spotkaniu z byłym i w obliczu mojego odejścia coś w niej znowu pękło.

Bardzo chciałbym, abyśmy mogli razem to pokonać. Ale razem, mieszkając i planując przyszłość, w tej sytuacji chyba się nie da. Boto bedzie wracać.


Muszę zrobić zgodnie ze swoim sercem i rozumem. Jedyna szansa żeby nam się udało leży w Jej samotności i w tym co w niej znajdzie. Ja oczywiście będę przy niej, będę się z nią widywał co jakiś czas, będę z nią o nas rozmawiał czy po prostu spędzał z nią miło czas.

To jedyna szansa jeżeli mam myśleć długofalowo o tym związku. Teraz mi tylko potrzeba będzie bardzo wiele siły, żeby wytrzymać bycie przy niej bez intymności, której mi tak już brakuje. Przytulania też chyba trzeba będzie ograniczyć, bo jakoś dziwnie smutno się czuję jak się do mnie tuli :(

[ Dodano: 2006-08-18, 00:13 ]
Nie wiem jeszcze czy to epilog, ale...

Na brak miłości nic się nie poradzi

[ Dodano: 2006-08-20, 23:17 ]
To jest koniec. Dzisiaj się okazało. Kolejne Jej spotkanie z eks było pierwszym, na którym "było lepiej", kolejne spotkania mogą ich już tylko zbliżać. Wrócą do siebie bankowo.

Koniec kropka.
Zło w dłuższej perspektywie nie ma w ogóle mocy. Zło, które przeżywasz, ma wyłącznie za zadanie zwrócić Twoją uwagę na to, czego się jeszcze musisz nauczyć, aby móc widzieć i czcić dobro wokół siebie.

Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 559 gości