jak to będzie?!
Moderator: modTeam
jak to będzie?!
moje pytanie odnoszę do osób będących w związku dłuższym niż 1,5 roku... Otóż czy zastanawialiście się kiedyś nad przyszłością ze swoją drugą połówką? mam tu na myśli to czy wyobrażacie sobie, że wasza kobieta jest dobrą matką dla waszych dzieci i potrafi zająć się domem,a mężczyzna dobrym ojcem i potrafi zapewnić wszystko co jest potrzebne dla żony i dzieci? czy widzicie to, że razem jesteście w stanie poradzić sobie w życiu, czy wiecie że zawsze możecie liczyć na swoją drugą połowe, czy jesteście pewni że życie was nie pokona, że wasz partner jest pracowity czy będzie potrafił utrzymać rodzine, że przy każdym problemie zrobi wszystko by Tobie żyło się lepiej, że będzie potrafił poradzić sobie w życiu? a tu pytanie do kobiet: czy nie wydaje wam się czasami, że wasz pratner nie jest zaradny życiowo, że czasami musicie go prowadzić przez życie, że to wy w tym związku macie "jaja"?
problem tkwi w tym, że to ja potrzebuję osoby, która poprowadzi mnie przez życie, bo wiem, że sama sobie nie poradzę i chcę wiedzieć, że ta druga osoba czasami "zdejmie" ze mnie ten ciężar, a ostatnio zauważam, że muszę się zaopiekować sobą i moim chłopakiem, nie mówie tutaj o tym, że mój chłopak jest niezaradny życiowo bez perspektyw, tylko że czasami boję się że nie damy sobie rady w życiu:/ że nasza miłość nie wystarczy żeby przejść przez życie...
amelka pisze:że czasami musicie go prowadzić przez życie, że to wy w tym związku macie "jaja"
w moim zwiazku "jaja" są na właściwym miejscu

to on opiekuje się mną, troszczy i to on stara się robić wiele by utrzymać wszystko w harmonii itd. Uczy się pilnie i jest bardzo pracowity
Jeśli ukończy studia - wiem że przyszłość z nim będzie cudowna
marzę o tym.. szczęściara ze mnie, co nie?
[ Dodano: 2006-10-12, 13:21 ]
amelka pisze:nasza miłość nie wystarczy żeby przejść przez życie
owszem

- ksiezycowka
- Weteran

- Posty: 12688
- Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
- Skąd: Wawa
- Płeć:
A kto podczas pierwszych miesiecy tak nie mial?paddy pisze:szczęściara ze mnie, co nie?

Och Anrew jak żeś na to wpadl?Andrew pisze:Oooo ktoś ma problemchyba ....

Powiem tak: przemiszczaja sie ;P Raz ja musze pociganac cos raz on. Raz jedno ma gorszy dzien raz drugi.amelka pisze:wy w tym związku macie "jaja"?
Wiele razy. Gdybym o niej nie myslala bym z nim nie byla. Tak samo jakbym jej nie widziala bym nie tracila znim czasu.amelka pisze:zy zastanawialiście się kiedyś nad przyszłością ze swoją drugą połówką?
Nie do konca. Bycie rodzicami to abstrakcja. Wszystko po porodzie wyjdzie. Pewnie ze moj mowimy ze nasze dziecko to bedzie takie a nie bedizemy np go rozpieszczac ale w praniu sie okaze. Ale tak widze go jako ojca moich dzieci. Ao to co mi potrzebne to ja t ez w przyszlosci zadbac bede mogla ;Pamelka pisze:mężczyzna dobrym ojcem i potrafi zapewnić wszystko co jest potrzebne dla żony i dzieci?
Tak.amelka pisze:czy widzicie to, że razem jesteście w stanie poradzić sobie w życiu
Oczsywiscie ze nie. Kazdy czasem zawodzi. Nie zawsze tez ze swojej winy.amelka pisze:czy wiecie że zawsze możecie liczyć na swoją drugą połowe
Przynajmniej chcialabym. Pewnosci nikt miec nie moze. kazdy robi co w jego mocy ale roznie sie w zyciu uklada.amelka pisze:czy jesteście pewni że życie was nie pokona
Nie chce zeby mnie ktos utrzymywalamelka pisze:e wasz partner jest pracowity czy będzie potrafił utrzymać rodzine
Al et ak jest pracowity [az za Przy kazdym problemie to on powienen umiec ze mna wspolnie go naprawic a nie mnie pocieszac czy co.amelka pisze:że przy każdym problemie zrobi wszystko by Tobie żyło się lepiej
Predzej on niz ja.amelka pisze:będzie potrafił poradzić sobie w życiu?
Troche. Jest zaradny znaczy sie i nie musze go prowadzic ale czasem no odstaje od smutnej rzeczywistosci i realiów. Ma okcje w stylu "zmienimy swiat" i inne strasznie idealistyczne podejscie do zycia momentami. Ale z wiekiem mu to coraz bardziej mija. A ja juz go na ziemie nie sprowadzam. Niech jedno z nas choc pewnych rzeczy nie bedzie swiadome przez jakis czas jesli moze.amelka pisze:zy nie wydaje wam się czasami, że wasz pratner nie jest zaradny życiowo, że czasami musicie go prowadzić przez życie, że to wy w tym związku macie "jaja"?
[ Dodano: 2006-10-12, 14:01 ]
amelka, generalnie to nie wiem chyba o co Ci chodzi. Facet nie jest od przytualnia i pocieszania i utrzymywania. Wasza przyszlosc tworzycie razem.
Sękl w tym ze musisz sie nauczyc radzic sama. Co nei znaczy ze musisz zyc sama. I tak z naciskiem na czasami w tym Twoim zdaniu. Bo czasami to Ty bedziesz musiala zdejmowac toto. A czy masz w sobie tyle sily?Mezczyzna nie jest od prowadzenia kobiety przez zycie, ale przemierzania drogi razem z nia.amelka pisze:roblem tkwi w tym, że to ja potrzebuję osoby, która poprowadzi mnie przez życie, bo wiem, że sama sobie nie poradzę i chcę wiedzieć, że ta druga osoba czasami "zdejmie" ze mnie ten ciężar
moon pisze:A kto podczas pierwszych miesiecy tak nie mial?
owszem moon, tak jest zawsze na początku. Ale ten początek był naprawdę syfny (że tak to nazwę) i skazany na porażkę. Dopiero teraz po 4-5 mieś zaczęło się poprawiać. W końcu się rozumiemy bez słów itd. Jest to czego nie było. I wiem że tak już będzie.
I tak ze mnie szczęściara
- ksiezycowka
- Weteran

- Posty: 12688
- Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
- Skąd: Wawa
- Płeć:
moon pisze:Zawsze bylas naiwna Paddy
dobrze że napisałaś "byłaś"
bo gdybyś napisała inaczej, to pomyślałabym że należysz do osób, które skreślają człowieka za jego przeszłość. A wtedy musiałabym pogratulować Ci takiego podejścia do życia i życzyć żeby kiedyś skreślił ktoś w taki sam sposób Twoją szansę na zmianę życia
Nawet jak nie wyjdzie, to my i tak będziemy przyjaciółmi. Wiem to..

moon pisze:Nie chce zeby mnie ktos utrzymywal Al et ak jest pracowity [az za ].
ja też nie chcę i nie mówię tu o utrzymywaniu tylko o tym czy będę mogła nawet w takiej sprawie liczyć na niego kiedy mi się coś nie ułoży, z tego co widzę on nie garnie się do pracy boję się, że to może być oznaka tego że i w przyszłości tak będzie, boję się tego że to ja będę utrzymywać rodzinę
moon pisze:Mezczyzna nie jest od prowadzenia kobiety przez zycie, ale przemierzania drogi razem z nia.
chodzi mi tu o to, że od zawsze wiadomo że to facet musi jasno stawiać sprawę, twardo stąpać po ziemi i być tą "głową" rodziny, czasami jest tak, że to ja bardziej przejmuję się jego sprawami niż on sam i zawsze staram się mu pomóc,czasami też jego sprawy załatwiam... a ja jego nigdy o pomoc nie prosiłam i staram się radzić sobie sama, problem tkwi w tym, że ja nie czuję że on mi pomaga, nigdy nie myślę że on może mi pomóc tylko zawsze kombinuję sama i czuję że w życiu jestem zdana tylko na siebie a przecież tak jak napisałaś:
...moon pisze:ale przemierzania drogi razem z nia
amelka pisze:chodzi mi tu o to, że od zawsze wiadomo że to facet musi jasno stawiać sprawę, twardo stąpać po ziemi i być tą "głową" rodziny
przesąd, stereotyp itd.. Tak samo jak to że kobieta musi stać przy garach.
Partnerstwo polega na tym, że obie strony muszą wnosić tyle samo, że muszą dzielić się obowiązkami i odpowiedzialnością. Jednak ktoś faktycznie musi zając się domem i pracą gdy kobieta zajdzie np. w ciążę
![:] :]](./images/smilies/krzywy.gif)
- ksiezycowka
- Weteran

- Posty: 12688
- Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
- Skąd: Wawa
- Płeć:
Ni tam!Nie skreslam za przeszlosc!Skreslam z kazdym kolejnym obecnym postem a nie przeszlym ;Ppaddy pisze:bo gdybyś napisała inaczej, to pomyślałabym że należysz do osób, które skreślają człowieka za jego przeszłość.
amelka, a moze przesadzasz?Ile Wy macie lat?Czym sie zajmujecie? Bo ja np wiem z emoj do pewnym rzeczy tak jak i ja jeszcze musi dojrzec, przejsc do kolejnego etapu ze tak nazwe to. Ale wiem widze po nim ze jak minie ten czas przejsciowy to tak bedzie ok w przyszlosci. Ty tego nie widzisz?Nie widzisz ze teraz sie do rpacy nie garnie bo np jeszcze nie czuje takiej potrzeby ale w przyszlosci na pewno sobie da rade?
paddy pisze:przesąd, stereotyp itd.. Tak samo jak to że kobieta musi stać przy garach.
Partnerstwo polega na tym, że obie strony muszą wnosić tyle samo, że muszą dzielić się obowiązkami i odpowiedzialnością. Jednak ktoś faktycznie musi zając się domem i pracą gdy kobieta zajdzie np. w ciążę
dokładnie o to mi chodzi, tyle że właśnie czuję, że to na mnie spoczywają wszystkie obowiązki, martwię się i za niego i za siebie, tak jak pisałam ja raczej zajmuję się swoimi problemami sama, jemu tylko czasami zwierzam się ale oczekuję tylko wysłuchania, zrozumienia, ewntualnie jakiejś porady, ale problem rozwiązuję sama, a on często prosi mnie żebym mu pomogła, załatwiła to czy tamto... ja po prostu czuję że więcej z siebie niż on i kiedy nasz związek dobiegnie końca to ja wyjdę na tym najgorzej
moon pisze:Ni tam!Nie skreslam za przeszlosc!Skreslam z kazdym kolejnym obecnym postem a nie przeszlym
sądzisz że paddy pisze:w moim zwiazku "jaja" są na właściwym miejscu
to on opiekuje się mną, troszczy i to on stara się robić wiele by utrzymać wszystko w harmonii itd. Uczy się pilnie i jest bardzo pracowity
Jeśli ukończy studia - wiem że przyszłość z nim będzie cudowna
marzę o tym
w tym jest coś głupiego, niestosownego lub chamskiego?
a może przeszkadza Ci w ogóle moja obecność na tym forum?
może na księżyc mam uciec, bo moon się czepia każdego słówka które napiszę bo se ubzdurała że jestem naiwna gąska i ciągle widzi mnie tylko taką?
spoko
ale nie w tym życiu! [ Dodano: 2006-10-12, 14:26 ]
amelka pisze:kiedy nasz związek dobiegnie końca to ja wyjdę na tym najgorzej
musisz już sama wiedzieć czy zależy Ci na związku czy też na tym żeby lepiej wyjść na końcu....
coś powinno dać mu w kość i wtedy nie powinno być Ciebie z nim. Wtedy musiałby w końcu zrobić cos sam.. Troszkę Cię wykorzystuje
- ksiezycowka
- Weteran

- Posty: 12688
- Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
- Skąd: Wawa
- Płeć:
moon pisze:amelka, a moze przesadzasz?Ile Wy macie lat?Czym sie zajmujecie? Bo ja np wiem z emoj do pewnym rzeczy tak jak i ja jeszcze musi dojrzec, przejsc do kolejnego etapu ze tak nazwe to. Ale wiem widze po nim ze jak minie ten czas przejsciowy to tak bedzie ok w przyszlosci. Ty tego nie widzisz?Nie widzisz ze teraz sie do rpacy nie garnie bo np jeszcze nie czuje takiej potrzeby ale w przyszlosci na pewno sobie da rade?
chyba martwię się na zapas, mam tu na myśli jego podejście do obowiązków, ja wiem że trzeba się wywiązywać z tego do czego się zobowiązaliśmy a on tego nie wie, widzę jakie ma podejście, poza tym jest idealistą a ja realistką, denerwuje mnie to jego podejście, mówią że każdy facet ma coś z dziecka, ale mam wrażenie że mój to wszystko ma z dziecka
możliwe że on sobie poradzi w życiu, ale narazie tego nie widze
[ Dodano: 2006-10-12, 14:33 ]
moon pisze:amelka, to powiedz pewnym sprawom nie. Niech sam jedzie sam cos zrobi. Nie rob za dwoje a tylko pomagaj. Ale to tez zalezy od sprawy
już próbowałam, wiem że dużo w tym mojej winy, bo jak się pojawiał problem to ja zawsze rozwiązywałam to za niego, ale ja mam wrażenie że jak ja tego nie zrobie to on nie da rady i przez to coś ważnego straci, ja chcę mu pomagać i nigdy mi to nie przeszkadzało do momentu kiedy ostatnio zwróciłam się z problemem do niego i usłyszałam: dasz rae kochanie
[ Dodano: 2006-10-12, 14:45 ]
paddy pisze:musisz już sama wiedzieć czy zależy Ci na związku czy też na tym żeby lepiej wyjść na końcu....
oczywiście że zależy mi na związku, jakby mi nie zależało to bym nie ciągneła tego, tylko po prostu zastanawiam się czy takie angażowanie się w ten związek i poświęcanie jest w ogóle docenione przez niego
Cóż... bardzo ciekawy temat. Ja też przez pierwszych kilkanaście miesięcy myślałem że własnie w ten sposób może to zadziałać. Wychodziłem z założenia, że po co miał bym szukać kogoś innego skoro jest ona ? Po pewnym czasie dostrzegłem jednak wiele innych rzeczy, których wcześniej nie widziałem albo nie chciałem widzieć. Na obecną chwilę po 2.5 spotykania się z moją dziewczyną nie chciał bym spędzić z nią reszty życia gdyby nie doszło do gwałtownych zmian na które zresztą nie licze. Nie jestem po prostu szczęśliwy.
Co za tym idzie, decyzja jaką podejmiesz zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Skoro czujesz, że to nie ten, a szukasz kogoś na stałe, możesz odejść. Możesz też zostać i obserwować rozwój wydarzeń. Pod żadnym jednak pozorem nie wiąż się z nim na stale skoro nie jesteś pewna, że to nie ten, bo możesz tego bardzo pożałować.
Co za tym idzie, decyzja jaką podejmiesz zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Skoro czujesz, że to nie ten, a szukasz kogoś na stałe, możesz odejść. Możesz też zostać i obserwować rozwój wydarzeń. Pod żadnym jednak pozorem nie wiąż się z nim na stale skoro nie jesteś pewna, że to nie ten, bo możesz tego bardzo pożałować.
amelko droga, a moze troche przesadzilas na samym poczatku? I teraz on Ci nie pomaga nie dlatego, ze Cie nie kocha albo jest nieodpowiedzialny czy nieczuly, ale dlatego, ze do tej pory sobie radzilas i nie narzekalas, wiec moze uznal, ze lubisz?
Moje kochanie tak mnie kiedys w tym wzgledzie oswiecilo - jakos chyba nadto zaradna bylam i jemu w glowie nie postalo, ze nalezy mi pomoc. A ja mialam wrazenie, ze on olewa wszystko, a ja sie staram, zeby wszystko wychodzilo mimo to.
Proponuje szczera rozmowe na ten temat.
Moje kochanie tak mnie kiedys w tym wzgledzie oswiecilo - jakos chyba nadto zaradna bylam i jemu w glowie nie postalo, ze nalezy mi pomoc. A ja mialam wrazenie, ze on olewa wszystko, a ja sie staram, zeby wszystko wychodzilo mimo to.
Proponuje szczera rozmowe na ten temat.
"Mój panie, na cóż tłumaczyć durniowi, że jest durniem. Przecież jego dureństwo na tym właśnie polega, że nie ma o nim pojęcia."
amelka pisze:problem tkwi w tym, że to ja potrzebuję osoby, która poprowadzi mnie przez życie, bo wiem, że sama sobie nie poradzę i chcę wiedzieć, że ta druga osoba czasami "zdejmie" ze mnie ten ciężar, a ostatnio zauważam, że muszę się zaopiekować sobą i moim chłopakiem, nie mówie tutaj o tym, że mój chłopak jest niezaradny życiowo bez perspektyw, tylko że czasami boję się że nie damy sobie rady w życiu:/ że nasza miłość nie wystarczy żeby przejść przez życie...
dobrze, zę zadajesz sobie te pytania. pamiętaj, że ludzi można zmienić tylko do pewnego stopnia i to tylko jeśli tego chcą. więc jeśli już teraz czujesz, że nia do końca masz oparcie w partnerze to tak niestety może być już zawsza...ale może faktycznie za dużo wzięłaś na siebie. nie bądź nadopiekuńcza a pozwól się sobą zaopiekować

Pod Gwiazdą będę czekać
Zawołam i dostanę odpowiedź
Zawołam i dostanę odpowiedź
oooo, właśnie tu zauważam typowe elementy przyjaźni w związku...
Słaba wymiana handlowa, co ?
A więc powiem Ci tak: ON CIę NIE KOCHA I SPIER.DZIELAJ OD NIEGO JAK NAJSZYBCIEJ <wsciekly>
A może to Ty go nie kochasz....
Słaba wymiana handlowa, co ?
A więc powiem Ci tak: ON CIę NIE KOCHA I SPIER.DZIELAJ OD NIEGO JAK NAJSZYBCIEJ <wsciekly>
A może to Ty go nie kochasz....

"Bądźmy niewolnikami prawa, abyśmy mogli być wolni."
Cyceron (Cicero Marcus Tullius, 106-43 p.n.e.)
Cyceron (Cicero Marcus Tullius, 106-43 p.n.e.)
mam jeszcze jedno pytanie troszke związane z tematem, mianowicie czy waszym zdaniem szanse na stworzenie dobrego związku małżeńskiego mają ludzie którzy są bardzo podobni do siebie czy zupełnie różni? przeciwieństwa czy podobieństwa? mam tu na myśli wszystko: charakter, poczucie humoru, wygląd, podejście do życia itd. ?
- ksiezycowka
- Weteran

- Posty: 12688
- Rejestracja: 13 paź 2004, 13:17
- Skąd: Wawa
- Płeć:
Mona pisze:jabłoń napisał/a:
Albo tak różni, że aż podobni
Bardziej różni, niż podobni. Jednak więcej powinno ich łączyć, bo nie może ich wszystko dzielić
<browar> Przepiszę w cycatach.
A w temacie jeszcze dodam. Podobne przede wszystkim powinni mieć zasady moralne. Reszta może być różna.
"Bądźmy niewolnikami prawa, abyśmy mogli być wolni."
Cyceron (Cicero Marcus Tullius, 106-43 p.n.e.)
Cyceron (Cicero Marcus Tullius, 106-43 p.n.e.)
i powinni mieć taki sam zegar biologiczny
wiem, że to brzmi śmiesznie, ale ja jestem ranny ptaszek a mój były może spać do 15, ale za to siedzi przed kompem do 4. każdy wspólny wyjazd to była męczarnia. wiem, że może byśmy się dograli po zamieszkaniu, ale do tego nie doszło. różniło nas wszystko. Od chrakteru, przez ambicje do zainteresowań. przez 2 lata było fajnie...potem coraz bardziej się mijaliśmy
Różnice są ok, ale tylko wtedy gdy istnieją na bazie wspólnych cech
wiem, że to brzmi śmiesznie, ale ja jestem ranny ptaszek a mój były może spać do 15, ale za to siedzi przed kompem do 4. każdy wspólny wyjazd to była męczarnia. wiem, że może byśmy się dograli po zamieszkaniu, ale do tego nie doszło. różniło nas wszystko. Od chrakteru, przez ambicje do zainteresowań. przez 2 lata było fajnie...potem coraz bardziej się mijaliśmy
Różnice są ok, ale tylko wtedy gdy istnieją na bazie wspólnych cech
Pod Gwiazdą będę czekać
Zawołam i dostanę odpowiedź
Zawołam i dostanę odpowiedź
amelka pisze:a mężczyzna dobrym ojcem i potrafi zapewnić wszystko co jest potrzebne dla żony i dzieci?
nie odczuwam potrzeby brania slubu
dzieci raczej nie planuje.
a o przyszłosci wspólnej mysle i bardzo bym chciała by własnie przyszłosc była zwiazana z tym mezczyzna
amelka pisze:czy nie wydaje wam się czasami, że wasz pratner nie jest zaradny życiowo, że czasami musicie go prowadzić przez życie, że to wy w tym związku macie "jaja"?
mój jest bardzo zaradny zyciowo, czesto bardziej niz ja, ale w sklepie musze go za raczke prowadzic to taka mała jego wada
amelka pisze:że to wy w tym związku macie "jaja"?
no ja tez mam jaja, takie mniejsze i bardziej dyskretne ale mam
Andrew pisze:Ale tam gdzie dwóch ...tam jeden musi rzadzić
tylko nie koniecznie jedna osoba rzadzacca wszystkim
nie musisz, sama sie porwałas na to by jego problemy spoczywały na Tobieamelka pisze:czuję, że to na mnie spoczywają wszystkie obowiązki, martwię się i za niego i za siebie
amelka pisze:a on często prosi mnie żebym mu pomogła, załatwiła to czy tamto... ja po prostu czuję że więcej z siebie niż on i kiedy nasz związek dobiegnie końca to ja wyjdę na tym najgorzej
to przestan załatwiac. Niech robi to sam, jestes jego kobieta a nie nianko-asystentka
amelka pisze:że jak ja tego nie zrobie to on nie da rady i przez to coś ważnego straci
to straci, kilka razy straci tyo sie pozbiera i weźmie za siebie. Robiac za niego nie pomagasz mu, bedzie coraz starszy i coraz mniej poradny w porównaniu do rówiesników, tak sie kaleki zyciowe wychowuje
Dzindzer pisze:to straci, kilka razy straci tyo sie pozbiera i weźmie za siebie. Robiac za niego nie pomagasz mu, bedzie coraz starszy i coraz mniej poradny w porównaniu do rówiesników, tak sie kaleki zyciowe wychowuje
Dokładnie. Tyle, że niestety oni te wzorce już z domku wynieśli...to bardzo często synkowie nadopiekuńczych mamusiek, które do 10 roku życia nosek im wycierały. i oni niestety dość często oczekują tego, że będziesz taką drugą mamusią, a jak odmawiasz to są "głęboko rozczarowani twoją postawą". spróbuj go usamodzielnić. może nie jest beznadziejnym przypadkiem
Pod Gwiazdą będę czekać
Zawołam i dostanę odpowiedź
Zawołam i dostanę odpowiedź
Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 721 gości

chyba ....
nie ma innej opcji , byc moze u Ciebie bedzie tak , ze bedziesz to Ty .



