Doszedłem do wniosku ,że w relacji z kobietami dość trudno uniknąć efektu zaszufladkowania -jako przyjaciel- chodzi mi o pierwszy etap poznawania siebie na wzajem-chłopaki często nie działaja na tyle zdecydowanie by mieć dziewczyne i maja przyjaciółkę...
1) Działasz zdecydowanie -boisz sie ,że stracisz interesującą Ciebie osobę...
2) Działasz niezdecydowanie- kilka spotkań i masz przyjaciółkę (:(:(:( <error>
------------------------------------------------------------------------------------
Wsumie to może doradzicie jak KONKRETNIE pokazać kobiecie ,że chcemy ją jako dziewczynę partnerke, że jesteśmy zdecydowani tylko na taką relację...
-------------------------------------------------------------------------------------
Jak to było w waszym przypadku ?
------------------------------------------------------------------------------------
To przyda się nieśmialym ,którzy uważają ,że nawet jak tylko dotkną kobiety to noukaut gwarantowany ...
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Z moich doświadczeń w początkowej fazie znajomości to -po zauważeniu ,że nowa relacja jest rozwojowa-dla obu stron !-takie jest wrażenie -warto pokazać kobiecie ,że nie chodzi o przyjażń ,ale o coś więcej... Często jest też tak ,że wiemy ,że to raczej nie to ,ale może -wtedy lepiej sie wycofać-bo potem będzie trudno odkręcić - i krzywda będzie-a to juz niedobrze...
Tylko jak ?
a) Rozmawiać partrząc dziewczynie głęboko w oczy-jeśli iskrzy to czemu nie pocałować zwłaszcza gdy temat rozmowy jest bliski tego ,że jest fanie ,ze ktoś jest wspaniały ,że zaraz...-to się czuje -że to teraz i on i ona to wiedzą !
b) Przytulić w odpowiedni sposób-pokazując swoje uczucie...
Na początek tyle wystarczy chyba ,że ktos chce poznać efekt "Tobm Raider-a"
<laser>
c.d.n -nastąpi
POZDRAWIAM



I oczywiście trzymać rękę na pulsie, myśleć ![:] :]](./images/smilies/krzywy.gif)

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 

. Ale nadal jestem przy zdaniu, że trzeba być pewnym swej decyzji, a nie tak hop siup i tyle. Jak nie wyjdzie, to se pójdę dalej. Nie można myśleć tylko o sobie. Ale z drugiej strony, by być pewnym, to i czasu musi trochę upłynąć - i tak w koło Macieju <zmieszany>. Optymalne rozwiązanie - zgodność czynów i emocji, ale to wysokie progi. Choć pewnie do zdobycia.
Oczywiście, o ile robisz to "przyspieszanie" z klasą. Wybij sobie z głowy, że dostaniesz w buzię. Też takie jazdy miewałem dawnymi czasy. Wybiła mi je z głowy rzeczywistość i dziesiątki rozmów z paroma ludźmi na ten temat. Zacytujmy z pamięci,będzie niedokładnie:
