Postautor: mrt » 07 lut 2007, 21:12
Wydaje mi się, że pragnienie posiadania czegoś nie czyni z ludzi potworów bez serc i nieczułych w związkach. Nie to zabija miłość. To tylko konsekwencja jakiejś zadry w związku, jakiejś luki, jakiegoś cienia.
Zdarza się, że w pozornie szczęśliwym związku stworzonym na bazie wielkiego uczucia jest coś przemilczanego. W odniesieniu do ludzi określiłabym to "kot wśród gołębi" (niektórzy pewnie załapią, skąd to). Wszystko gra, ale jest pewien fragment, który pozornie pasuje, a jednak jest w nim coś niezwykłego, coś innego, coś, o czym się nie wspomina, bo jest nie do określenia. Racjonalne spojrzenie tego nie wychwyci, bo... teoretycznie jest ok. Wystarczy bodziec z zewnątrz, dla wszystkich wkoło całkiem normalny, aby to coś urosło do olbrzymich rozmiarów lub pękło. Jeśli pęka - ludzie się rozchodzą, nigdy nie odkrywając przyczyny rozpadu. Jeśli jedynie rośnie, z czasem coraz bardziej - widzą tylko efekt zaćmiewający istotę, czyli na przykład to, że ona chce forsy, on kolejnych hektarów posesji. Nie w tym problem - powtarzam. Bo niektórym sto dodatkowych basenów nie zaszkodzi - tym, którzy od początku wśród gołębi składających się na związek i uczucie, kota nie mieli.