czy jest to raczej szukanie i poznawanie nowych osob a tej jednej trzymanie "w zapasie" jakby sie nie udalo ?
ma ktos doswiadczenia w takiej sytuacji ? chodze powiedzmy sobie na jakis tam kurs X juz od 2 lat i od roku jest dziewczyna, ktora w ogole jak ja zobaczylem za pierwszym razem to uwagi mojej nie zwrocila. az do momentu gdy sama podeszla i sie przedstawila podajac reke. od tej chwili (kilka miesiecy) czasem sobie cos mysle a czasem nie. czasem sobie na nia patrze a czasem ona na mnie. trudne do rozgryzienia. w moich myslach przyznaje sie w wiekszej polowie: ja chyba jednak czekam na kogos "lepszego"
a ona ?
jakas dziwna musi byc bo kazda normalna dziewczyna po kilku miesiacach odpuszcza jak ja facet zlewa i znajduje sobie kogos innego. a moze jestem jej idealem bo z tego co pamietam chyba sie tak nikomu innemu nie przedstawiala jak mi. w kazdym razie ja sobie jednak troche inaczej moj ideal wyobrazalem. a moze ona ma juz kogos a ja tak sobie glupio i naiwnie tutaj rozkminiam ?
nie... chyba nic z tego jednak nie bedzie. mam zaprosic na kawe/piwo i powiedziec oficjanie, czy sie dalej "chowac" i udawac ? wiem, do czego niektore kobietki moga byc zdolne jak sie z nimi zadrze albo odmowi - juz jedna robila mi chamstwo przez 4 lata LO
. zakladajac, ze jest na 100% mlodsza ode mnie to jeszcze przez caly przyszly rok akademicki bede ja spotykal na kursie X...
mysle, ze moim nieszczesciem jest to, ze malo spotykam innych osob z innych srodowisk i wlasnie taki jeden kurs X mnie ogranicza. na inne nie chodze. ale juz niedlugo lato. moze wtedy nowe znajomosci ?



O co tu chodzi niech mi ktoś powie??? Dzindzer?