Uważam za niegodne honoru faceta bezproduktywne wrzeszczenie na siebie, które przynosi więcej szkody niż pożytku.
Jak kiedyś postanowiłem, tak staram się robić. I od prawie 15-mcy razem to praktykuję. Nie dążę do kłótni ,jak mnie coś denerwuje, wyjaśniam na spokojnie, w ostateczności specyficznie popatrzę
I z tego, co obserwuję w swym otoczeniu, dosyć rzadkie. Kłócić się dla sportu o byle pierdołę,by potem jakieś przeprosiny uskuteczniać,bo to takie "fajne". Wszystko ok, tylko po co podgrzewać bez powodu atmosferę? 





nie stara mi się mi udowodnić że ma receptę na życie (eksio miał i ma manię pt. 'mam jedyną słuszną prawdę'), po prostu rozmawiamy. zdarzają się oczywiście momenty kiedy ja wybucham, ale nie gniewem czy złością - po prostu wybucham energią, wczoraj wybuchłam na tle nerwowym niezwiązanym z moim Słoncem. jeśli coś mi się nie podoba, chcę o czymś porozmawiać, zwyczajnie o tym rozmawiam. bez żadnych podchodów, bez fochów. a jeśli podnoszę głos, to tylko z powodu bezsilności.


