mnie wrocilo. Niestety, ona nadal chciala sie spotkac na stopie przyjacielskiej i myslala, ze mi przeszlo. Otoz nie przeszlo, bo to nie byla taka tam sobie milostka. Minelo tyle lat, a wystarczy ze tylko zobacze jej zdjecie albo sobie o niej pomysle a znow czuje sie jak wtedy, 8 lat temu. Spotykalem sie z paroma kobietami przez ten czas, do jednej nawet cos czulem. Ale po prostu z tamtym uczuciem _NIC_ nie moze sie rownac. Minelo tyle lat
a ja ciagle ja kocham jak glupi. Nie mam zupelnie pojecia co robic bo lata mijaja a we mnie to jedno sie nie zmienia. Przez ten czas we mnie sporo sie zmienilo: stalem sie bardziej wygadany i pewny siebie. I przystojniejszy tez
Niestety nie mam zupelnie pojecia co robic
Probowalem zerwac kontakt, ale to nic nie pomaga
Caly czas o niej
myslalem przez te wszystkie lata, mimo ze jej nie widywalem. Ona nikogo nie ma, ale jak w koncu znajdzie sobie faceta, zacznie o nim opowiadac to sie chyba zalamie
Jestem w kropce
Ona teraz wrecz sie mnie boi i podchodzi jak do jeza - nie chce sie ze mna spotkac sam na sam, zebym "sobie czegos nie pomyslal". Ale zrywac kontaktu tez nie chciala bo wierzy ze mozliwa jest "tylko przyjazn".
Drogie Bravo, co robic?











Teraz jest na pozycji, ze ona sie chce z nim przyjaznic. Jeszcze troche latania z ania, ludzenia sie i bycia natretem i nawet tego miec nie bedzie. Mi sie wydaje, ze lepiej konczyc znajomosc w innych okolicznosciach
