No ja mam tak, że generalnie wolę domek. A jak już coś planowanego, to najczęściej kombinuję, jak się z tego wywinąć. Z kolei miewam spontaniczne zrywy, że już, w tym momencie muszę wyjść. I idę.
Z reguły jak mnie niesie, to prosto po pracy. A jak już zwlokę do domu, to mi się nie chce. Czyli jak jestem na rozruchu, a jeszcze po pracy energia mnie rozsadza, to ciężko mi wracać do domu. Walczę z tym szlajaniem się, bo jak wyjdę z domu o 8:00, to często i o 1:00 bym dopiero wracała.
Ale zauważyłam dziwną rzecz. Ostatnio w ogóle mi się nie chce wyłazić. U mnie w pracy tyle się dzieje, że całe życie towarzyskie mi to zastępuje. A jeszcze mi potem na gg głowę zawracają. Zdarza się, że z pracy wracam o 23:00 i nawet tego nie czuję.
No więc mam klimat ostatnio na domeczek, arbatkę i przytulanie
