Sir Charles pisze:Ma ktos dostęp? Chętnie bym przeczytał
Dostepu nie mam, ale przeczytac i tak możesz
Antoni Pawlak
"Łapię się na tym, że tęsknię za cenzurą. Za każdym razem, gdy zaglądam na forum internetowe i uderza we mnie stek wyzwisk i podłość ukrytych za internetową anonimowością tchórzy
Pod koniec ubiegłego roku były premier Tadeusz Mazowiecki miał w Warszawie wypadek samochodowy. Jak podało internetowe wydanie "Gazety Wyborczej", mercedes premiera zderzył się z fordem. Premier wylądował w szpitalu. I oczywiście, jakiś internetowy palant na forum "Gazety" momentalnie zapytał, czy mercedes Mazowieckiego też miał "przyciemniane szyby i firanki".
To prawdopodobnie miał być żart. A to, że chamski i na intelektualnym poziomie froterki? A czegóż mielibyśmy się spodziewać po tchórzu, korzystającym z ochrony internetowej anonimowości?
W kwietniu 1990 roku zlikwidowano w Polsce Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Innymi słowy, przestała istnieć cenzura, jedna z najbardziej podłych instytucji, będących podstawą systemu totalitarnego. Pamiętam radość, jaką spowodowało to wydarzenie. Radość, ale i powracający co jakiś czas w ostatnich piętnastu latach strach, że cenzura wróci. Bo takie sygnały - dość nieśmiałe, ale jednak - ewidentnie się pojawiały.
Tęsknota za cenzurą pojawiła się w wypowiedzaich hierarchów kościelnych. Na przykład kilka lat temu, gdy ważyły się losy wyświetlania w telewizji filmu Martina Scorsese "Ostatnie kuszenie Chrystusa". Pojawiła się w bredzeniach niektórych parlamentarzystów, zastanawiających się, jak cenzurować Internet, by wyrugować zeń pornografię. Pojawiła się wreszcie na zasadzie ostatniej brzytwy nadziei, której chwytali się nieomal wszyscy zaciekli przeciwnicy tygodnika "NIE".
Ale te wszystkie zagrożenia pozostawały tylko zagrożeniami. Pozostawały w sferze pomysłów i marzeń zaledwie. I bardzo dobrze - myślałem. Ale czy rzeczywiście "na szczęście"?
Coraz częściej ostatnio łapię się na tym, że zaczynam tęsknić za tą podłą instytucją z ulicy Mysiej. A tęsknota ta nachodzi mnie praktycznie zawsze, kiedy odwiedzam coś, co nazywa się internetowym forum czytelników. Takie fora istnieją już przy niemal każdym elektronicznym wydaniu gazet i tygodników. Zasada jest prosta - czytelnicy dzielą się ze sobą i redakcją przemyśleniami. Ale to tylko teoria. Bo prawda wygląda o wiele bardziej ponuro.
Drugą bowiem zasadą tych forów jest pełna anonimowość piszących. Przynajmniej dla zwyczajnego użytkownika Internetu, bo fachowiec na pewno jest w stanie wyśledzić nadawcę wiadomości. Ta anonimowość powodu, że owe fora są nie tyle miejscem wymiany myśli, co raczej publiczną spluwaczką.
Aby wstać i coś publicznie powiedzieć, trzeba pewnej odwagi. Trzeba, przynajmniej teoretycznie, wziąć odpowiedzialność za wypowiadane poglądy. Podobnie, gdy swoje myśli formułuje się w druku i podpisuje własnym nazwiskiem. Bowiem poręczenie swoich poglądów nazwiskiem i twarzą do czegoś zobowiązuje. Anonimowe forum czytelników nie zobowiązuje do niczego.
Myśli, czy raczej należałoby powiedzieć "myślątka", których żaden w miarę inteligentny i kulturalny człowiek nie odważyłby się wypowiedzieć publicznie, tutaj znajdują swoje ujście. Anonimowy autor może powiedzieć wszystko. Może podzelić się każdą głupotą i podłościa. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest to miejsce działania najzwyklejszych tchórzy.
Zdecydowana większość przemyśleń uczestników internetowych forów przypomina długo niespłukiwany klozet. Tu aż przelewa się bezmyślność, antysemityzm i chamstwo. To niespotykany prawie nigdzie indziej popis przerażających kompleksów i fobii.
Te kompleksy i fobie są w gruncie rzeczy banalne. I jakby dobrze skadś znane. Kiedyś, w czasach mojej młodości, podobne rewelacje wyczytać można było na ścianach publicznych szaletów. Na przykład każdy uczestnik życia publicznego, który nie podoba się ineternetowym gadułom, na pewno zostanie nazwany złodziejem, aferzystą, masonem, żydem lub - w najlepszym wypadku - homoseksualistą. I nie ma w tych enucjacjach najmniejszej nawet próby refleksji. Autorzy tych elukubracji nigdy nie mają wątpliwości. Oni wiedzą. Wychodzą stare strachy. Znane jeszcze z dwudziestolecia międzywojennego, kiedy to wszystkiemu winni byli żydzi, masoni i cykliści [przyp. powerless'a: żydzi, masoni i Unia Wolności w/g Radia Maryja nadal są winni wszystkiemu co jest złe w Polsce].
Paranoja internetowych wyznań uważnych czytelników naszej prasy sięga niebios. Doszło do tego, że gdyby dziś zrobić badania porównawcze języka polskich uczestników forów z językiem "Volkische Beobachter", okazałoby się, że ta nazistowska gadzinówka posługiwała się językiem poprawności politycznej.
Oczywiście redakcje dystansują się od tej czytelniczej erupcji myśli. Najczęściej wygląda to w ten sposób: "wydawca portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną". Tyle tylko że to pic na wodę. Nie słyszałem o żadnym wypadku wszczęcia postępowania przeciw autorom najbardziej nawet podłych i teoretycznie podpadających pod kodeks karny wypowiedzi.
Ponadto redakcje wzywają czytelników do udziału w forach. "Dodaj swoją opinię" - proponują, choć wiedzą, że w większości nie znajdą w tych opiniach nic prócz podłości i steku wyzwisk.
Moja odbijająca się czkawką tęsknota za cenzurą jest naiwna. Cenzura nic nie załatwi. Mogłaby co najwyżej poradzić sobie ze skutkami. Ale nie leczy przyczyn. Należy chyba zaakceptować to, że przyszło nam żyć w społeczeństwie pełnym kompleksów. W społeczeństwie, w którym tolerancja jest tylko nic nieznaczącym słowem. W społeczeństwie tchórzy toczonych nieuleczalną chorobą chamstwa."