Nie wiem dlaczego tu pisze... ale sam juz zaprzestalem wszystko pojmowac.
Bylo cudownie... mowilismy sobie o tym, czulismy sie ze soba wspaniale... mnostwo czasu razem.. wieczory, weekendy, noce, dnie, spacery, wakacje, wizyty u rodzicow.
Czulismy sie sobie potrzebni i znajdowalismy w sobie wzajemne wsparcie.
Byla przy mnie gdy tego potrzebowalem... i ja przy niej.
Coz sie zatem stało ?
Zbyt wiele oczekiwalem, czesto zadalem zapewnien, ze to juz na zawsze tak bedzie...
Czy kobieta sie tego przestraszyla i zaczela zwijac zagle?!
Nie byla gotowa na takie zapewnienia ?!
Zaczelo mnie to meczyc... Trafilem w zły tydzien i naciskalem bardziej i bardziej.
Z natury jestem nerwowy i lubie miec czarno na białym - w piatek pod wpylem emocji skonczylo sie to co bylo piekne. Pozostał placz, ból... dziwne uczucie.
W srodku tygodnia widac bylo, ze chcialaby bylo dobrze, pamietam slowa:
"Wiesz, czasem nie pokazuje tego, ale naprawde bardzo Cie Kocham"
"Niech juz bedzie znow normalnie, przyjedz do mnie wieczorem, musze sie przytulic."
Niestety ja nie ustepowalem
Teraz zrozumialem swoj blad...



![:] :]](./images/smilies/krzywy.gif)

