Większość odwiedzających ten temat chyba faktycznie nie rozumie mojego problemu.
Nie chodzi o to że ja jej mam "za złe" ten fakt.
Nie chodzi o to że skoro nie była dziewicą to mnie to razi czy rani.
Nie chodzi o pierwotne instynkty bo z tym sobie potrafię poradzić - ale myślę że może odrobinkę w tym prawdy jest.
Problem jest bardziej złożony. Między mną a Nią jest na tyle silna więź że praktycznie w obecnej chwili nie potrafimy żyć bez siebie. Nie chcę wyjść na "dziwaka" i "romantyka" ale na obecną chwilę dla mnie to jest właśnie "to", ta "jedyna" i "niepowtarzalna" kobieta. Mam nadzieję że kiedyś matka moich dzieci i moja żona. Może jestem tylko zauroczony, może zakochany po uszy, a może tak naprawdę będzie. Tak czy siak bardzo pragnę by to właśnie Ona była tą jedyną.
Dla mnie nie zmienia kompletnie nic to, że jej przeszłość była taka jaka była. Na pewno nie wpłynie to na relacje między mną a nią. Nie myślę o tym problemie gdy jestem z nią na spacerze, kinie czy w łóżku. Jednak czasami nachodzą mnie takie myśli. Pół biedy gdyby to było jakieś tam zauroczenie a Ona skuszona nie wiadomo czym poszła z nim do łóżka. Z tego co mi mówiła dla niej, tan facet był właśnie "tym jedynym". Ona chciała być jego żoną i matką jego dzieci. Sprawy potoczyły się inaczej, bo to on okazał się ch**em i ją zostawił, bez żadnego wyjaśnienia po dość długim okresie gdy byli ze sobą. Wykorzystał ją, ale... czasami mam wrażenie że... ona nie może sobie z tym poradzić i czuję się ciągle porównywany do niego. Nie tylko w łóżku, ale ogólnie. Czasami mam wrażenie że Ona nie potrafi zostawić tego w tyle i iść do przodu, zmierzać ku mnie, tylko mam wrażenie że ciągle odwraca głowę w poszukiwaniu jego.
Doprowadza mnie to do szału. Rozmawialiśmy już na ten temat i Ona zapewnia mnie że tamta znajomość jest już dawno zakończona, że Ona nie chce do niej wracać, że to była wielka pomyłka, ale sam fakt że mnie powiedziała że dla niej to był "ten jedyny" powoduje u mnie zazdrość. Boję się i czekam, kiedy to o mnie tak powie... Czuję się jakbym walczył... z cieniem... z jej przeszłością.
Więc jak widzicie, szanowni przedmówcy, nie "męskie instynkty" mną zapanowały. Nie chodzi tylko o seks. Jestem zazdrosny o "wspomnienie", którego Ona chyba nie chce wyrzucić z pamięci... albo raczej chce, a nie może....
Dlatego z całym szacunkiem wypraszam sobie zarzuty typu:
No bo przecież kobieta jest własnością facetów.
Nie jest niczyją własnością a swój związek pielęgnuję jak kwiat, bo niepielęgnowany może uschnąć.
Bo mu się tak nudzi w związku że szuka powodów do stwarzania problemów.
Jakby mi się nudziło to bym się w niego nie angażował.
znam nature facetow.
Tutaj to tylko dodam, że zaufaj mi. Nie znasz. Albo znasz tych "niewłaściwych" facetów.
Jednocześnie bardzo dziękuję za tyle odpowiedzi.
Pozdrawiam
Neco.